Wikingowie. Najeźdźcy z Północy

Świat Wikingów bez Wikingów

Autor: Joanna 'Shadov' Walczak

Wikingowie. Najeźdźcy z Północy
Radosław Lewandowski znany jest ze swoich powieści o skandynawskich wojownikach – jak Yggdrasil czy Wikingowie – otwierających przed czytelnikiem wspaniały świat nordyckich bogów, nieustraszonych brodatych wojów i mroźnej północy. Dotyczy to również najnowszego dzieła pisarza, Najeźdźców z Północy, w którym ponownie spotykamy Oddiego Asgotssona, syna Asgota Czerwonej Tarczy.

Tym razem czytelnik trafia w rejony dzisiejszej Ameryki zamieszkałe przez indiańskie plemiona. O tyle jest to ciekawe, ponieważ Lewandowski nie ogranicza się tylko do suchych przygód bohaterów, ale przybliża zwyczaje tubylców, ich mowę czy przedmioty codziennego użytku. Lewandowski pokazuje najważniejsze różnice pomiędzy wikingami a Indianami, w tym najbardziej widoczną, czyli szacunek dla ciała i ducha zmarłej istoty.

Od początku: młody mężczyzna wraz ze swoimi pobratymcami musiał uciekać przed pościgiem ludzi konunga Eryka Zwycięskiego. Długa i ciężka podróż zaprowadziła ich na nieznane tereny, na których osiedli i które okrzyknęli Winlandią Dobrą. Radość nie trwała długo, po kilku miesiącach pościg i tak ich dopadł. Gdy ludzie konunga atakowali osadę, w zgiełku bitwy, wśród krzyków kobiet, smrodu spalonych domostw i dźwięku zderzających się mieczy, udało się uciec młodemu Oddiemu. Jego podróż trwa do momentu, gdy natrafia na grupę tubylców. Ci znęcają się nad młodą kobietą, a wiking, widząc udrękę i niemoc dziewczyny, bez zastanowienia rzuca się, by wyrwać ją z rąk oprawców. Po zwycięskiej walce trafia do wioski miejscowych Indian, plemienia Beothuków.

To właśnie Oddiemu autor poświęca całą opowieść, nie dzieląc narracji pomiędzy innych bohaterów, jak miało to miejsce w Wilczym dziedzictwie. Od początku historia jest wciągająca, od walki młodego wikinga z grupą Indian aż do ostatecznych knowań czarownika plemienia Beothuków, ale w miarę rozwoju wydarzeń Lewandowski dorzuca kolejne, coraz barwniejsze fragmenty. To głównie dzięki nim oraz humorystycznym sytuacjom związanym głównie z protagonistą fabuła jest dość przyjemna i nie powoduje znużenia – raz mamy fragmenty z szybką akcją, a innym razem dość wolne i spokojne. O wiele lepiej względem pierwszego tomu prezentuje się również scena finałowa, która wręcz wbija w fotel.

Najeźdźcach z północy Radosław Lewandowski o wiele bardziej przyłożył się do kreślenia bohaterów. Wśród całej masy ludzi pojawiają się persony ciekawe, intrygujące czy wyobcowane, które dobrze napędzają historię. Jedna z bardziej zapadających w pamięć postaci jest Oddi. Ukazane zostały jego wewnętrzne rozterki, z początku związane z odtrąceniem przez ojca, a z czasem natury cielesnej. Dość dobrze opisano również poszczególne etapy przemiany, jaka w nim zachodzi pod wpływem przeżytych doświadczeń (również tych z pierwszego tomu), od nieokiełznanego woja z północy do całkiem niezłego stratega. Z pozostałych tylko kilkoro, jak np. Długi Kij, ma swoje „pięć minut”. 

Warto zwrócić uwagę na język powieści. Autor dopilnował, aby wikingowie używali mowy pełnej wulgaryzmów, rubasznych i sprośnych tekstów. Przeciwnie lud Indian  ci z kolei swoje wypowiedzi traktują z dużym namaszczeniem. Z uczuciem wyrażają się o sprawach codziennych, zwłaszcza w przypadku wspominania bogów, rozprawiania o życiu i jego aspektach.

Najeźdźcy z północy to świetna kontynuacja książki Wikingowie. Wilcze dziedzictwo. Pisarz o wiele lepiej spisał się w kwestii tworzenia fabuły, znacznie ciekawiej prowadzi narrację oraz rozwija poszczególne wątki. Chociaż zabrakło tutaj klimatu mroźnej północy i jej nieustraszonych brutalnych wojów z toporami, to indiańskie tereny są równie ciekawe.