» Recenzje » Wiatr i Prawda. Tom 1 + 2

Wiatr i Prawda. Tom 1 + 2


wersja do druku

Kwintesencja sandersonowości, na dobre i na złe

Redakcja: Agata 'aninreh' Włodarczyk, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Wiatr i Prawda. Tom 1 + 2
Archiwum Burzowego Światła Brandona Sandersona, pomimo różnych wad, jest jednym z najważniejszych dla mnie cykli fantastycznych. Z tego też powodu niecierpliwie wyczekiwałem premiery Wiatru i Prawdy, piątego tomu tej serii, jednocześnie zamykającego jej pierwszą połowę. Autor obiecywał, że choć jesteśmy dopiero na półmetku, to już teraz otrzymamy powieść, której zakończenie usatysfakcjonuje fanów – co do tego, czy faktycznie faktycznie mu się to udało, można mieć pewne wątpliwości.

Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły poprzednich tomów!

Dalinar Kholin dobił targu z bogiem Odium – w ciągu 10 dni ma odbyć się walka między wojownikami wybranymi przez przywódców obu stron rozrywającego cały Roshar konfliktu. Niezależnie od rezultatu starcia czempionów, konflikt zostanie zamrożony, a dotychczas zdobyte w trakcie konfliktu zbrojnego ziemie – przypisane do ich zdobywców. Odium i dowodzeni przez niego Stopieni ruszają więc na finałową ofensywę, aby podbić jak najwięcej terenów, nim skończy się na to czas, a sojusznicy Dalinara zostają zmuszeni do walki na wielu frontach naraz, by obronić kluczowe dla niego tereny.

Adolin Kholin wyrusza zatem, by pomóc w obronie Aziru, Sigzil, nowy przywódca zakonu Wiatrowych, obmyśla strategię na ocalenie Strzaskanych Równin, podczas gdy królowa Jasnah ma wesprzeć Thaylenah. Sam Dalinar z kolei poszukuje odpowiedzi na zagadkę, co stało się z mocą innego boga, Honoru, aby zyskać jakikolwiek dodatkowy atut w obliczu zbliżającego się starcia czempionów. Udziału w ostatnich dniach wojny nie biorą natomiast Kaladin i Szeth, wspólnie wędrujący przez spowity cieniami Shinovar. Szeth ma osądzić tych, którzy odpowiadają za jego wygnanie i tym samym zakończyć swoje szkolenie, a Kaladin próbuje pomóc swemu towarzyszowi w poradzeniu sobie z demonami przeszłości – a ich wspólna misja, choć rozgrywa się z dala od pól bitewnych, może mieć równie wielki wpływ na losy świata, jak zbliżający się wielkimi krokami pojedynek.

Wiatr i Prawda to najdłuższa z wszystkich dotychczas napisanych przez Sandersona książek, a warto tu podkreślić, że już Rytm Wojny, poprzedni tom cyklu, był dla wielu zdecydowanie za długi. Taka obszerność wynika przede wszystkim z ilości wątków, które musiały zostać rozwinięte, by odpowiednio zakończyć pierwszą połowę Archiwum Burzowego Światła. Dalinar i Navani, Szeth i Kaladin, Shallan, Renarin i Rlain, Venli, Adolin, Sigzil, Jasnah – wszyscy oni otrzymują swoje rozdziały, a do tego trzeba dodać charakterystyczne dla tego cyklu interludia. Zatem ilość materiału do przeczytania jest ogromna – w polskim wydaniu powieść liczy ponad półtora tysiąca stron – a pewnie i tak dałoby się znaleźć pewne wątki, których tutaj brakuje. Niektóre postacie (szczególnie po stronie antagonistów) odgrywają zadziwiająco niewielkie role, co rozczarowuje. Możemy tylko mieć nadzieję, że autor naprawi to w drugiej połowie serii.

W dalszym ciągu Sanderson cierpi też na ten sam problem, za który krytykowano poprzednią część – przegadanie rozdziałów. Jest wprawdzie lepiej niż ostatnio i choć sam nie niczego bym z nich nie wycinał w kontekście konkretnych wątków, nie zmienia to faktu, że wiele z nich sprawia wrażenie o mniej więcej jedną trzecią czy jedną czwartą za długich. Jeśli ktoś liczył na to, że autor bardziej przyłoży się w procesie redakcji i odchudzi rękopis, by zostało w nim tylko fabularne "mięso", to i tym razem będzie zawiedziony. Mnie wprawdzie jako miłośnikowi cyklu nie doskwierało to aż tak mocno (wiedziałem zawczasu, czego powinienem się spodziewać), ale raczej nie ma co liczyć na to, że Sanderson nagle zacznie dążyć do bycia zwięźlejszym.

W Wietrze i Prawdzie zmieniła się za to kompozycja fabularna książki – składa się ona bowiem z dziesięciu części, a każda odpowiada konkretnemu dniowi konfliktu, co wbrew pozorom nie wyszło tak dobrze, jak mogłoby się wydawać, jeśli chodzi o podkręcenie tempa akcji. O ile przy opisach walk na polach bitew taki podział działa całkiem nieźle, to już w przypadku innych wątków niekoniecznie. Dla przykładu – w przypadku Dalinara i Shallan pisarz zdawał się wyszukiwać kolejne powody, by ich poczynania zajęły jak najwięcej czasu, a tym samym – miały swą kulminację jak najbliżej końca książki. Z kolei wątek Szetha i Kaladina zyskałby, gdyby nie zmuszano nas do uwierzenia, że relacje między nimi rozwijają się tak szybko, jak jest to przedstawione, w ciągu kilku zaledwie dni – zdecydowanie jest to coś, nad czym autor powinien był rozpocząć pracę już wcześniej, aby wypadło bardziej przekonująco.

Jeśli miałbym ocenić fabułę piątego tomu Archiwum Burzowego Światła całościowo, to najuczciwiej byłoby stwierdzić, że jest ona bardzo nierówna. Jak już napisałem wyżej, wątki Dalinara i Shallan są przesadnie powtarzalne i niepotrzebnie rozciągnięte, a antagoniści, przeciw którym walczy ta druga, wzbudzają wyłącznie irytację. Venli, stanowiąca prawdopodobnie najsłabsze ogniwo Rytmu Wojny, tym razem dostała niewiele rozdziałów, które nie wpływają zbytnio na przebieg fabuły. Niektórych to pewnie ucieszy, skoro nie jest to postać zbytnio lubiana przez czytelników, ale mimo wszystko trochę szkoda, że (przynajmniej na razie) autor nie włożył więcej wysiłku w to, by odkupić ją w oczach fanów cyklu.

Lepiej wypadają wydarzenia, w których bierze udział Sigzil – on też otrzymał dla siebie stosunkowo niewiele miejsca na kartach powieści w porównaniu do innych protagonistów, ale za to w jego przypadku niemal każdy rozdział jest w ten czy inny sposób istotny i pozbawiony wypełniaczy. Pochwalę też przygody Szetha i Kaladina, wspólnie przemierzających opustoszałą krainę dotkniętą mroczną magią, co jakiś czas napotykając nowych wrogów do pokonania – zdecydowanie widać tu inspiracje takimi grami, jak Dark Souls i Elden Ring (których Sanderson jest zresztą wielkim fanem). Nie rozczarowują także retrospekcje poświęcone Szethowi, pozwalające nam lepiej zrozumieć to, w jaki sposób stał się człowiekiem, którego poznaliśmy już w prologu do Drogi królów. Najważniejsze jest jednak to, że faktycznie wywołują one żywe emocje i już tylko choćby za to prezentują się lepiej, niż fragmenty dotyczące przeszłości Venli zawarte w poprzednim tomie.

Najlepiej czyta się rozdziały dotyczące Adolina, który nigdy dotąd nie otrzymał tyle uwagi. Jego wątek jest zdecydowanie najbardziej dynamiczny pod względem tempa akcji i dramaturgii wydarzeń. Poprzez umiejscowienie go daleko od pozostałych znanych nam postaci, mamy sposobność ujrzeć, w jaki sposób działa z dala od dotychczasowych sojuszników, co samo w sobie jest interesujące.. Wisienką na torcie jest, że to w zasadzie jedyny istotny fabularnie protagonista niebędący Świetlistym Rycerzem, zapewniający bardziej ludzką perspektywę.

Możemy być zadowoleni z tego, że Sanderson dalej potrafi zaskakiwać niespodziewanymi zwrotami akcji, a co ważniejsze – nie przesadza z nimi. Opowiadana tu historia z jednej strony zawiera sporo rozwiązań fabularnych, których użycie uważni czytelnicy przewidzieli już lata temu, lecz nie uznałbym tego za jednoznaczną wadę wynikającą z przewidywalności autora. Doceniam, że włożył on wysiłek w to, by odpowiednio przygotować wszystko pod ich wprowadzenie, zamiast wyciągać nagle nowe informacje niczym królika z kapelusza. Co więcej, nawet jeśli da się przewidzieć część przyszykowanych niespodzianek, to reszta dalej może zaskoczyć, chociażby tym, w jaki sposób pisarz powraca do rozwijania wątków, o których myśleliśmy, że zostały już dawno temu zakończone.

Na szczególną uwagę zasługuje tu finał, który z pewnością wzbudzi sporo kontrowersji. Wciąż znajdziemy tu mnóstwo emocjonujących momentów, walk na śmierć i życie, oraz trudnych do podjęcia decyzji i ich konsekwencji. Jednocześnie pisarz skupił się na tym, by protagoniści odegrali swoje role, nawet jeśli nie są one związane bezpośrednio z przelewaniem krwi, zmniejszając bombastyczność samego konfliktu. Nie jest to najlepsze z wykreowanych przez Sandersona zakończeń, ale mimo pewnych braków szanuję podjęte przez niego decyzje – Wiatr i Prawda nie zawsze bowiem spełnia czytelnicze oczekiwania, ale sama historia pozostaje spójna, przynajmniej w większości przypadków.

Znalazło się trochę fabularnych elementów, które wypadają zauważalnie gorzej, ale omawianie ich tu wymagałoby zaspojlerowania całej fabuły. Za to bez ryzyka da się rozmawiać o dobrze znanej krytykom słabości pisarza – jakości jego prozy. Pozostaje ona w dalszym ciągu co najwyżej rzemieślniczo przyzwoita, co nie spodoba się raczej miłośnikom elegantszych styli pisania. Sam nie uważam tego za problem przekreślający twórcę, skoro przynajmniej wkłada wysiłek w to, by książkę czytało się szybko pomimo jej objętości. Na krytykę zasługuje za to z pewnością to, że wraz z rozwojem cyklu sposób wysławiania się postaci stał się niepotrzebnie współczesny. Niektóre kwestie dialogowe zdają się mocno nie na miejscu w porównaniu do tego, jakim językiem posługiwano się w Drodze królów, co może czasami psuć immersję w wykreowany świat.

Wiatr i Prawda to książka, która przypadła mi do gustu dlatego, że zawierała dokładnie te elementy, za które już dawno temu polubiłem Archiwum Burzowego Światła. Nie mogę jednak udawać, że pozbawiona jest wad lub że są one znikome – po prostu niedociągnięcia takie, jak miejscami przeciętna proza, są dla mnie prostsze do zignorowania, póki fabuła pozostaje interesująca, a bohaterowie – warci kibicowania. Powiedziałbym, że ogółem powieść ta jest lepsza niż Rytm Wojny, ale zdecydowanie nie sprawi, by czytelnicy już rozczarowani twórczością Sandersona mieli zdecydować się na danie mu drugiej szansy. Na ten moment wszyscy powinni już dobrze wiedzieć, czego można się spodziewać po kolejnych jego dziełach – a decyzja o tym, czy jego zalety pozwalają na przymknięcie oka na liczne słabości, należy już do was.

Tytuł: Wiatr i Prawda. Tom 1
Cykl: Archiwum Burzowego Światła
Tom: 5.1
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawca: MAG
Data wydania: 26 lutego 2025
Liczba stron: 800
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-68240-48-1
Cena: 75 zł

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Wiatr i Prawda. Tom 2
Cykl: Archiwum Burzowego Światła
Tom: 5.2
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawca: MAG
Data wydania: 8 maja 2025
Liczba stron: 784
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-68240-53-5
Cena: 75 zł



Czytaj również

Rytm wojny. Tomy 1 i 2
Potęga nauki
- recenzja
Odprysk świtu
Ahoj morska przygodo
- recenzja
Tancerka Krawędzi
Zwinka na pierwszym planie
- recenzja
Rytm wojny. Tom I
Pierwszy tom czwartej części otwierającego cykl pięcioksięgu, czyli kolejne sześćset stron Sandersona
- recenzja
Dawca Przysięgi. Tom 1 i 2
Nieoczekiwane aspekty Spustoszenia
- recenzja
Dawca Przysięgi. Tom 2
Alethkar się pali!
- recenzja

Komentarze


Wolfang
   
Ocena:
0

Obecnie słucham sobie pierwszą część. I niestety zgadzam się, że jest nierówno. Szczególnie irytował mnie temat duchokrwistych. Autor na każdym kroku podkreśla jak niebezpieczni i genialni są członkowie tej organizacji. I tak dają się głupio ograć Shallan 

20-08-2025 09:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.