» Wieści » Warto czytać Science Fiction

Warto czytać Science Fiction

23-09-2010 15:18 | Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Warto czytać Science Fiction
Polecamy lekturę wpisu na blogu Waltera Russella Meada, amerykańskiego specjalisty od polityki zagranicznej, który pisze dlaczego warto czytać science fiction.
Źródło: SF Signal
Tagi: science fiction | Walter Russell Mead


Czytaj również

Data ważności
Dolina Osobliwości
- recenzja
Kraniec Nadziei
Bitwy, bitwy i jeszcze więcej bitew
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Ysabell
   
Ocena:
+2
Znaczy się, Staszku, że wychodzi na to, że Bułhakow pisał fantastykę, ale nie mieścił się w żadnym współczesnym (sobie) nurcie literatury fantastycznej? Czy o to z grubsza chodzi, bo się chyba pogubiłam w rozumowaniach?

Jak dla mnie "Mistrz i Małgorzata" to w oczywisty sposób fantastyka, ale też ja nie czuję potrzeby uściślania gatunku.

Mam wrażenie, że o ile jeszcze w XIX wieku i na początku wieku XX książek pisanych i wydawanych było tyle, że można teraz spokojnie usiąść i prześledzić jakie nurty i konwencje (i inne gatunki) reprezentowały, to później już książek zrobiło się tyle, że mało kto (jeśli w ogóle ktokolwiek) jest w stanie zrobić to samo ze współczesną literaturą. Z drugiej strony takie sztywne dzielenie tego na gatunki wydaje mi się zwyczajnie niepotrzebne, ale to zupełnie inna historia...

I o ile (w przeciwieństwie do Xarica) widzę pewien sens w rozróżnieniu literatura fantastyczna a wątki fantastyczne w literaturze (bo zawsze jest problem gdzie postawić granicę fantastyki, zwłaszcza, jeśli trafimy na jakiś realizm magiczny...), to akurat kwestia "Mistrza i Małgorzaty" jest tu dla mnie oczywista. I to oczywista w stronę fantastyki. Owszem, Bułhakow nie pisał fantastyki tolkienowskiej, ani howardowskiej, ani nawet poe'owskiej — napisał swoją wersję, przez co powstał "gatunek" (mówiłam, że nie lubię tego durnego dzielenia na gatunki...? No, powiedzmy, że "nurt" powstał, "typ fabuły"...), w którym pisał później m.in. Gaiman. I fajnie.

Zresztą mam wrażenie, że mało kto traktuje zarówno fantastykę, jak i fantasy jako to, co Ty, Staszku nazywasz zestawem konkretnych konwencji literatury ostatnich dwu stuleci... To znaczy, szczerze mówiąc, jak do tej pory jesteś jedyną osobą, jaką spotkałam, która tak fantastykę traktuje... :)


A z zupełnie innej beczki — w całkiem innym "miejscu" literatury spotykam się w tym momencie z problemem dokładnie odwrotnym. Czytam otóż książkę "Krwawa setka", która zawierać ma zestawienie stu, zdaniem autorów najlepszych, powieści kryminalnych. I wszystko byłoby dobrze, ale autorzy powieść kryminalną definiują tak szeroko, że mieści się w tej definicji zarówno "Maratończyk", jak i "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy". I kilka innych dość kuriozalnych rzeczy. Co z tego, że zarówno autor, jak i wszyscy jego czytelnicy sądzą że piszą/czytają powieść szpiegowską/thriller psychologiczny? Dygresja całkowicie nie na temat, ale za to sygnalizuje, że czasem i ja mam nieodpartą potrzebę zawężania kategorii... :)
25-09-2010 20:43
Scobin
    @Ysabell
Ocena:
0
Znaczy się, Staszku, że wychodzi na to, że Bułhakow pisał fantastykę, ale nie mieścił się w żadnym współczesnym (sobie) nurcie literatury fantastycznej?

Tak. :-)


Zresztą mam wrażenie, że mało kto traktuje zarówno fantastykę, jak i fantasy jako to, co Ty, Staszku nazywasz zestawem konkretnych konwencji literatury ostatnich dwu stuleci... To znaczy, szczerze mówiąc, jak do tej pory jesteś jedyną osobą, jaką spotkałam, która tak fantastykę traktuje... :)

Hej, serio wszyscy Twoi rozmówcy zawsze używali tego słowa w taki sposób, że odnosili się też do Szekspira i Homera? :) Wydaje mi się, że odniesienie do ostatnich dwu stuleci jest – jak by to ująć? – jedną z najmocniejszych potocznych konotacji słowa "fantastyka". Nie bez powodu jakoś nie na co dzień spotyka się to określenie w odniesieniu np. do antycznych eposów greckich.

Swoją drogą sytuacja literatury zachodniej po XVIII wieku jest specyficzna: nastąpiło odczarowanie świata, elementy "niemożliwe" przez zderzenie z racjonalnym obrazem rzeczywistości zaczęły pełnić zupełnie inną funkcję niż wcześniej. (Tylko dzięki temu możliwy jest np. nowoczesny horror). Pooświeceniowa literatura fantastyczna jest czymś trochę innym, niż np. fantastyka Szekspirowska, to nie są całkiem te same zjawiska (choć oczywiście mają pewne cechy wspólne).

Co do fantasy, to akurat traktowanie go jako konkretnego gatunku ma długą tradycję, i to nie tylko wśród literaturoznawców akademickich, ale też w szeroko rozumianej krytyce amerykańskiej (pisze o tym Grzegorz Trębicki w książce o znaczącym tytule "Fantasy. Ewolucja gatunku"). Podobnie też potraktowano ten termin w "Słowniku literatury popularnej" pod red. prof. Żabskiego.

Pozdrawiam zawężająco! :)


PS. Mały eksperyment: czy "Iliada" to fantasy? Czy "Sen nocy letniej" to fantasy? Czy "Mistrz i Małgorzata" to fantasy? Dlaczego? ;)
25-09-2010 21:48
Ysabell
   
Ocena:
0
Raczej miałam na myśli to, że w zasadzie wszyscy z którymi rozmawiam traktują fantastykę (i fantasy) raczej jako dekoracje i rekwizyty niż jako konkretne rodzaje historii. Nie przeczę, że powszechnie myśli się o fantastyce w ostatnich dwóch wiekach, ale raczej nie wydaje mi się, żeby dla przeciętnego czytelnika (przynajmniej z tych mi znanych) ważna w określeniu gatunku była fabuła, a nie dekoracje.

No sam wiesz... "Gwiezdne wojny" z ich schematem fabularnym większość ludzi określa jako science fiction (nawet nie space operę). Czyli znowu — dekoracje, rekwizyty, a nie logika świata i schemat fabularny. To z grubsza miałam na myśli.
26-09-2010 00:14
Scobin
   
Ocena:
0
[Fantastyka to nie gatunek! :)].

OK, zgodzę się bez wahania, że większość ludzi tak traktuje fantastykę. Natomiast kiedy słyszymy np. "fantastyka to w większości marna literatura", chodzi już – tak mi się zdaje – nie o wszelką możliwą literacką fantastyczność, tylko o pewien zestaw pooświeceniowych konwencji. Podobnie kiedy miłośnicy fantastyki dyskutują ze sobą o "getcie fantastycznym".
26-09-2010 09:20
Xaric
    A teraz reklama
Ocena:
+2
Naprawdę ciekawie się dyskutuje, i sądzę, że temat można by długo ciągnąć. Te i inne kwestie zostaną zapewne poruszone w trakcie Warszawskich Transgresji Literackich, mini-konwentu czy tez konferencji literackiej, którą jak wszystko dobrze pójdzie, planujemy (Avangarda) odpalić 27-28 listopada w Warszawie wraz z redakcją polskiej edycji magazynu Fantasy&ScienceFiction. Dwa dni paneli, spotkań z gośćmi (również zagranicznymi) i prelekcji. Mam nadzieję niedługo podać więcej szczegółów. Już teraz sygnalizuję taki projekt i zapraszam.
26-09-2010 12:32
Ysabell
   
Ocena:
0
Staszku, ja nie jestem do końca przekonana, czy ludzie mówią w ten sposób o fantastyce mając na myśli konkretne konwencje. To byłoby nawet miłe, bo świadczyło o uprzedzeniach wyrosłych na gruncie pewnej wiedzy...

Podczas gdy te uprzedzenia (o ile udało mi się je zaobserwować) wynikają raczej z faktu, że "to jest o elfach i krasnoludkach, takie tam bajki" oraz "prawdziwa literatura mówi o prawdziwym świecie i uczy czegoś o ludziach, a nie to co fantastyka" (z tymi dwoma poglądami spotykam się najczęściej, chociaż nieodmiennie mnie dziwią...).

Natomiast kiedy miłośnicy fantastyki dyskutują o getcie fantastycznym, to mają na myśli raczej reakcje ludzi wokół siebie, niż wąskie pojęcie fantastyki. Zwłaszcza, że właśnie w tych dyskusjach spotyka się argumenty typu "oni uważają, że fantastyka, to gorsza literatura, a przecież zachwycają się X czy Y, które są pełną gębą fantastyką" (pod X lub Y podstaw właśnie książki z motywami fantastycznymi).

Choć, oczywiście może być tak, że część ludzi świadomie kontestuje fantastykę ze względu na niechęć do opowieści w stylu tolkienowskim... Ale z tym akurat nigdy się nie spotkałam, bo najczęściej ci ludzie po prostu nic fantastycznego nie czytali.

Co do reklamy natomiast, czyli @ Xaric — pomysł zacny, choć nazwa paskudna (subiektywnie!). Trzymam kciuki. :)

Chociaż, szczerze mówiąc, konferencje literackie to zdecydowanie nie moja działka.
26-09-2010 13:26
Scobin
    @Ysabell
Ocena:
0
Chodzi mi raczej o to, że kiedy myślimy "fantastyka" (dotyczy to i fanów, i niefanów), to prototypem tego pojęcia jest "skonwencjonalizowana literatura fantastyczna ostatnich kilkudziesięciu, może stu kilkudziesięciu lat". Bułhakow zaś jest gdzieś na obrzeżach naszych skojarzeń.

Inaczej mówiąc, pojęcie fantastyki ma strukturę prototypową (naturalną), a nie klasyczną (arystotelesowską), jeśli mogę się tak wyrazić. Co zresztą może jest lepszym ujęciem niż wyróżnianie dwu osobnych znaczeń (1. fantastyka "w ogóle", 2. współczesna fantastyka skonwencjonalizowana).
26-09-2010 14:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.