Walkiria w ogniu

Zawstydzając Johna Rambo

Autor: Przemysław 'sorfal' Chudzik

Walkiria w ogniu
Oto trzecia część cyklu Hayden War, w której strzela się głazami wielkimi jak góry, główna bohaterka przeklina jak szewc i zawstydza Johna Rambo, a kosmici patrzą na siebie wilkiem.

Wojna miedzy ludźmi a najeźdźcami z kosmosu trwa już pięć lat, bowiem Walkiria w ogniu rozpoczyna się dwa lata po zakończeniu akcji w Narodzinach Walkirii. Jej akcja skupia się na dalszych wojennych perypetiach sierżant wojsk specjalnych Sorilli Aidy i oddziału ziemskich krążowników "Task Force Walkiria”. Centrum walk po raz kolejny znajduje się w pobliżu planety Hayden oraz na jej powierzchni. Po służącym do przypomnienia wcześniejszych wydarzeń wstępie, w którym Sorilla bierze udział w brawurowym ataku na planetę zajętą przez Obcych, przenosimy się na orbitę Haydena. Tam będziemy śledzić bitwę między flotą należącą do kolejnego nieznanego gatunku najeźdźców (Sojuszu) a Walkirią. Walka w przestrzeni kosmicznej – stopniowana od delikatnej wymiany ciosów do niewiarygodnych manewrów i sięgania po najcięższy arsenał – stanowi główną oś fabularną, uzupełnianą szaleńczymi działaniami Sorilli. Jest to powieść zamykająca część wątków obecnych w serii, co przejawia się nie tylko wyjściem Ziemian z defensywy, ale też w zapowiedzi istotnych technologicznych zmian i przetasowaniu wśród bohaterów.

Recenzowana powieść zyskała względem poprzedniczki nieco fabularnego rozmachu, jest tu więcej nawet sensownie umotywowanej akcji. Fabuła wydaje się bardziej spójna i płynna, choć nie zabrakło logicznych dziur w konstrukcji wydarzeń i światotwórczej niekonsekwencji. Bohaterowie nie zmienili się znacząco, stali się najwyżej bardziej wulgarni i więcej działają, zamiast snuć miałkie rozważania (choć i tych nie zabrakło). W miejsce "łopatologii naukowej” stosowanej w drugim tomie gdzieniegdzie pojawiają się refleksje technologiczne, a obcy przestają używać angielskich skrótowców oraz oceniać ludzi pod względem obecności metaforycznych jaj. Możemy za to spotkać interesujące podrozdziały, w pewien sposób wyrażające relatywizm poznawczy – dowódca floty najeźdźców stara się zrozumieć ludzi, o których nie wie prawie nic, i których uważa za… Obcych! Przy okazji zostaje pogłębiony obraz rozziewu miedzy poszczególnymi gatunkami składającymi się na Sojusz. Na fabularnym znaczeniu zyskuje tajemnica przybycia Ross Ell na Haydena.

Wszystkie wymienione zalety pojawiły się kosztem zaburzenia konsekwencji wobec poprzednich odsłon serii. Charakter obcych komandosów stacjonujących na Haydenie przeszedł całkowitą metamorfozę, zmieniły się także określające ich nazwy. Co więcej, okazuje się, że Hayden jest istotny dla ludzi, gdyż jest producentem… leków, a nie żywości. Sam system gwiezdnych skoków również został inaczej przedstawiony. Kuleje konsekwencja w zakresie dotychczasowych dziejów zmagań z Obcymi. Można więc odnieść wrażenie, że autor tworzył tę powieść, nie zaglądając do wcześniejszych. Niekonsekwencje irytują, ale nie przeszkadzają w znacząco lekturze. Wszak przedstawiona historia jest tylko tłem dla żwawej akcji.

Walkiria w ogniu, mimo że to nadal pozycja ze średnio-niskiej półki, sama w sobie nie jest zła, czyta się ją sprawnie, zapewnia też niezłą dozę rozrywki. Stanowi najlepszą dotychczas odsłonę cyklu. By jednak czerpać z jej lektury przyjemność, należy przymknąć oko nie tylko na niekiedy szwankującą logikę, ale też na czasami zbyt widoczne niekonsekwencje wobec wcześniejszych rozwiązań fabularnych.