» Recenzje » W głębi strachu

W głębi strachu


wersja do druku

Jakie cudowne zwycięstwo!

Autor: Redakcja: Jarek 'jareckr' Rusak, Tomasz 'Asthariel' Lisek

W głębi strachu
Niemal doszczętnie pokonana flota potomków Zachodu mobilizuje siły, by w ferworze widowiskowych walk i zbiegów okoliczności podjąć próbę odzyskania swojego miejsca we wszechświecie.

Drugi tom Zgiełku wojny zatytułowany W głębi strachu jest bezpośrednią kontynuacją historii opowiedzianej w poprzedniej książce. Niedobitki floty Victorii skryły się w sektorze Azylu, a tunel czasoprzestrzenny prowadzący do ich macierzystego świata zostaje zablokowany przez wrogie siły Dominium Zjednoczenia Ludowego. Próby przerwania impasu prowadzą donikąd, ale obie strony wiedzą, że klęska Victorii to kwestia czasu. By pokonać Dominium potrzeba cudu, który na szczęście pojawia się w odpowiednim momencie. Rozpoczynają się gorączkowe przygotowania, trwa walka z czasem i licznymi przeszkodami, po której ma miejsce kilkuetapowe ostatecznie starcie (rozciągnięte na pół książki). Druga część kończy wojnę między siłami Victorii i Dominium, ale to nie koniec militarnych zmagań, ponieważ do rozgrywki o panowanie w kosmosie zamierza włączyć się kolejny gracz.

Podczas lektury śledzimy losy znanych nam już bohaterów. Ich charakterystyka została rozwinięta w niewielkim stopniu, może poza Cookie, która na pokładzie okrętu więziennego Dominium przechodzi piekło. Niektóre postaci dotychczas ważne dla fabuły schodzą na dalszy plan – mają zginąć, więc Hudner już od początku traktuje je po macoszemu. Wśród bohaterów drugoplanowych nadal występują polskie nazwiska. Ponownie pojawia się Otto Wiśniowski, już nie jako dziki polski woj z dzidą, lecz okaleczony jeniec. Wciąż jednak trzymają się go dobrotliwe "polskie brednie” – chęć straceńczej i bezsensownej walki z przeważającym wrogiem. Świat przedstawiony także nie został znacząco rozbudowany: zaglądamy na główną planetę Azylu zamieszkaną przez potomków Izraelczyków oraz Marokańczyków i zapoznajemy się pobieżnie z panującymi tam specyficznymi obyczajami. Pewną odmianę stanowią sporadyczne wizyty na pokładzie wspomnianego statku więziennego. Zauważamy przy okazji, że w społeczeństwie Dominium najbardziej wyróżnia się pierwiastek germański. Wychodzi przy tym autorska niekonsekwencja wobec pierwszego tomu, w którym język i alfabet Dominium był dla protagonistów z Victorii niezrozumiały, tu zaś ten problem już nie występuje.

Kwintesencję fabuły stanowią całkiem zręcznie opisane potyczki w przestrzeni kosmicznej. Nie zmienia się tu wiele od pierwszej odsłony cyklu, choć pojawią się nowe jednostki i nowe strategie, w dużej mierze wzorowane na bitwach starożytności i II Wojny Światowej, co daje niezły efekt. Akcja prowadzona jest spokojniej, autor  podąża linearnie od punktu do punktu, unika więc chaosu w kolejnych fazach niespodziewanych manewrów. Zaletą są też minihistorie dotyczące dwóch statków: Victorii ("Sowa Śmieszka”) i Dominium ("Draugr”). Niektóre zwroty akcji wychodzą Hudnerowi całkiem zgrabnie, inne wydają się mało wiarygodnymi i naiwnymi zbiegami okoliczności. Bywa, że im bardziej "nasi” podczas bitew przejawiają spryt i geniusz, tym bardziej wrogowie są tępi. Dyplomatyczni wyjadacze dają się nabrać na słabe sztuczki, a cud pozwalający przejść Victorii do kontrataku, bazuje na tajemnicy, którą sześćset lat wcześniej odkryło jedno ze społeczeństw. Jako że tajemnica dotyczy mapy wszechświata, trudno uwierzyć, że nikt inny nie był w stanie tego odkrycia dokonać. Ponownie można odnieść wrażenie, że choć od skolonizowania kosmosu minęło prawie tysiąc lat, akcja ma miejsce "w niedalekiej przyszłości". Bohaterowie ciągle wspominają Starą Ziemię i jej historię, rzadko kiedy odwołując się do dziejów po jej opuszczeniu. Do innych wad książki należą znane z pierwszego tomu wpadki warsztatowe, takie jak pomyłki w stanie liczebnym okrętów czy rozbieżności w chronologii niektórych wątków. To, co dla jednych postaci trwa półtora miesiąca, dla innych trwa trzy (wątpliwe uroki self publishingu).

Książkę czyta się sprawnie i szybko, fabuła przykuwa uwagę, choć pod koniec może pojawić się znużenie łatwymi do odgadnięcia rezultatami poszczególnych walk. Autor zostawił parę niespodzianek na finał, choć i ten nie jest trudny do przewidzenia. Powieść została przetłumaczona dobrze, zdarzają się nieliczne wpadki językowe ("miny zdetonowały"). Niestety, niezłą rozrywkę psują naiwne i mało wiarygodne rozwiązania fabularne, w tym zasadniczy dla powieści zwrot akcji. Możemy przymknąć oko na niedociągnięcia warsztatowe i cieszyć się wartką akcją oraz dobrą historią, ale zadra pozostaje. Lepiej chyba czytało mi się tom pierwszy, gdy Victoria uciekała, odgryzając się Dominium niż teraz, gdy w dość sztampowy sposób przechodzi do ofensywy. W głębi strachu to niezła książka dla fanów niewymagającej rozrywki i militarnej space opery, których jednak ostrzegam, że nie stanowi ona wyjątkowego przykładu tego podgatunku.

6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: W głębi strachu
Cykl: Zgiełk wojny
Tom: 2
Autor: Kennedy Hudner
Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska
Wydawca: Drageus
Data wydania: 21 lipca 2016
Liczba stron: 528
Oprawa: miękka
Format: 135×205mm
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Zgiełk wojny. Tom I
God, save the Queen!
- recenzja
De Oppresso Liber
Kiedy gwoździe walczą z młotkiem
- recenzja
Za wszelką cenę
Gromadząc informacje
- recenzja
Zew Walhalli
Zawstydzając czołg
- recenzja
Walkiria w ogniu
Zawstydzając Johna Rambo
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.