» Recenzje » Ubik #7

Ubik #7


wersja do druku

Moje wynurzenia

Autor:
Ubik #7
Na początek przyznam całkiem szczerze, że pomimo uwielbienia, jakim darzę krótkie formy prozy fantastycznej, prasa o tej tematyce jakoś nigdy nie miała stałego miejsca w moim wolnym czasie. Bardzo długo na wystawach kiosków i na półkach empików, w porównaniu do innych prezentowała się raczej słabo. Wiem, że nie należy oceniać książki po okładce, ale nic nie poradzę na to żem esteta. Co więcej, przyznam również, że do lektury 7 numeru Ubika zabierałem się dość długo i z poczuciem wykonywania przykrego obowiązku.

W końcu jednak przekonałem się do przeczytania, a raczej, starym dobrym zwyczajem, do pobieżnego przeglądania zawartości w poszukiwaniu czegokolwiek przyciągającego wzrok. Tu nastąpiło pierwsze rozczarowanie. Znalazłem zaledwie trzy, poza śliczna okładką, godne uwagi ilustracje. Wszystkie autorstwa Macieja Garbacza. Szczęśliwie, co nieco złagodziło pierwsze złe wrażenie, na wspomnianej okładce umieszczono wielkich rozmiarów informację o zwiększeniu objętości pisma do magicznej wielkości 96 stron. Tak zachęcony przystąpiłem do metodycznej lektury zawartości. Zapoznałem się jeszcze szybko z treścią wstępniaka i popłynąłem na fali wyobraźni.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Pierwsze, i chyba najlepsze, opowiadanie autorstwa naszego południowego sąsiada - Michala Hvoreckiego, o wiele mówiącym tytule Pierwsze zwycięstwo supermarketów, dosłownie powaliło mnie na kolana. Świetny autorski warsztat, tematyka bardzo bliska mojemu sercu, będąca współczesną satyrą na ogólnoludzki konsumpcjonizm, a wszystko okraszone lekką dawką ironicznego humoru. Czyta się jednym tchem. Decyzja redakcji o zamieszczeniu go w piśmie niewątpliwie była słuszna. Bardzo zapadła mi też w pamięć proza Witolda Narwojsza. Opowiadaniem Urelte debiutuje na arenie rodzimego fandomu. Mimo niedopracowanego jeszcze warsztatu, mamy do czynienia ze wschodzącą gwiazdą. Z całego serca życzę mu wielu tak dobrych opowiadań.

Michał Cetnarowski i jego Pieśń z doliny traktuje o, nieco przerysowanych, problemach młodych rodziców, co w tej chwili jest mi tematem szczególnie bliskim. Polecam je każdemu, kto ma, bądź spodziewa się dziecka. Zazwyczaj nie angażuję się emocjonalnie w to co czytam, jednak tym razem naprawdę poczułem to specyficzne ukłucie po lewej stronie klatki piersiowej.

Reszta opowiadań raczej średnio przypadła mi do gustu. W trakcie czytania wszystkie one zlały się w jedną szarą masę, którą zazwyczaj szybko się zapomina, a lektura jest mało wciągająca. No cóż, wszystkim zdarzają się potknięcia i 7 numer Ubika też się przed tym nie uchronił.

Moją wymagającą uwagę przykuł jeszcze wywiad i prezentacja sylwetki Paula McCauleya, autora, z którego twórczością nie miałem jeszcze przyjemności się zetknąć. Bardzo sympatyczny i miły dla oka, pozbawiony dziwnych niezrozumiałych pytań, traktujący o wszystkim tym, co kochamy. Rozważania o przyszłości, Mars, życie na nim i znacznie więcej. Miód.

Jak to zwykle bywa znajdujemy tu również kilka recenzji, które wydawały mi się nijakie i kompletnie bez polotu. Szkoda.

W numerze znalazły się jeszcze dwa teksty naprawdę godne uwagi fanów wszelkiej fantastyki, z czego jeden nawet dla fanów RPG. Jeden z nich to radosna twórczość Sebastiana Uznańskiego. Pseudonaukowy artykuł doszukujący się poważnych psychologicznych przekazów w kinie fantastycznym. Miłe do czytania, argumenty absolutnie nie do obrony. Drugi ze wspomnianych wyżej tekstów dotyczy mitycznych wysp. Trochę krótki, pobieżnie realizujący temat i raczej mało odkrywczy, choć fani gier fabularnych znajdą w nim kopalnię pomysłów na wyjątkowe miejsca. Autor zebrał po prostu względnie powszechną wiedzę i opublikował jako artykuł. Szkoda, bo temat ciekawy. Człowiek ledwie się zacznie angażować a już koniec. Nieładnie.

Podsumowując, numer 3/2004 jest średni. Długo bym się zastanawiał czy go kupić zamiast Polityki. Cena nie odstrasza, ale wszyscy przecież wiemy, że na rynku są znacznie tańsze pisma, o niebo lepiej wydane. Tylko w fantastyce panuje posucha. Jednak jak na niszową gazetę warta jest uwagi i żal mi trochę, że jest dwumiesięcznikiem. Kilka dobrych tekstów, kiepska szata graficzna, ale mimo wszystko jestem na tak. Życzyłbym sobie, i wam, żeby Ubik stał się miesięcznikiem albo nawet tygodnikiem.
6.5
Ocena recenzenta
Tagi: ubik



Czytaj również

Ubik
Korporacja psioników
- recenzja
Ubik - Phillip K. Dick
Kiedy znika sens
- recenzja

Komentarze


~Kilimek

Użytkownik niezarejestrowany
    Why???
Ocena:
0
Hejka
Mam pytanie - dlaczego tak szacowne i obiecujące pismo jakim jest Ubik recenzuje ktoś, u kogo, cytuję:"...prasa o tej tematyce jakoś nigdy nie miała stałego miejsca w moim wolnym czasie..."?
23-10-2004 10:43
ShpaQ
    Just because...
Ocena:
0
A to dlatego ze odkad umiem czytac, czyli od 5 roku zycia stale miejsce w moim wolnum czasie zajmuja przede wszystkim ksiazki, ze znacznym uwzgledniemniem wszelakich antologii, zawierajacych de facto opowiadania. Poza tym z pieniedzmi raczej roznie bywa, a moja biblioteka nie sprowadza takich gazet na swoje półki. Oto dlaczego. Usatysfakcjonowany?
23-10-2004 17:13
~Błaej

Użytkownik niezarejestrowany
    a do mnie
Ocena:
0
teorie Uznańskiego przemawiają, choć nie przywiązuję się do nich, ot ciekawostka, wszystko tam jakoś pewnie się broni, facet podobne rzeczy publikuje co jakiś czas w NF
29-10-2004 13:21
ShpaQ
   
Ocena:
0
Sorry, ale mnie nie ruszaja. Wydaja mi sie ostro naciagane. Owszem, czyta sie fajnie, ma taki posmaczek naukowy, ale nie. Po prostu mi nie leza te wysublikowane teorie.
31-10-2004 15:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.