» Recenzje » Szaleństwo aniołów - Kate Griffin

Szaleństwo aniołów - Kate Griffin


wersja do druku

LonNieDyn dla nieco starszych dzieci?

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Szaleństwo aniołów - Kate Griffin
Czarnoksiężnik Matthew Swift, zamordowany dwa lata wcześniej, nagle wraca do świata żywych, czy też – ściślej mówiąc – zostaje temu światu przywrócony, najprawdopodobniej za sprawą działań innego użytkownika mocy. Wprawdzie nie ma pojęcia kto i z jakich powodów przywołał go z powrotem, jednak uznaje ów fakt za świetną okazję do... Zemsty, oczywiście. Szybko okazuje się, że mimo iż dysponuje sporymi magicznymi umiejętnościami sprawa nie jest prosta. Podczas jego krótkiej ''nieobecności'' w Londynie wiele się zmieniło. Nie, nie chodzi o to, że jego dom został sprzedany i teraz mieszka w nim ktoś inny, a wszystkie jego rzeczy osobiste diabli wzięli - z tym jeszcze byłby gotów się pogodzić. Problem polega na tym, że tuż po jego ''zniknięciu'' pojawiła się tajemnicza organizacja zwana Wieżą, która przejęła kontrolę nad całym magicznym undergroundem. Obiekt zainteresowania Matthew to przywódca tego potężnego stowarzyszenia – z pewnością nie będzie łatwo do niego dotrzeć.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Szaleństwo aniołów autorstwa Kate Griffin podobnie, jak Gaimanowskie Nigdziebądź przenosi czytelnika do współczesnego Londynu. Miasto, które za dnia wydaje się zwyczajną XX-wieczną metropolią, pełną wiecznie spieszących się obywateli, po zmroku zmienia się nie do poznania, za sprawą zamieszkujących go czarowników i rozmaitego magicznego tałatajstwa. W powieści odnajdziemy ten sam, co u Gaimana, nastrój tajemniczości i niepokoju, doprawiony odrobiną groteski i sporą dozą komizmu, wszystko zaś jest mocno osadzone w miejskiej rzeczywistości.

Warto podkreślić, że w tej opowieści nic nie jest standardowe; próżno szukać tu duszków i elfów, z trudem borykających się ze współczesnym światem – choćby niczym w klasycznej urban-fantasy Emmy Bull Wojna o dąb, gdzie fantastyczne stwory żyją raczej obok ludzi, niż z nimi. U Griffin najróżniejsze mitologiczne stworzenia zamiast uciekać od cywilizacji doskonale przystosowały się do nowych warunków, zaś tętniące życiem miasto wytworzyło swój własny, niepowtarzalny rodzaj magii. Takie założenie sprawiło, że książka naszpikowana jest świetnymi pomysłami, mającymi na celu dostosowanie klasycznych elementów do dzisiejszych realiów. Wróżki mają skrzydełka z folii aluminiowej, w telefonach słychać od czasu do czasu tajemnicze głosy, a przywołanemu duchowi w ofierze składa się przewodnik kolejowy z 1934 roku. Szaleństwo aniołów jest pełne tego rodzaju ciekawych innowacji, co sprawia, że przywodzi na myśl równie (jeśli nie bardziej) bogaty pod tym względem LonNieDyn. Z tym, że powieść Griffin jest przeznaczona dla nieco starszych czytelników niż opowieść Miéville'a. Chodzi wszak o zemstę, co oznacza, że krew momentami leje się wartkim strumieniem.

Trzeba przyznać, że intryga to najsłabsza składowa Szaleństwa.... Przez kilkadziesiąt pierwszych stron czytelnik nie do końca wie, co się dzieje, a kiedy zaczyna się orientować w sytuacji, fabuła sprowadza się do kolejnych magicznych potyczek, toczonych przez Matthew i jego sojuszników. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że momentami niebezpiecznie przypomina scenariusz RPG.

Zresztą, rozmaitych nawiązań do gier fabularnych (i nie tylko) znajdziemy w książce całkiem sporo. Pierwszym, co rzuca się w oczy jest podział użytkowników magii, przywodzący na myśl D&D. W Londynie Griffin odnajdziemy posługujących się magiczną intuicją czarnoksiężników, paktujących z pradawnymi siłami czarowników oraz czarodziei, reprezentujących typ naukowców. W moim odczuciu niespecjalnie służy to całości, z drugiej jednak strony pozostałe odwołania są znacznie subtelniejsze i pokpiwają z RPG-owo-fantastycznych klisz. Trudno przynajmniej się nie uśmiechnąć, czytając, że czarnoksiężnik, przedstawiający się swoim prawdziwym, banalnym imieniem z pewnością nie ma wyczucia stylu.

Sam główny bohater, niestety, także jest daleki od ideału i wcale nie chodzi o to, że ma nieprzyjemny charakter – raczej o jego niedostatek. Wprawdzie po "przebudzeniu" musi na nowo poznać wiele spraw, które niegdyś wydawały się oczywiste, jednak mimo wszystko brak mu cech indywidualnych. Wkrótce ma ukazać się kontynuacja powieści: Nocny burmistrz. Być może tam Matthew objawi ich więcej; tutaj jednak w zasadzie wiadomo tylko, że uważa on (podobnie jak jego nauczyciel), iż każdy czarnoksiężnik powinien mieć dobry płaszcz, a najbardziej lubi te z głębokimi kieszeniami, nierzucające się w oczy. Szczęśliwie, pewną rekompensatę stanowi interesujący czarny charakter – zawiadujący Wieżą Robert James Bakker. Szkoda, że o tym, jak barwna to postać, czytelnik przekonuje się dość późno.

Na koniec należy oddać honory Michałowi Jakuszewskiemu, który świetnie poradził sobie z tłumaczeniem. Zadbał o bogactwo języka, a przede wszystkim uporał się z dość skomplikowaną formą narracji (pierwszoosobową, z tym, że raz w liczbie pojedynczej, raz w mnogiej) – uważny czytelnik z pewnością się nie pogubi, a także szybko zorientuje się, dlaczego Swiftowi zdarza się mówić o sobie "my".

Muszę przyznać, że dawno żadna lektura nie sprawiła mi tyle przyjemności, co Szaleństwo aniołów. Rzecz jasna, nie jest to powieść bez wad – w pełni zdaję sobie sprawę z ich istnienia – lecz mimo to uważam, że powinna stać się pozycją obowiązkową dla wszystkich miłośników urban-fantasy.
7.5
Ocena recenzenta
8.17
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Szaleństwo aniołów
Cykl: Matthew Swift
Autor: Kate Griffin
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 12 stycznia 2011
Liczba stron: 560
Oprawa: miękka
Format: 135x202 mm
ISBN-13: 978-83-7480- 196-6
Cena: 39,00 zł



Czytaj również

Rada mniejszości
Domine dirige nos
- recenzja
Rada mniejszości
- fragment
Neonowy dwór - Kate Griffin
Wielki finał
- recenzja
Nocny burmistrz - Kate Griffin
Inauguracja wtórności
- recenzja
Neonowy dwór
Wstęp
Nocny burmistrz
Wstęp – Heavymetalowe widma

Komentarze


Asthariel
   
Ocena:
0
Muszę przyznać, że recenzja zachęciła mnie do zaopatrzenia się kiedyś w egzemplarz książki. Lubię klimaty Urban Fantasy, a i nawiązanie do erpegów brzmią fajnie.
12-01-2011 19:29
Blanche
   
Ocena:
0
Z fajnością nawiązań - o czym wspominałam w recenzji - różnie bywa, ale skoro lubisz ubran-fantasy, myślę, że możesz odrobinkę podwyższyć ocenę. ;)
12-01-2011 20:18
nimdil
   
Ocena:
0
Przyjemność lektury mogę potwierdzić, ponieważ recenzentka chichotała z "perełek" chyba częściej niż przy ostatniej Babuni Jagódce.

13-01-2011 20:41

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.