» Recenzje » Syndrom Everetta: Ulysses

Syndrom Everetta: Ulysses


wersja do druku
Syndrom Everetta: Ulysses
Sięgając po debiutancką powieść Jarosława Ruszkiewicza byłem przekonany, że oto kolejny raz mam do czynienia z militarną space operą. Wrażenie potęgował zamieszczony na tylnej okładce blurb, traktujący o wielkiej wojnie pomiędzy dwoma niezwykle rozwiniętymi technologicznie cywilizacjami. Brzmiało sztampowo, ale na szczęście zostałem mile zaskoczony.

Wspomniałem o okładkowej notce fabularnej, za którą wydawnictwu należy się spory minus, ponieważ w dużym stopniu zdradza, wokół jakich kwestii będzie rozwijana główna oś fabularna. Straciły na tym pewne wydarzenia, które zamiast zaskakiwać, stały się w ogólnym efekcie zbyt przewidywalne. Stanowczo odradzam jej czytanie przed lekturą całości.

Opowieść jest rozłożona na kilka wzajemnie przeplatających i łączących się na końcu powieści wątków, które tylko na pozór nie posiadają wspólnego mianownika. Historia rozpoczyna się bitwą, której jedna strona konfliktu za wszelką cenę stara się uniknąć i w nadziei na lepsze jutro, pragnie ukryć przed wrogiem choćby część swojej podupadłej cywilizacji. Po około 50 stronach wojna i statki kosmiczne przestają nas niemal zupełnie interesować, a Syndrom Everetta zamienia się w osadzoną w 2111 roku powieść z pogranicza kryminału i sensacji, przy czym tej drugiej składowej jest znacznie więcej. Trzeba przyznać, że w tej roli sprawdza się świetnie, bowiem niektóre rozwiązania akcji są intrygujące, a Ruszkiewicz zadbał o stopniowe podwyższanie towarzyszącego lekturze napięcia. Mamy do czynienia z włamaniami, szemranymi lokalami i jeszcze gorszymi klientami, pościgami i strzelaninami, polityką międzynarodową, która łączy się także z teoriami spiskowymi, potęgowanymi faktem piastowania przez niektórych protagonistów wysokich urzędów państwowych lub prowadzenia intensywnej działalności w wielkomiejskim półświatku. 

Autor uraczył nas kilkunastoma bohaterami, przy czym kilku z nich pojawia się już na początku powieści, towarzysząc nam aż do jej końca, i nie mam wątpliwości, iż część charakterów znajdzie także swoje miejsca w kontynuacji. Niestety ciężko powiedzieć o nich coś więcej – jest ich dużo, jednak niemal wszyscy są bezbarwni, oddając palmę pierwszeństwa zamierzeniom fabularnym. Choć czytelnik jest w stanie zidentyfikować większość postaci po charakterystycznych zachowaniach czy nawet sposobie prowadzenia dialogów, to nie jest w stanie zżyć się z którąkolwiek z nich. Jedynym wyjątkiem jest tytułowy Ulysses, pozostający zresztą jedną z największych tajemnic w całej powieści, ale wciąż nie jest to ktoś wybitnie interesujący, głównie przez to, że wzmianki o nim pojawiają się raptem w kilku momentach i tak naprawdę niewiele się z nich dowiadujemy. Na dodatek rozdziały nie stanowią bezpośredniej kontynuacji swoich poprzedników, zazwyczaj przenoszą czytelnika w inną lokalizację i do odrębnych postaci, co czasem wprawia w lekkie zakłopotanie, tym bardziej, że znajdziemy garść bohaterów szukających wyjaśnień w kwestiach dobrze już czytelnikowi znanych za sprawą poprzednich wątków. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Ruszkiewicz mozolnie buduje świat powieści i niejednokrotnie przeszło mi przez myśl, że zbyt dużo uwagi poświęcił opisom rzeczy nieistotnych, przez co niektóre linijki tekstu śledziłem głównie z obowiązku. Moim zdaniem informacja, że bohater wyciągnął papierosa, po czym rozmyślił się i schował go z powrotem do kieszeni, poza wyjątkami wpływającymi na kreację postaci jest absolutnie zbędna, a w powieści znajduje się więcej takich niewiele wnoszących wzmianek . Szkoda, bo zarysowana historia absorbuje uwagę czytelnika, powodując natychmiastową ochotę na przeczytanie kolejnych stron, tym bardziej, że Ruszkiewicz bardzo dobrze posługuje się suspensem i ostatnie zdania poszczególnych rozdziałów pozostawiają czytelnika z uczuciem zaciekawienia i niepewności.

Pomimo przesadnego rozwleczenia debiut Ruszkiewicza można zaliczyć do bardzo udanych, gdyż opowiedziana historia wciąga i intryguje, a autor w świetny sposób prowadzi fabułę. Przez większość powieści ledwie uchyla rąbków tajemnicy, bądź piętrzy przed czytelnikiem kolejne zagadki, jak przystało na pierwszy tom cyklu. Do plusów należy też zaliczyć pieczołowicie oddany klimat zagrożenia i strachu w obliczu śmiertelnie groźnej niewiadomej, której naturę warto poznać samemu, biorąc się za lekturę Syndromu Everetta

Dziękuję wydawnictwu Drageus Publishing House za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 2
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Syndrom Everetta: Ulysses
Cykl: Syndrom Everetta
Tom: 1
Autor: Jarosław Ruszkiewicz
Wydawca: Drageus
Data wydania: 13 maja 2015
Liczba stron: 660
Oprawa: miękka



Czytaj również

De Oppresso Liber
Kiedy gwoździe walczą z młotkiem
- recenzja
Za wszelką cenę
Gromadząc informacje
- recenzja
W głębi strachu
Jakie cudowne zwycięstwo!
- recenzja
Zew Walhalli
Zawstydzając czołg
- recenzja
Walkiria w ogniu
Zawstydzając Johna Rambo
- recenzja
Narodziny Walkirii
Jaja z granitu
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

krzykr
   
Ocena:
0

Wielki minus za "śmiertelnie groźnej niewiadomej" groźba sama w sobie na plus ale wyjaśnienie fizyczne zgrzytało mi w zębach ilekroć o tym pomyślałem. Nastawiałem się na space opere a dostałem kryminał którego bym zapewne nie ruszył bez tego wątku z epilogu teraz historia mnie zaintrygowała więc czekam na zapowiedzianą kontynuację.

29-08-2015 14:35
Karriari
   
Ocena:
0

Powieść jak najbardziej dobra, ale tak naprawdę czytelnik dostaje zupełnie co innego niż oczekiwał. Prawdę mówiąc liczę na to, że Ruszkiewicz po domknięciu cyklu, zajmie się czystym kryminałem bądź sensacją, bez tej "kosmicznej" otoczki.

31-08-2015 20:20
MakaronPostapo
   
Ocena:
0

Hmmm, to teraz sam już nie wiem...

01-09-2015 15:44
Karriari
   
Ocena:
0

Mimo wszystko warto, kawał solidnej literatury.

01-09-2015 17:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.