» Recenzje » Stop prawa

Stop prawa


wersja do druku

Rewolwer i melonik

Autor: Redakcja: Adrian 'adrturz' Turzański

Stop prawa
Wiele przypadłości dręczy fantasy, lecz tej, która powtarza się nagminnie na imię jest „kontynuacja”. Czasami zdarza się, iż autor ponownie wkracza do wykreowanego przez siebie uniwersum, kończąc tę ekspedycję z tarczą, lecz częściej finałem literackiej batalii jest powrót na tarczy. Brandon Sanderson  w Stopie prawa odważnie wstąpił na owo niebezpieczne terytorium, a jego wyprawa godna jest laurowego wieńca.

Ponad trzysta lat upłynęło od dramatycznych wydarzeń, które wstrząsnęły posadami świata, w którym egzystowały postaci znane z pierwszej trylogii Ostatniego Imperium. Nowe jego oblicze powstało, niczym feniks z popiołów, zaś Vin, Elend, Sazed i pozostali sprawcy i uczestnicy tej odnowy uzyskali status legendarnych wojowników, przewodników duchowych, czy wreszcie – kreatorów nowych religii. Ich miejsce zajęli nowi protagoniści, toczący swe walki na skalę mniejszą, niż to dawniej bywało, lecz równie istotne, jak batalie z dawnych wieków, zwłaszcza, iż motywy działania nowego pokolenia są podobne do tych, jakimi kierowali się ich poprzednicy. Wiek prądu i pary, pomimo rozwoju techniki i nauki, nie zmienił mentalności społeczeństwa – zło nadal kusi, zbrodnia popłaca, zaś tym stojącym po stronie sprawiedliwości, nie zawsze dane jest działać zgodnie z prawem.

Do takich właśnie stróżów ładu i porządku zalicza się lord Waxillium Landrian. Po latach spędzonych w Dziczy, gdzie poszukiwał i karał bandytów wszelkiej maści, doświadczywszy traumy, która naznaczyła jego psychikę, postanawia wrócić do Elendel – miasta w którym się urodził, będącego zrazem epicentrum ukazanego w powieści świata. Zamieszkawszy w rodowej siedzibie, opustoszałej po śmierci wuja, który przed nagłym zgonem zdążył przehulać cały swój majątek, będzie zmuszony na nowo przyzwyczaić się do stołecznych realiów, z całym ich napuszonym tonem i setkami zasad. Mocno "zdziczały" Wax staje się nagle (przez wzgląd na starożytne i szacowne nazwisko) towarem wysoko cenionym na rynku matrymonialnym, a jego przymusowa wybranka, Stetris, córka dorobkiewicza, lorda Harmsa, to panna nie pierwszej już młodości, aż do bólu rozsądna, zapobiegawcza i nudna. Gdy podczas balu dochodzi do raptus puellae, nasz bohater postanawia wyruszyć jej na ratunek. Co czyni z wielką ulgą – wreszcie może działać, a nie tylko pełnić rolę towarzyskiego kuriozum, a jako że porwanie kontynuuje serię uprowadzeń kobiet, która łączy się z coraz to bardziej zuchwałymi napadami na pociągi, Waxlilium w towarzystwie Wayne’a – kompana wypróbowanego w wielu dramatycznych okolicznościach, oraz, ku swemu niebotycznemu zaskoczeniu, Marasi, młodziutkiej kuzynki swej narzeczonej, rozpoczyna śledztwo.

 Jakże ten skrócony zarys wydarzeń wydaje się zwodniczo prosty na tle skomplikowanej i wielowątkowej fabuły, cechującej wcześniejszą Sandersonowską trylogię, w której od czynów opisanych w niej bohaterów zależało istnienie całego uniwersum. W Stop prawa autor wychodzi od sensacyjno-przygodowej historii, osadzonej w klimacie klasycznego westernu, wzbogaconego motywami zaczerpniętymi z opowieści łotrzykowskich, elementami krotochwili i steampunkowym sztafażem, lecz w miarę rozwoju akcji wprowadza nowe literackie tropy, które co prawda nie stają się dominantą, lecz wzbogacają książkę w  nowe treści, jednocześnie sprawiając, iż te już znajome odsłaniają zupełnie odmienne oblicze. Pisarz prowadzi grę z czytelnikiem podsuwając mu pewne wskazówki i gdy ów, przekonany, iż znając kanoniczne ich rozwinięcia, wie jak one ewoluują, nagle uświadamia sobie, iż został zwiedziony, gdyż Sanderson wprowadza zaskakujące zmiany. Drugim elementem owej szarady jest zręczne wplatanie w tekst scen, które można powiązać z konkretnymi filmowymi, czy też literackimi kliszami, lecz zostały na tyle umiejętnie zakamuflowane, iż ich konkretne przypisanie częstokroć wymaga chwili zastanowienia. I oczywiście popkulturowego obycia. 

Doskonałym przykładem tej erudycyjnej łamigłówki jest sam świat przedstawiony, stworzony na kanwie XIX-wiecznej, pełnej kontrastów Ameryki, którą autor zmodyfikował pod kątem swych fabularnych planów. Miasto Elendel przypomina Nowy Jork doby gwałtownej rewolucji przemysłowej, w którym wciąż widoczne są skrajne podziały społeczne - rezydencje „starych” rodów sąsiadują z ociekającymi bogactwem siedzibami burżuazji, a gdzieś w tle toczy swe życie biedota, która co prawda swą liczebnością wielokroć przerasta populację obywateli zamożnych i szanowanych, lecz nie wypada o niej wspominać na salonach. Zaś Północna Dzicz samą swym nazewnictwem nawiązuje do Dzikiego Zachodu i rzeczywiście pustkowia zamieszkałe przez osadników skupionych w nielicznych miasteczkach, tudzież na farmach przyciągają zarówno ludzi pragnących wykroić dla siebie kawałek lepszego życia, jak i złoczyńców przekonanych o swej bezkarności na terytorium, gdzie egzekwowanie prawa stoi często pod znakiem zapytania. Lokacje, w których toczy się akcja dla osób znających wcześniejszą historię Pierwszego Imperium i spodziewających się jej kontynuacji w znajomych realiach, mogą wydać się w pierwszym momencie dysonansem zakłócającym wizję rodem z fantasy, która dominowała w trylogii. Natomiast ci, dla których jest to pierwsze zetknięcie się z twórczością Sandersona bez trudu zaakceptują owe realia, ponadto przekonają się, iż Stop prawa można czytać bez wiedzy z niej zaczerpniętej i równie dobrze się bawić.

Skoro rozprawiliśmy się już z opisaną na kartach powieści rzeczywistością, czas przejść do protagonistów. Ci również wydają się być na pierwszy rzut oka znajomi – ileż to już razy czytaliśmy o przygodach grupy przyjaciół zjednoczonych w konkretnym celu. Taką właśnie (jak już wcześniej wspomniałam) opcję zastosował Sanderson, lecz jego układ trójkowy, miast powielać typowe schematy, specyficznie je trawestuje. Waxa poznajemy w dramatycznych okolicznościach i wpierw wydaje się być cynicznym awanturnikiem, który, znudzony monotonią stołecznego, salonowego życia, szuka ekscytujących przygód w rejonach uważanych za bardziej "rozrywkowe". Lecz szybko jego wizerunek ulega zmianie, obnażając kolejne warstwy osobowości lorda Landrian, mężczyzny o wielu sekretach, licznych traumach i pokładach zdrowego rozsądku. Będąc człowiekiem dojrzałym (czterdziestka na karku) zachowuje się adekwatnie do swego wieku – zazwyczaj wpierw myśli i planuje, analizując problemy z szybkością godną serialowego Sherlocka Holmesa, by potem swoje zamierzenia precyzyjnie wcielić w czyn. Jest emocjonalnie wyciszony, ostrożny w uczuciach, owszem, czasami dopuszcza do głosu serce, lecz ściśle kontrolowane przez mózg. Ten wizerunek zimnego i kierującego się przede wszystkim logiką dżentelmena złagodzony został sporą dawką ironicznego humoru i skłonnością do karkołomnych wyczynów, zdecydowanie nie przystojących nosicielowi tak szacownego nazwiska.

Owo nieco szalone alter ego głównego protagonisty generuje i podsyca obecność Wayne’a. To ci dopiero nietuzinkowa postać! Mistrz kamuflażu, potrafiący wcielić się w niemalże każdą rolę, koneser kobiecych wdzięków, zawołany flirciarz, który, prócz słownej szermierki, włada perfekcyjnie również bronią rzeczywistą, żartowniś potrafiący być również filozofem. Wraz z Waxilliumem stanowią doskonale uzupełniający się duet, zbudowany na zasadzie przeciwieństw, lecz także dopełniających się cech – zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Zaś ostatnim członkiem triumwiratu jest Marasi – emancypantka i sawantka, która jednak nie pragnie być kolejnym wcieleniem Vin, czyli biegającej w spodniach wojowniczki, lecz uważająca, iż dziewczyna może równie wiele zdziałać ubierając się w koronkowe suknie i ładnie pachnąc. A kiedy okazuje się, że, prócz ślicznej buzi i doskonałej figury, panna dysponuje także ostrym niczym brzytwa umysłem i rozlicznymi, zarówno wrodzonymi, jak i nabytymi podczas studiów (prawo karne i behawiorystka kryminalna) umiejętnościami, czynią ją one równorzędną partnerką dwóch "ostatnich sprawiedliwych".

Oczywiście Sanderson nie oparł się pokusie przydania swym bohaterom magicznych umiejętności. Te stanowią powielenie systemu znanego z cyklu o Z Mgły Zrodzonym – Allomancja pozwala czerpać moc z szesnastu metali, Feruchemia umożliwia jej magazynowanie, zaś Hemalurgia oferuje możność odbierania zdolności innej osobie. Nieznacznie zmieniły się proporcje korzystania z tych trzech odmian sztuki metalicznej, tudzież zminimalizowana została ilość substancji, którymi konkretnej osobie dane jest się posiłkować. Także sceny walk z użyciem „dopalaczy” (sic – wszak metale się spala) zostały dostosowane do quasidziewiętnastowiecznej rzeczywistości.

Stop prawa to powieść, która w pozornie lekkiej formie porusza poważne tematy – ukazuje mechanizm kształtowania się legend, dotyczących zarówno bohaterów z dawnych wieków, jak i tych współczesnych dla fabuły (zdecydowanie podkoloryzowane historie o wyczynach stróżów prawa), brutalnie odsłania  reguły rządzące polityką i ekonomią, przedstawia złożony wizerunek społeczeństwa ujawniając jego wady, a jednocześnie wypunktowując nieliczne zalety. Stanowi precyzyjne studium ludzkiej natury, skłania do refleksji, jak wąska jest granica pomiędzy bohaterstwem a szaleństwem i obsesją; lojalnością a ślepym posłuszeństwem. Sanderson kreując swych bohaterów – szczególnie tych drugoplanowych - uwypukla ich charakterologiczny dualizm, nadaje im cechy nieadekwatne do pełnionych funkcji, często przy tym sięgając po genderowy klucz. Opowiedziana przez niego historia stanowi zamknięcie jednego rozdziału przygód nieustraszonych stróżów prawa, lecz jednocześnie dobitnie sugeruje, iż ich ciąg dalszy nastąpi. I jestem przekonana, iż warto na niego czekać.

8.5
Ocena recenzenta
8.12
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Stop prawa
Cykl: Ostatnie Imperium
Tom: 4
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawca: MAG
Data wydania: 13 stycznia 2016
Liczba stron: 304
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-7480-627-5
Cena: 29,90 zł



Czytaj również

Stop prawa
- fragment
Wywiad z Brandonem Sandersonem
Dobra opowieść jest najważniejsza
Stop prawa - Brandon Sanderson
Magia, metale, rewolwery i bezprawie
- recenzja
Stop prawa
Rozdział pierwszy
Dawca Przysięgi. Tom 1 i 2
Nieoczekiwane aspekty Spustoszenia
- recenzja
Dawca Przysięgi. Tom 2
Alethkar się pali!
- recenzja

Komentarze


Ciacho
    Świetna recenzja
Ocena:
0

Jestem pod wrażeniem. Jeśli do tak stosunkowo krótkiej książki rozpisałaś się aż tak, to strach pomyśleć, ile byś napisała do jednej z poprzednich części, gdzie stron było co najmniej 2 x tyle. :) Ale recenzja świetna. Podpisuję się nią w pełni, bo również wyrażałem się w pochlebnych słowach, które dotyczyły tych samych składowych tej pozycji. :)

22-02-2016 13:25

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.