» Recenzje » Srebro - Steven Savile

Srebro - Steven Savile

Srebro - Steven Savile
Od czasu zawrotnej kariery, jaką zrobił Kod Leonarda da Vinci Dana Browna, nastąpił renesans literatury, którą można określić mianem sensacyjno-religijnej. Książki ukazujące mroczne spiski w łonie Kościoła wydawane są w ilościach niemalże hurtowych. Nieodzownym ich elementem jest działalność tajnych bractw od stuleci pozostających w ukryciu, by nagle zapałać żądzą przejęcia władzy nad światem, przedstawiając przy okazji obrazoburczą wersję religijnych dogmatów i nową wiedzę na temat życia Jezusa. Można odnieść wrażenie, iż każdy pisarz za punkt honoru postawił sobie stworzenie historii rozgrywającej się w takich właśnie realiach, z pozytywnym bohaterem (lub bohaterami), który oczywiście owe knowania ukróci – wcześniej dokonawszy czynów godnych Heraklesa. Większość takich "dzieł" poraża schematycznością fabuły i papierowym ujęciem postaci, lecz zdarzają się wśród nich książki, które zapadają w pamięć. Zdecydowanie do takich mogę zaliczyć Srebro Stevena Savile'a.

W trzynastu miastach Europy trzynastu ludzi dokonuje spektakularnych samobójstw, zostawiając przesłanie, iż oto nadciąga plaga i przez czterdzieści dni i nocy śmierć będzie pustoszyć ulice, a zbrukani grzechem spłoną. Przytaczają też słowa przepowiedni i proroctw zapowiadających śmierć papieża. Po tym wydarzeniu seria zamachów terrorystycznych wstrząsa stolicami najpotężniejszych krajów Europy, a na ich mieszkańców pada blady strach. Rządy są bezsilne – zarówno policja, jak i wszelkie służby specjalne nie potrafią ustalić, ani kto stoi za tymi krwawymi demonstracjami, ani – jaki właściwie jest ich cel. Samobójców łączą dwie rzeczy – wszyscy byli obywatelami brytyjskimi i naukowcami związanymi z wykopaliskami w Masadzie. To miejsce, wsławione desperacką obroną przed Rzymianami opisaną przez Józefa Flawiusza i zbiorowym samobójstwem jego mieszkańców – ekstremistów zwanych sykariuszami (czyli ludźmi sztyletu), będącymi wedle starożytnego kronikarza protoplastami wszelkich organizacji terrorystycznych, stanowi klamrę, która spina trwającą od wieków spiskową działalność pewnej tajemniczej organizacji. Jej rozpracowanie zostaje powierzone grupie o kryptonimie Ogmos, prywatnej firmie składającej się z ekspertów w kwestii antyterroryzmu i byłych członków służb specjalnych, zajmującej się – przynajmniej teoretycznie – odzyskiwaniem mienia. W istocie rozwiązują sprawy zbyt skomplikowane dla oficjalnych sił rządu Jej Królewskiej Mości. W ich ręce zostaną złożone losy całego chrześcijańskiego świata, gdy okaże się, iż knowania spadkobierców Judasza, dzierżących sztylet, na który przekutych zostało trzydzieści srebrników, sięgają znacznie dalej, niż to pierwotnie wyglądało.

Partytura powieści rozpisana jest na czterech głównych wykonawców – członków organizacji Ogmos, czy też, jak sami wolą się nazywać – Kuźnicy, gdyż wedle ich przywódcy, Sir Charlesa Wyndhama, zostali wykuci w ogniu bitwy. Każdemu z nich przydzielone jest konkretne zadanie: Noah Larkin, najbardziej enigmatyczny z czwórki, wyrusza do Rzymu. Tam przyjdzie mu się zmierzyć z niechęcią włoskich Carabinieri i z aż nazbyt skłonnymi do współpracy przedstawicielami Kurii Watykańskiej; piękna Orla Nyren, specjalistka od wywiadu bliskowschodniego, za cel swojej wyprawy obierze Izrael; Konstantin Chawin, były członek KGB wychowany w atmosferze knowań i pewny, że w służbie dla Matuszki Rosji nauczył się snuć najbardziej wyrafinowane spiski pozna intryganta znacznie od siebie lepszego. Zaś Irlandczyk Ronan Frost, będzie przemierzał zaułki Londynu, tropiąc przeciwnika, który zagrozi w pewnej chwili samemu sercu Ogmosa – zamkniętemu w rezydencji Nonesuch Manor, unieruchomionemu na wózku inwalidzkim Sir Charlesowi i towarzyszącemu mu mózgowi operacji – genialnemu informatykowi Jude'owi Lethe'owi.

Savile nie pozwala czytelnikowi na chwilę oddechu. Począwszy od pierwszej strony, gdy zgodnie z recepturą Hitchcocka rozpoczyna swą historię mocnym akordem na miarę trzęsienia ziemi, jakim w tym przypadku jest przytoczenie "prawdziwej" historii Judasza, pisarz z każdą kolejną kartką zwiększa napięcie. Akcja gna do przodu; niczym w kalejdoskopie zmieniają się miejsca zdarzeń, a bohaterowie poddawani są kolejnym próbom, które zmuszą ich do wielkich poświęceń. Autor umiejętnie splata fakty historyczne i wiedzę archeologiczną, tworząc podwaliny teorii o właściwej roli Judasza w historii zbawienia – nie jako zdrajcy, lecz wykonawcy misji, którą zlecił mu Jezus. Lecz nie przedstawia tych faktów jako prawdy objawionej, świadom, iż to fikcja literacka, rodzaj przewrotnej gry z czytelnikiem, którego uważa za równoprawnego jej uczestnika. Odwołuje się do jego erudycji, cytując antycznych pisarzy, chwilami jawnie kpi, wspominając Dana Browna jako obowiązkową lekturę każdego szanującego się biskupa. Umiejętnie odmierza proporcje – sceny dramatyczne równoważone są chwilami lżejszymi w odbiorze, na przykład gdy bohaterowie prowadzą dyskurs na tematy historyczne, te zaś kontrapunktuje przebłyskami humoru. Wisielczego co prawda, zwłaszcza, gdy narrację przejmuje Larkin, posługujący się prostym, żołnierskim językiem. Savile zwodzi pozornymi rozwiązaniami, by już po chwili zaskoczyć gwałtownym zwrotem fabuły, gdy okazuje się iż wydarzenie, które uznawaliśmy za kluczowe, jest jedynie wstępem do właściwej kulminacji.

Ukazane w Srebrze postaci nie są kolejnymi wcieleniami Jamesa Bonda. To bohaterowie niedoskonali – mimo, że imponują swą inteligencją i sprawnością fizyczną, równocześnie popełniają błędy, zarówno w sprawach błahych, jak i w tych, które mogą zaważyć na powodzeniu ich misji. Są ludźmi obarczonymi bolesną przeszłością, która kładzie się cieniem na ich życie. Nauczono ich zabijania – wciąż jednak przychodzi im to z trudem. Wahają się, wątpią, z trudem akceptują wiedzę, jaką poznają w efekcie prowadzonego przez nich śledztwa. Każde z pierwszoplanowej czwórki ma jakąś cechę, która go wyróżnia i sprawia, iż w momencie, gdy ta postać podejmuje opowieść narracja nieznacznie się zmienia, jakby dopasowując się do jej charakteru. Larkin pod maską twardego faceta kryje samotność i wrażliwość, Chawin jest perfekcjonistą o analitycznym umyśle, a Orla jako jedyna kobieta w Ogmosie uważa, że musi wciąż udowadniać swoje kompetencje.

Ich przeciwnicy, Apostołowie Judasza, ukazani są jako fanatycy przekonani o słuszności swych poglądów. Ich macki sięgają wszędzie, przenikają w kręgi najwyższych władz kościelnych i świeckich. Wierzący z siłą neofitów w misję szerzenia terroru, ukarania tych, którzy zafałszowali prawdę o poświęceniu ich patrona, w zamierzeniu Savile'a są złem wcielonym, archetypicznym niemalże uosobieniem wszelkich mrocznych stron ludzkiej natury. Przedstawieni jako skrajności – albo odrażający fizycznie, albo fizycznie piękni, lecz o plugawej duszy

Srebro nie aspiruje do tytułu książki wybitnej, natomiast znakomicie wpisuje się w nurt porządnej literatury sensacyjnej. I czytelnik, który sięgnie po nią spragniony inteligentnej rozrywki może liczyć na kilka godzin dobrej zabawy. A otwarte i dość przewrotne zakończenie niesie obietnicę kontynuacji przygód grupy Ogmos, która – wedle zapowiedzi wydawcy – ukaże się już niedługo.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Srebro (Silver)
Autor: Steven Savile
Tłumaczenie: Dorota Strukowska
Wydawca: Replika
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 15 marca 2010
Liczba stron: 450
Format: 145 × 205 mm
ISBN-13: 978-83-60383-00-0
Cena: 39,90 zł

Komentarze

string(15) ""

Chamade
   
Ocena:
+1
Fajna recenzja, tylko po co ten obrzydliwy babol na wejście ( vide " rządzą" :/)?
Poza tym kilka innych kwiatuszków:
- "na łonie" - mamy "na łonie Abrahama", ale tutaj powinno być "w łonie Kościoła"
- Europa z małej litery,
- " (...) trzynastu ludzi dokonuje spektakularnego samobójstwa(...) - czy aby nie powinna być liczba mnoga?
- zdublowana śmierć w pierwszym zdaniu akapitu nr 2
- "Wahającą się, wątpiącą, z trudem akceptującą wiedzę, jaką poznają w efekcie prowadzonego przez nich śledztwa." - z początkiem tego zdania cos zdecydowanie jest nie tak.
- "Każdy z pierwszoplanowej czwórki" - skoro jedną z nich jest kobieta, właściwsze byłoby "każde".

Poza tym bukiecikiem interesująca recenzja, która przynajmniej mnie zachęca do zamówienia tej książki w najbliższym czasie.
24-05-2010 14:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.