» » Słowo "las" znaczy "świat"

Słowo "las" znaczy "świat"

Słowo

Kilka lat temu nastąpił częściowy renesans cyklu Ekumeny Ursuli K. Le Guin na polskim rynku wydawniczym. Książnica postanowiła wznowić pierwsze cztery tomy, ale niestety tylko te (nie licząc mainstreamowego wyskoku, czyli publikacji Morskiego traktu). A szkoda, ponieważ to, co dobre, wcale nie kończy się na Lewej ręce ciemności. Warto przypomnieć późniejszą, nieco już zapomnianą powieść, jaką jest Słowo "las" znaczy "świat", nagrodzone w 1973 roku nagrodą Hugo.

Konglomerat planet obejmowany przez Ekumenę powiększa się. W skład kosmicznej organizacji, zarówno z powodów politycznych, jak i ekonomicznych, wchodzą coraz to nowe placówki. Kapitan Davidson już od dłuższego czasu poszukiwał miejsca, z którego mógłby pozyskać duże ilości drewna dla swojej rodzimej planety. Traf chciał, że padło na planetę Athshe zamieszkiwaną przez ciche i, wydawać by się mogło, niegroźne stworzenia, które szybko stały się niewolnikami ludzi. Niewola jest jednak zalążkiem buntu, a notoryczne gwałcenie praw mieszkańców obcej planety może tylko przyśpieszyć zbliżającą się rebelię.

Słowo "las" znaczy "świat" to powieść o ludziach przybywających na planetę podobną do Ziemi, którzy pochopnie klasyfikują jej mieszkańców jako organizmy słabiej rozwinięte, a w konsekwencji podlegające człowiekowi. Antropocentryzm urasta do niebotycznych rozmiarów. Stworzątka uznane zostają za rodzaj zwierząt i tak też są traktowane. Nie wiadomo, kto i dlaczego na to pozwolił. Liczy się wyłącznie ekonomia. Człowiek chce, potrzebuje, rości sobie prawa, uważa się za króla Wszechświata, dlatego wszystko musi układać się podług jego woli i kaprysu. Wykreowana zostaje sytuacja podobna tej, jaką znamy z Kronik Marsjańskich Bradbury'ego, gdzie istoty ludzkie podczas obcowania z innymi cywilizacjami ukazują swoje najgorsze cechy (chciwość, bezmyślność, argument siły a nie siłę argumentu, przekonanie o własnej wyższości). Jednostronna perspektywa prezentowana przez kapitana Davidsona nie pozwala na zadawanie pytań o ekosystem podbijanej planety czy naturę stworzeń ją zamieszkujących.

Le Guin stawia pytania podobne do tych wyartykułowanych przez Stanisława Lema w Edenie czy Orsona Scotta Carda w Mówcy Umarłych. Czy mamy prawo – a jeśli tak, to jakie – ingerować w rozwój innej cywilizacji, nawet teoretycznie opóźnionej względem nas? Czy rzeczywiście człowiek jest tym najdoskonalszym stworzeniem we Wszechświecie, które wszystko może i któremu wszystko podlega? Gdzie jest miejsce na analizę socjologiczną społeczeństwa Athsheanów? Kim oni są i jak się zachowują?

W jednej ze scen padają znamienne słowa: niewolnicy są ludźmi. W dobie powieściowego pluralizmu rasowego, gdzie człowiek jest jednym z wielu gatunków inteligentnych, jest to kontrowersyjna teza. Wyeliminowane zostają pytania filozoficzne o to, co konstytuuje osobę, jakie atrybuty jej przysługują i czy nie mamy do czynienia z takimi jednostkami na tej właśnie planecie. Bohaterowie żonglują terminem "człowiek", a pytanie, kim ludzie tak naprawdę są, pozostaje otwarte. Problemy współczesnego personalizmu wybrzmiewają u Le Guin bardzo wyraźnie. Marginalizowanie tej sfery, brak linii demarkacyjnej między zwierzęciem a człowiekiem, prowadzi do błędów i nadużyć, jakie mają miejsce w świecie powieści.

Autorka Czarnoksiężnika z Archipelagu szczególnie upodobała sobie motyw snu, który pojawiał się w jej twórczości wielokrotnie, o czym świadczą Jesteśmy snem oraz Zbiorowe sny Frynian. Słowo "las" znaczy "świat" również nie stroni od tej problematyki, aczkolwiek oniryczne wizje Athsheanów przedstawione są w specyficzny sposób. Sen jest sprzęgnięty z jawą. Oba stany są ze sobą nierozerwalne i tak samo realne. Nie ma podziału na to, co rzeczywiste i nierzeczywiste. Te dwie płaszczyzny płynnie się przenikają, przez co świat postrzegany przez stworzątka wydaje się dużo bogatszy niż w ograniczonej ludzkiej perspektywie.

Le Guin po raz kolejny nie daje powodów do rozczarowań. W ręce czytelników przekazała powieść napisaną czytelnym językiem, poruszającą problemy zarówno filozoficzne, jak i społeczno-ekonomiczne. Wszystko to okraszone zostało onirycznymi wizjami stworzątek żyjących w ucisku, dzięki czemu odbiorca może być usatysfakcjonowany zarówno intelektualną, jak i emocjonalną warstwą książki.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta



Czytaj również

Czarnoksiężnik z archipelagu
Magiczna podróż do Ziemiomorza
- recenzja
Rybak znad Morza Wewnętrznego
Opowiadania z Ekumeny i trochę więcej
- recenzja
Sześć światów Hain
Człowiek oczami Ursuli K. Le Guin
- recenzja
Ziemiomorze
Alternatywa dla Tolkiena
- recenzja
Ziemiomorze
Znać trzeba i basta!
- recenzja

Komentarze


baczko
   
Ocena:
0

Dlaczego taka niska ocena?;> To chyba jedna z bardziej bezpośrednich książek Le Guin, choć szkoda, że tak przewidywalna.

26-09-2013 19:28
Maciej Szraj
   
Ocena:
0

W moim odczuciu ocena nie jest niska. Wszystko zależy od skali :) Siódemka oznacza coś wartego przeczytania, ale jeszcze nie tak doskonałego abym rozmyślał o tym przez spory czas po ukończeniu lektury czy chciał do tego wracać. Takie miejsce zajmują u mnie np. niektóre opowiadania Poego czy Cyberiada Lema. Poza tym Le Guin sama postawiła sobie wysoko poprzeczkę, chociażby kanonicznym Ziemiomorzem, z którym Słowo „las” znaczy „świat”, moim skromnym zdaniem, równać się nie może. Zgadzam się z przewidywalnością i dorzuciłbym do tego jeszcze jednowymiarowość i dosłowność. A u Le Guin najbardziej cenię delikatne muskanie czytelnika treścią swoich utworów, czego tym razem zabrakło. 

27-09-2013 14:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.