Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi
Przegląd niepokojów codziennych
Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi to dwanaście krótkich tekstów, które można by zakwalifikować jako prozę grozy. Od razu warto jednak zaznaczyć, że jest ona tak daleka od horroru klasy B pod patronatem Grahama Mastertona, jak to tylko możliwe. U nominowanej do międzynarodowego Bookera Mariany Enríquez nie ma potwora z szafy wymagającego natychmiastowych egzorcyzmów lub przynajmniej uproszczonej terapii mającej na celu pogodzenie nawiedzającego z nawiedzanymi; nie ma ani mierzenia się z przedwiecznym złem, ani zwiedzania domów zbudowanych na ruinach cmentarza.
Co dostajemy zamiast tego? Zwykły dzień, który pisarka odziera z przyrodzonej mu szarości poprzez – bardzo często zaskakująco prostą – deformację. W kolejnych tekstach zmarli powracają nie jako monstra, lecz zabłąkane dusze nieświadome własnego stanu, mężczyzna zaklina swoją nienawiść do kobiet w ubrania, ignorowana przez rodzinę nastolatka znajduje seksualne spełnienie wśród duchów, a miasteczko odcięte od świata od czasu zamknięcia dworca kolejowego znajduje sobie niekoniecznie świętego patrona. To niesie za sobą kolejne wykluczenia, już nie sztafażowe, lecz narracyjne czy estetyczne: brak tu wielkich historii, brak celebrowania potworności, brak efektownych scen przypominających blockbusterowe filmowe horrory. Mnóstwo natomiast rzeczy dziwnych, niekiedy nieco śmiesznych, niekiedy wręcz szalonych. Co je łączy? Zbudowane są na fundamencie zwątpienia w realność zachodzących wokół zdarzeń; bohaterowie zostają wyrwani mniej lub bardziej ułożonego życia codziennego przez nadnaturalne zjawisko; można by się pokusić o stwierdzenie, że zaglądają za zasłonę ukrywającą prawdę niczym ludzie zasiedlający karty prozy Dicka. Są to teksty barwne i różnią się między sobą bardzo, ale kluczowym celem każdego z nich – zrealizowanym właściwie bez pudła – jest wywołanie niepokoju.
Niepokój ów bierze się właśnie stąd, że Enríquez nigdy próbuje budować napięcia w oparciu o fantastyczną przesadę; wręcz przeciwnie – akcja nie toczy się w odciętych od rzeczywistości nawiedzonych dworkach, lecz na argentyńskich ulicach z ich codziennymi problemami (co nie znaczy oczywiście, iż postaciom nie zdarza się przebywać w izolacji, niektóre zdarzenia znajdują swoje źródła właśnie w niej). Nawet kiedy bohaterkę spotyka coś tak niesamowitego, jak stopniowa utrata twarzy, to musi udać się do zupełnie zwyczajnego szpitala i mierzyć z całkowicie normalnym gniewem innych pacjentów, którym wydaje się, że robi sobie idiotyczny żart. Ale, co ważniejsze, wnikliwe obserwowana rzeczywistość stanowi najczęściej nie tło, lecz literackie paliwo dla kolejnych historii.
Wspomniałem choćby o przetworzeniu mizoginii z Kolorów zrobionych z łez, w których opętany nienawiścią mężczyzna znajduje sposób na szkodzenie kobietom poprzez ubrania – efekt końcowy przypomina koszmarny sen, ale u jego podstaw leży jak najbardziej realny problem. To tylko przykład, ale autorka komentuje także rozwarstwienie społeczne, przestępczość, wykluczenie komunikacyjne, kwestie związane z pamięcią historyczną - życie społeczne w całej jego rozciągłości (choć robi to w sposób prozatorski, nie eseistyczny, gdyż nie o nauki i wykłady chodzi, lecz źródła napięć w poszczególnych tekstach). To jedna z najważniejszych kwestii decydujących o wyjątkowości Słonecznych miejsc dla mrocznych ludzi – zawarte tu opowiadania potrafią wywołać niecodzienny niepokój, a przy tym skomentować codzienny, nomen omen, problem.
Jeszcze jedną rzeczą odróżniającą ten zbiór od bardziej pulpowych horrorów jest styl. Nie chodzi tu bynajmniej o to, żeby język opowiadań był szczególnie ozdobny – raczej o to, że po prostu potrafi zaskoczyć. Warto skupić się podczas czytania, aby nie przeoczyć powtykanych tu i ówdzie perełek, które zostają w głowie jeszcze po zakończeniu lektury. To też kolejna okazja, aby pochwalić Katarzynę Okrasko – sprawiła ona, że przez tę lapidarną, lecz niecodzienną prozę płynie się z prawdziwą przyjemnością.
Słoneczne miejsca dla mrocznych ludzi to, mimo wielokrotnie przywoływanego tu zainteresowania Mariany Enríquez rzeczami codziennymi, rzecz niezwykła: mariaż literatury pięknej z horrorem, tak często – i niesłusznie – kojarzonym z najprostszą pulpą. Teoretycznie powinienem odradzić lekturę zbioru tym, którzy chcieliby czegoś nieco bardziej zbliżonego do estetyki Mastertona czy Herberta, ale takiego Lokalnego artystę czy Czarne oczy powinien przeczytać dosłownie każdy, kto lubi bać się podczas czytania. Bawiłem się podczas lektury przednio i mam nadzieję, że w naszym kraju ukaże więcej tak ambitnych wariacji na temat literatury gatunkowej.
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
Autor: Mariana Enriquez
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko
Wydawca: Echa
Data wydania: 17 czerwca 2026
Liczba stron: 224
ISBN-13: 9788382527063
Cena: 54,99 zł

