Peter A. Flannery, Decimus Fate i talizman marzeń
» Recenzje » Siostra księżyca

Siostra księżyca

Siostra księżyca
Po niesmaku, który wciąż towarzyszy mi po lekturze Siostry gwiazd, do drugiej części serii od Marah Woolf podeszłam sceptycznie. Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego, a jednocześnie miałam nadzieję, że wątek romantyczny między Vianne i Ezrą zostanie zminimalizowany. Cóż, choć moje prośby nie zostały do końca wysłuchane, na szczęście ta książka nieco mnie zaskoczyła. I to pozytywnie!

Recenzja zawiera spoilery w odniesieniu do Siostry gwiazd.

Akcja Siostry księżyca zaczyna się w momencie, w którym kończyła się w pierwszym tomie. Jest intensywnie, brutalnie, może trochę strasznie, choć wiadomo, że nie może się skończyć tragicznie, gdyż jeszcze całe dwie części przed nami. Nie oznacza to jednak, że początek drugiej części nie przynosi złych wieści: siostry-czarownice trafiają do lochu króla demonów, Regulusa, a sympatyczny demon Caleb okazuje się zdrajcą magicznych, mimo że powtarzał, iż jest przyjacielem. Szybko poznajemy też jego brata, Aarvanda – księcia Coralis, który tak samo jest oddany władcy i spełnia wszelkie jego rozkazy.

Wspomniany w poprzednim tomie plan łączenia w pary magicznych z demonami zostaje pociągnięty w Siostrze księżyca – Regulus wierzy, że dzięki mieszaniu krwi będą rodzić się demony z niezwykłymi zdolnościami. Wszystko jednak wskazuje na to, że wizje króla mają małe szanse realizacji, ponieważ w przeszłości podobne próby kończyły się śmiercią zarówno dziecka, jak i matki. Wyjątkiem od reguły był czarownik Melin, który okazał się półdemonem i półmagiem, a powodem, dzięki któremu żył, była prawdziwa miłość jego rodziców. Regulus wierzy w tę legendę tak mocno, że nic nie odwiedzie go od jego pomysłu.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Ile bym się nad tą fabułą nie zastanawiała, to nie brzmi ona ani nowatorsko, ani specjalnie ciekawie. Krzyżowanie demonów z innymi istotami jest dość oklepane, a tym samym to tak naprawdę pójście na łatwiznę. Nie potrzeba specjalnej wnikliwości, aby wpaść na to, że mając w jednej historii czarownice i krwiożercze stwory rządne mocy i władzy, w którymś momencie "siostry" będą zmuszone do zostania matkami tych potworów. Na szczęście Marah Woolf wprowadza element, który okazuje się nieco bardziej interesujący: jeśli Vianne przyniesie Regulusowi trzy czarnomagiczne artefakty, to kobiety mają szansę uwolnić się od niechcianych związków. Dzięki temu nawiązania do legend arturiańskich są tutaj jeszcze bardziej namacalne niż w Siostrze gwiazd. Czy to wystarczy, aby powieść uczynić oryginalniejszą? Nie do końca. Ostatecznie nadal jest dość prosta i przewidywalna, a autorka wykorzystuje wszelkie oczywiste rozwiązania fabularne. Na dodatek podaje je jak na tacy, bez jakichś bardziej wyszukanych opisów lub intensywniejszych emocji. Wciąż jednak Siostrę księżyca czytało mi się znacznie lepiej, niż poprzedni tom.

Po pierwsze, wątek miłosny Vianne i Ezry składa się tu w większości z nielicznych, ukradkowych spotkań, a romantyczne relacje pozostałych postaci zostały przedstawione w bardziej angażujący czytelnika sposób. Autorka wplotła też nieco poważniejsze motywy, jak na przykład żałoba czy radzenie sobie ze stratą. Porusza również kwestię pierwszej miłości jako pewnego ograniczenia: czasami okazuje się bowiem, że takie uczucie zmienia się w przyzwyczajenie i potrzebujemy się od niego oderwać, aby iść dalej. Pisarka podkreśla również wartości rodzinne, przyjaźń i zaufanie, a także krytykuje władzę egocentryczną i zachłanną, prowadzącą do rozłamu, destrukcji i strachu.

Po drugie, Woolf przedstawia nam również skutki powierzchownego postrzegania drugiej osoby. Siostry oceniane są przez pryzmat magii, bo czary są dla wroga czymś odrażającym. Demony z kolei patrzą na siebie poprzez cielesność, przyjmują przystojne, ładne formy, które mogą się podobać, a nie zwracają uwagi na zachowanie, które niekiedy okazuje się bardziej znaczące niż wygląd.

Ogromnym atutem Siostry księżyca jest prawie nieustanna akcja z niewielką liczbą przestojów, sprawiająca, że do książki naprawdę chce się wracać. Mnogość intryg, które są może mało skomplikowane i dość naiwne, ale zaskakująco nie nudzą, sprawia, że można się przy tej części dobrze bawić i odprężyć, zapominając o realnych trudach. Postaci tym razem wydają się lepiej napisane, mają konkretnie osobowości i są interesujące, dzięki czemu Siostra księżyca wypada o niebo lepiej od poprzedniego tomu.

Nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z czystą rozrywką doprawioną odrobiną mądrości. Jeśli więc ktoś jedynie chce się zrelaksować, to trafił w dziesiątkę. Natomiast poszukujący czegoś oryginalnego, zapierającego dech w piersiach, zmuszającego do analizowania, wymyślania rozwiązań i aktywnego czytania nie mają po co sięgać po tę pozycję. Zresztą po pierwszej części wiadomo, że seria Trzech czarownic nie jest niczym więcej niż niewymagającą fantastyką młodzieżową. Nawet miłośnicy literatury ambitnej czasami potrzebują czegoś lżejszego – a historia czarownic na pewno może zafundować takim osobom miłe wytchnienie.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Siostra księżyca
Cykl: Trzy siostry
Tom: 2
Autor: Marah Woolf
Wydawca: Jaguar
Data wydania: 16 września 2021
Liczba stron: 456
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788382660081
Cena: 36 zł



Czytaj również

Siostra gwiazd
Gdyby gwiazdy były pomyślne
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.