» Recenzje » Serafina

Serafina


wersja do druku
Serafina
Smoki! Złowrogie i krwiożercze bestie, potwory polujące na dziewice, abominacja, którą należy ogniem i mieczem wytępić, czy mądre ponad wszelkie wyobrażenie istoty, nauczyciele, filozofowie, przewodnicy, którzy swoją wiedzą obdarzają jakże marną na ich tle ludzkość? Portretowane w niemalże każdym aspekcie, towarzyszące chyba każdej kulturze, bez których żaden fantastyczny bestiariusz nie potrafiłby się obejść. Można się zastanowić, czy są tematem całkowicie już wyeksploatowanym, czy też można je wciąż przedstawiać w sposób intrygujący. Rachel Hartman w Serafinie, swym literackim debiucie, udowadnia, iż jest to jak najbardziej realne.

Zawiązanie akcji następuje (po onirycznym nieco prologu) w konwencji klasycznego kryminału – książę Rufus, jedyny syn rządzącej Królestwem Goreddu królowej Lavondy zostaje zamordowany, i to w sposób wskazujący na to, iż owego zbrodniczego czynu nie dokonał człowiek. A jako że zbliża się czterdziesta rocznica Traktatu Comonota, przymierza zawartego pomiędzy władczynią a przewodzącym smoczemu gatunkowi Ardamagarem (czyli najwyższym generałem), które zakończyło okres krwawych wojen (co bynajmniej nie wszystkim poddanym przypadło do gustu), kwestia morderstwa stała się newralgiczną. Zwolennicy smoczo-ludzkich aliansów drżą, czy kruchy pokój nie zostanie zerwany, natomiast rzesze zagorzałej anty-smoczej koalicji zacierają ręce z ukontentowania. I mało kto jest w stanie spojrzeć na ową sytuację z dystansu i przeprowadzić w miarę obiektywne śledztwo, by przekonać się cui bono. Tego zadania podejmuje się książę Lucian Kiggs, kapitan Gwardii Królewskiej, którego reputacja jest, delikatnie ujmując, dość problematyczna. Zaś aż nazbyt momentami chętną jego asystentką stanie się Serafina – panna, której proweniencja dla większości dworzan okryta jest tajemnicą. I tych dwoje stawi czoła wielowymiarowym spiskom, knowaniom uskutecznianym zarówno przez ludzi, jak i smoki, by wreszcie zmierzyć się bezpośrednio z autorem diabolicznej intrygi, grożącej nie tylko upadkiem przymierza, lecz i stanowiącej zagrożenie dla istnienia obu ras.

Na podstawie powyższego, pobieżnego streszczenia akcji można by było wysnuć wniosek, iż książka jest kolejnym typowym przykładem prozy spod znaku Young Adult, w miarę bezpretensjonalnym i o dość typowej fabule. Wszakże z wszelakimi sprzysiężeniami mającymi na celu obalenie porządku i zmianę politycznej geografii spotykamy się w co drugiej tego typu książce, natomiast wątek romantyczny towarzyszy niemalże każdej "młodzieżowej" fantastyce, a biorąc dodatkowo pod uwagę narrację pierwszoosobową, kiedy na świat patrzymy oczyma Serafiny i przez pryzmat jej emocji, wydawałoby się, iż całość można podsumować krótkim stwierdzeniem – "ale to już było". Nic bardziej błędnego. Hartman może i obiera sobie za punkt wyjścia kilka kanonicznych schematów, lecz to, jak je rozwija i przekształca w trakcie rozwoju akcji świadczy, iż posiada niezaprzeczalny talent do konstruowania historii wielowymiarowych, zaskakujących i budzących podziw elementami w nich zawartymi.

Jej pisarski kunszt objawia się już w momencie wprowadzania na scenę kolejnych protagonistów. Ci pozornie wydają się zaczerpnięci z kanonu literatury fantasy: dzielny rycerz szukający prawdy, złowrogi i podstępny antagonista, panna mająca talent do wpadania w kłopoty. Jednak każdego ze swoich bohaterów autorka umiejętnie przekształca, trawestując te archetypiczne wizerunki tak, iż wśród podtekstów i uzupełnień typowych, przypisanych tego typu herosom i heroinom cech, zaciera się znany obraz, a tworzy całkiem nowa jakość. Przyznam, że intrygująca.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Serafina – główna protagonistka i spiritus movens toczących się wydarzeń, nie jest bynajmniej przykładem damsel in distress oczekującej na ratunek. Daleko jej również do wizerunku Mary Sue. A jakże łatwo byłoby pisarce w taki właśnie sposób poprowadzić swą bohaterkę, gdyż dziewczyna kryje w sobie tajemnicę (która czytelnikowi zostaje wyjawiona już na samym początku powieści, więc zawarcie jej w recenzji nie będzie spoilerem) – jest potomkinią człowieka i smoczycy. Czyli skrajnym wynaturzeniem, obrazą Świętych, wywołującym wśród ludzi awersję i obrzydzenie, a w smoczym odbiorze idiosynkrazję na granicy skrajnego potępienia. Dlatego jeno nieliczni – ojciec, brat jej zmarłej matki, nadworny kompozytor wprowadzający młodą muzyczkę w arkana sztuki komponowania – zgłębili sekret jej proweniencji, natomiast cały dwór i kilku nielicznych przyjaciół dziewczyny uważają pannę za nieco tajemniczą i wstydliwą, ale jak najbardziej ludzką i normalną.

Jak już wcześniej wspomniałam – Serafina ma charakter. Silny i niezłomny. Owszem, zdarzają jej się chwile załamania, momenty, w których czuje, iż nie podoła swej roli, ale potrafi znaleźć w sobie motywację do działania – sama, czy też za sprawą nowo poznanych, pokrewnych jej "mieszańców". Kieruje się emocjami, częstokroć bardzo skrajnymi, lecz również logiką i rozumem, a inteligencji jej nie brakuje. Bywa na wskroś ludzka, lecz równocześnie posiada talenty niedostępne ani mieszkańcom Goreddu, ani smokom. Doznaje wizji, w których spotyka tajemnicze istoty, objawień na skraju prekognicji,  jest rezonatorem emocji, które odczuwa z empatią wyśrubowaną do granic możliwości. Dziewczyny nie można jednak określić mianem klasycznego przykładu Wybranki mającej uratować świat, zdarza się jej bowiem błądzić i zachowywać irracjonalnie. Bohaterka przeżywa, jak każda szesnastolatka, nagłe porywy serca i równie gwałtowne załamania. Na szczęście wątek romantyczny jest zarysowany bardzo subtelnie i nie zakłóca odbioru książki, lecz stanowi przede wszystkim uzupełnienie cech zaangażowanych w niego bohaterów i przez większość fabuły toczy się na zasadzie przekomarzania się, tudzież dyskusji filozoficzno-literacko-politycznych. Protagonistka to zdecydowanie mocno nakreślona postać, którą szybko obdarzyłam sympatią.

Pozostali bohaterowi również wzbudzili me pozytywne odczucia. Może nie są aż tak rozbudowani i przeanalizowani jak Serafina, lecz wciąż stanowią wybitnie pełnokrwiste postaci, częstokroć złożone z pozornie ze sobą sprzecznych cech, a ich sylwetki ewoluują wraz z rozwojem akcji. Książę Lucian – obiekt westchnień młodej kompozytorki, ma ich wręcz aż nazbyt wiele – rycerski, szlachetny, odważny, dumny, lecz i złośliwy, cynicznie komentujący toczące się wydarzenia, stosujący metody nie przystające do jego pozycji na dworze i kanonu cnót rycerskich. A jednocześnie, podobnie jak tytułowa heroina, posiada mroczną stronę swej osobowości, która stopniowo jest odkrywana. Nawet postaci drugo- i trzecioplanowe stanowią wycyzelowane kamee, będące wyrazistym, choć skondensowanym zbiorem cech nadzwyczaj trafnie je charakteryzujących. Dworzanie, mieszczanie, królewska rodzina, ambasadorowie innych królestw goszczący na dworze (autorka nie zapomniała o nakreśleniu polityczno – społecznego obrazu opisywanego przez siebie świata) – nie ma dwóch podobnie potraktowanych postaci, każda z nich ma przypisane sobie konkretne "właściwości" i , co więcej, wszyscy oni zmieniają się w trakcie snutej przez Hartman opowieści.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

A smoki – zapytacie? Gdzież te zapowiadane smoki? Odpowiedź jest prosta – pojawiają się już na samym początku historii, by towarzyszyć czytelnikowi aż do jej dramatycznego finału. Kreacja tych istot nad wyraz udała się autorce. Przede wszystkim podkreśliła ich obcość – począwszy od wyglądu, przedstawiając złożoną typologię gatunku, wedle której mogą one przyjmować zarówno gadzią (określaną mianem saar), jak i ludzką (saarantras) postać, istnieją także odmiany nie potrafiące owej przemiany dokonać (quigutl), poprzez wielce skomplikowany sposób postrzegania świata (w którym wyższa matematyka zastąpiła religię), kończąc na emocjach. Dla smoków nieprzewidywalne i pełne nieładu ludzkie uczucia, są sprzeczne. Jako wyznawcy ard – specyficznej formy porządku, czy też poprawności, będącej podstawą ich filozofii, podzieliły swój umysł w specyficzny sposób określany mianem architektury kognitywnej na osobne "pomieszczenia", w których trzymały  wspomnienia dla nich ważne, zaś te, uznane za negatywne i obciążające zamknęły w niedostępnych częściach swej podświadomości. Z założenia, pozbawiając się emocji. I z tej przyczyny uważane były owszem, za istoty potężne, jak najbardziej mądre i inteligentne, ale także za bezlitosnych wojowników, ba – wręcz uskrzydlonych morderców. Pospólstwo i głowy koronowane szepczą: "nie mają duszy". Choć na przykładzie Ormy, wuja Serafiny i jej opiekuna, ta teoria traci wszelkie podstawy, zaś pojawienie się na dworze inicjatora zawiązania traktatu pokojowego Ardamagara Comonota całkowicie ją nicuje.

Serafina jest doskonałym studium ksenofobii. Ukazuje mechanizmy rodzącej się nienawiści, którą wywołać może praktycznie wszystko, lecz dla której najbardziej wyrazisty motyw stanowi brak zrozumienia, kiedy "inny" oznacza "zły". A zło należy wytępić. W imię czy to precyzyjnie wypracowanej przez tysiące lat smoczej teorii o supremacji ich rasy, czy pod sztandarami religijnego fanatyzmu, gdy demagogia podsyca i tak już balansujące na granicy wybuchu emocje ludzi obawiających się każdego wynaturzenia, którzy, odpowiednio zmotywowani, łatwo się staną tłuszczą gotową zarzynać dla wiary (religia obowiązująca w Goreddzie to pozorna wariacja na temat rozmaitych politeistycznych wyznań, w istocie będąca odmianą typowo chrześcijańskiego kultu  zamieszkujących niebiosa Wszystkich Świętych, gdy każdy z nich odpowiada za konkretną dziedzinę życia i patronuje rozmaitym cechom charakteru). Co ciekawe,  znaczące dla fabuły postaci doznają w swym życiu pogardy i odrzucenia, właśnie za sprawą ich odmienności. Serafina musi ukrywać swe pochodzenie, dychotomicznie rozdarta pomiędzy smoczą, a ludzką naturą, Lucien jest bękartem, pogardzanym i poniżanym, zaś Orma – renegatem obserwowanym przez smoczą radę Cenzorów (rodzaj policji śledzącej wszelkie odstępstwa od "normy" smoczego zachowania). Wszyscy oni potrafią przekuć swoją inność tak, iż miast wady staje się ona ich atutem. Hartman szczególny nacisk kładzie na przedstawienie trudnej sztuki akceptacji cech, które dla jej postaci są nowe i zaskakujące – nie zawsze w pozytywnym sensie. Owo przełamywanie barier zwłaszcza smokom przychodzi z trudem i po części może się kojarzyć z formą eskapizmu oraz zadośćuczynienia za prawdziwe i wyimaginowane winy.

Na osobne wspomnienie zasługuje sposób narracji. Hartman ma doskonały warsztat, zaskakująco wręcz dobry jak na debiutantkę. Posługuje się pięknym, poetyckim językiem, lecz kiedy trzeba – potrafi kreślić sceny dramatyczne, a i momenty pełne humoru świetnie jej wychodzą. Balansuje pomiędzy onirycznymi wizjami, a jak najbardziej realną rzeczywistością, płynnie przechodząc z jednej w drugą. Stosuje w swej powieści pomysły, które nawet mnie, mimo iż przeczytałam setki książek spod znaku magii i miecza, potrafiły zaskoczyć i przemówiły do wyobraźni (jak chociażby wewnętrzny świat Serafiny nazywany przez nią Ogrodem Grotesek), nie ułatwia sobie pisania wprowadzając rozwiązania na zasadzie deus ex machina, zaś finał był dla mnie zaskoczeniem – jakaż miła odmiana po przewidywalnych zakończeniach. I, last but not least, niesamowicie pięknie pisze o muzyce, która jest wyznacznikiem emocji, siłą na poły magiczną, otwierającą duszę zarówno słuchacza, jak i wykonawcy. I chociażby dla samych fragmentów nastrojowo opisujących kunsztowną grę bohaterów warto po tę książkę sięgnąć, by się przekonać, iż powodów do lektury jest znacznie więcej. Wreszcie – rozstać się z Serafiną, niczym z przyjaciółką, której losy poruszyły nas do głębi i czekać na kolejne, zapowiedziane przez autorkę, z nią spotkanie.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
3
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Serafina (Seraphina)
Cykl: Serafina
Tom: 1
Autor: Rachel Hartman
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawca: MAG
Data wydania: 8 października 2014
Liczba stron: 480
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7480-452-3
Cena: 39 zł



Czytaj również

Łuska w cieniu
Mój własny wróg
- recenzja
Serafina
- fragment

Komentarze

string(15) ""

Asthariel
   
Ocena:
0

16-letnia bohaterka, potomkini smoczycy, z wątkiem romantycznym, zmagająca się z brakiem akceptacji - naprawdę mam nadzieję, że udało jej się uniknąć bycia Mary Sue.

20-11-2014 13:05
Qbuś
   
Ocena:
0

Pod Mary Sue raczej nie podpada. Dla mnie momentami była wręcz antypatyczna, ale był to chyba zabieg zamierzony - ze względów fabularnych była niezwykle ostrożna w kontaktach z innymi. Była tak defensywna, że aż arogancka.

20-11-2014 14:10
Asthariel
   
Ocena:
0

To dobrze. Nie ma nic gorszego niż główny bohater który jest zbyt wyidealizowany.

20-11-2014 14:19
Szarrukin
   
Ocena:
+1

Arogancka, antypatyczna - jak najbardziej podpada pod Mary Sue.

20-11-2014 15:56
Vanth
   
Ocena:
0

Toż piszę, że nie Mary Sue!

22-11-2014 01:13
Najaa
    Serafina
Ocena:
0

A mnie tak książka znudziła - sam pomysł  na książkę całkiem fajny, ale sposób naracji sprawiał, że zasypiałam.

30-11-2014 18:57

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.