James Islington, Cień utraconego świata
» Recenzje » S.Q.U.A.T.

S.Q.U.A.T.


wersja do druku

Niczym Kamyk w bucie

Autor: Redakcja: Adrian 'adrturz' Turzański

S.Q.U.A.T.
Czasem dobry pomysł to za mało, by powstała dobra powieść. S.Q.U.A.T. udowadnia, że nawet cały worek dobrych pomysłów może nie wystarczyć  – zwłaszcza, kiedy autor nie bardzo ma pomysł, co z nimi dalej zrobić.

Słoneczny rozbłysk zmienił Ziemię w niegościnne, jałowe pustkowie. Ludzie też dołożyli swoje, zmiatając z użyciem broni konwencjonalnej (i nie tylko), co większe skupiska przedstawicieli własnego gatunku. Jednak niektórzy przetrwali. Część skupiła się w zamienionych w twierdze miastach i osiedlach, inni żyją gdzieś pomiędzy, z dala od reszty. Kamyk, jeden z takich wolnych duchów, przemytnik, rasowy zabijaka i wyszczekany cwaniaczek, błąka się po tym nieprzyjaznym świecie, a raczej jego fragmencie, który kiedyś był polsko-białoruskim pograniczem, co i rusz chętnie i bezmyślnie popadając w rozmaite tarapaty.

Debiutanckie powieści miewają różne bolączki. Czasami jest to wtórność, czasami braki warsztatowe. W przypadku S.Q.U.A.T.-u najgorszym wrogiem książki okazała się nadmiernie płodna wyobraźnia autora. Kiedy bowiem zapuścimy się pomiędzy jego okładki, czeka nas istna parada rozmaitości – strzelaniny, wybuchy, bijatyki, przemytnicy, mutanty, słowiańskie demony, zdolności parapsychiczne, polityczne intrygi i rozmaite barwne obrazki obyczajowe ze świata po apokalipsie w ramach okrasy. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że autor żadnego z tych pomysłów nie potrafił sensownie rozwinąć i w pełni wykorzystać. Co i rusz rozpoczyna się nowy wątek, jednak gdy tylko nabierze on rumieńców, zostaje brutalnie ucięty, zapomniany i (zwykle po szytym grubymi nićmi zwrocie akcji) rozpoczyna się następny. Całość sprawia przez to wrażenie zbioru porzuconych w połowie opowiadań, z których żadne nie doczekało się sensownego finału, ale które ktoś postanowił na szybko pozszywać na obraz i podobieństwo dzieła doktora Frankensteina, a potem wydać owo monstrum w formie powieści.

Skutkiem tego zabiegu lektura książki nie sprawia zbyt wiele radości, ponieważ brak tu siły napędowej, jakiejkolwiek spinającej całość klamry, której rolę zwykle spełnia spójna fabuła. Pod jej nieobecność przygody Kamyka przypominają raczej chaotyczną, pozbawiona wszelkiej logiki bieganinę. I to niezbyt emocjonującą, choć bowiem od czasu do czasu staje on oko w oko (lub oko w okular) z takim czy innym zagrożeniem, to przez większość czasu zwyczajnie błąka się po świecie bez celu i sensu, a nawet gdy walczy, to nie bardzo wiadomo dlaczego.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Sprawy nie ułatwia fakt, że kreacja postaci nie tyle kuleje, co wręcz straciła nogi. Kamyk jest typowym wszechmocnym omnibusem, który rzeczy niemożliwe załatwia od ręki, a cuda w ciągu trzech dni roboczych. W dodatku obdarzonym iście niewyparzoną gębą. W zamyśle miał być zapewne inteligentnie cyniczny i dowcipnie złośliwy, mnie jednak zwyczajnie irytował, szczególnie, że poza pyskówkami i umiłowaniem alkoholu nie ma on żadnych dostrzegalnych cech charakteru. Niby od czasu do czasu zdradza przywiązanie do takiej czy innej sprawy lub osoby, jednak są to jedynie słowa niepoparte żadna akcją. Również logika, którą kieruje się on przy podejmowaniu decyzji jest, delikatnie mówiąc, wątpliwa. O ile w ogóle można o takowej mówić, gdyż przez większość czasu Kamyk (a wraz z nim czytelnik) zwyczajnie daje się nieść nurtem wydarzeń, nawet gdy są mu one wyraźnie nie na rękę.

Bohaterowie drugoplanowi, przez porównanie, wypadają nawet nieźle. Prezentują bowiem zbliżony poziom komplikacji jak Kamyk – niewiele to może, ale wystarczająco dużo, by niektórych z nich zapamiętać. Jednak nie tyle ze względu na interesujące osobowości, bo te nie wyróżniają się ani na plus ani na minus. Nie jest to również zasługa dobrze napisanych dialogów, na które nie ma co liczyć. W pamięć zapadają głównie doprawdy fantastycznie postapokaliptyczne pseudonimy. Napotkamy więc takie osobistości jak Przepióreczka, Kolba, Kusa, Szczurek czy pułkownik Cierń (nieobecność kapitana Haka uważam za poważne niedopatrzenie). Jak rozumiem autor uznał, że w powieści nie uda wytworzyć się odpowiedniego klimatu, jeżeli bohaterowie będą mieli imiona takie jak Piotr czy Janek, mi jednak trudno było powstrzymać się od śmiechu, gdy napotykałem kolejne tak-bardzo-męskie ksywki.

S.Q.U.A.T. mógłby być dobrą powieścią. Ba, mógłby być całą serią dobrych powieści, pomysłów bowiem z pewnością by autorowi nie zabrakło – nawet jeżeli niektóre z nich nie były najlepsze. Niestety jednak ich wykonanie jest w najlepszym przypadku marne, a ich potencjał zwyczajnie się marnuje. Kiepscy bohaterowie, słabe dialogi i ogólna nuda bijąca z każdej karty powieści sumują się razem w pozycję, której nie polecam nawet najbardziej zagorzałym fanom gatunku. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
3.0
Ocena recenzenta
3.33
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: S.Q.U.A.T.
Autor: Konrad Kuśmirak
Wydawca: Czwarta Strona
Data wydania: 23 września 2015
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
Format: 123×195 mm
ISBN-13: 978-83-7976-331-3
Cena: 34,90 zł

Komentarze

string(15) ""

AnnXenn
    S.Q.U.A.T.
Ocena:
0

Sięgnęłam po tą książkę (a właściwie cykl, bo przeczytałam oba tomy "na raz") dzięki oficjalnej recenzji, którą popełnił Michał Gola. Nie była ona szczerze mówiąc zbyt pochlebna w przeciwieństwie do innych recenzji obecnych w sieci. Zaciekawił mnie ten fenomen. Obawiałam się, że niektóre recenzje powstają pod wpływam bólu pupy recenzentów i zdecydowałam się sprawdzić moją tezę. Zaintrygowała mnie też rekomendacja Partyka Rojewskiego - youtubowego guru jeśli chodzi o klimaty postapokaliptyczne. Przede wszystkim tom drugi jest prowadzony w "normalnej" narracji, czyli trzecioosobowej. Rzeczywiście, dzięki temu zabiegowi cała opowiedziana historia zyskuje na realności. Nie jest taka stalkerowata jak pierwsza część. W planach jest zapewne trzeci tom i na tym historia powinna się zamknąć. Mnożenie kolejnych powieści pod znakiem jednego uniwersum może znużyć. Metro nuży, Stalker nuży. Generalnie S.Q.U.A.T. po lekturze obu tomów przypadł mi do gustu. Jest to pewne nowum w światku postapokaliptycznym, gdzie wciąż biega się za artefaktami lub ucieka przed świecącymi mutantami. U Kuśmiraka mutanty można policzyć na palcach jednej ręki (what the fuck!?), ale po dokładnym wczytaniu się w treść zrozumiemy, że apokalipsa i zniszczenie przemija. Natura odradza się, a wraz z nią zanikają wszelkie dziwolągi. To ma sens, tym bardziej, że cały proces degradacji świata od Rozbłysku do czasu akcji powieści jest ładnie wyjaśniony. Dla mnie S.Q.U.A.T. jest na tak, autor oprócz lekkiego pióra ma to "coś" w swoim sposobie pisania i tworzenia fabuły. Zdecydowanie na plus (i to duży) jest umieszczenie akcji w rodzinnych stronach pisarza. To się lubi. Dialogi są świetne. Czasami prawdziwy majstersztyk - nie wiem gdzie można się dopatrzeć "pisania na siłę". Wątki łączą się logicznie. Nie ma dziur fabularnych. A Cierń to nazwisko. Jerzy Cierń - nawet istnieje takie w rzeczywistości. Ja polecam!

23-08-2016 19:30
TO~
   
Ocena:
+3

Słaby  "markieting" szeptany jest słaby.

24-08-2016 00:28
Exar
   
Ocena:
0

Skąd pomysł?!

Przecież AnnXenn to stary wyjadacz polterowy, opisujący przeżycia po lekturze co drugiej książki!

24-08-2016 07:14
dyskordianin
   
Ocena:
+4

@TO~

Słaby? Popatrz na te brakujące przecinki, na "tą" zamiast "tę", użycie kolokwializmu "pupa" czy nawet wulgaryzmu "fuck" (tu aż mi dech zaparło z niedowierzania). Full profeska w porównaniu do innych kupy-writerowych gniotów, które pojawiają się na Poltku. Jakbym zmrużył oczy, to nawet dałbym się nabrać! A jeszcze jak się nauczą, że zwykle mało kto pisze tak długie komentarze pod książkami, których nikt nie przeczyta, to będą nie do odróżnienia od normalnych ludzi, jak ja, czy Ty, czy pani z zieleniaka!

24-08-2016 18:26
TO~
   
Ocena:
+2

A jeszcze jak się nauczą, że zwykle mało kto pisze tak długie komentarze pod książkami

nie nauczą się, nexusy jedne :)

24-08-2016 20:04
AnnXenn
   
Ocena:
0
W zasadzie nie powinnam się odnosić do waszych głupich cebulackich komentarzyków. Ale niech tam... Jest jakiś zakaz do założenia konta na Polter i umieszczeniu swojego zadania na temat recenzji? Rozumiem, że jesteście towarzystwem wzajemnej adoracji i tak ma zostać. Głupie, debilne czepianie się do przecinków i końcówek to wasz poziom dyskusji. Pełna żenada.
25-08-2016 09:23
Exar
   
Ocena:
+3

Jest jakiś zakaz do założenia konta na Polter i umieszczeniu swojego zadania na temat recenzji?

Nie ma:) Cieszymy się, że dołączyłaś do naszego grona, mamy nadzieję, na więcej komentarzy i dyskusji z Twoim udziałem!

Głupie, debilne czepianie się do przecinków i końcówek to wasz poziom dyskusji.

A tu chyba nie zrozumiałaś o co cho :).

Pełna żenada.

Wiadomo, witamy w internetach.

25-08-2016 09:35
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+2

AnnXenn krotkim kontratakiem udowodnila ze boty też maja uczucia...

25-08-2016 11:30
dyskordianin
   
Ocena:
+2

@Anioł Gniewu

Niedługo nie obejdzie się bez testu Voighta-Kampffa...

25-08-2016 16:21
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+1

Albo badania per rectum...

25-08-2016 17:32
Bakcyl
   
Ocena:
0

Wydaje mi się, że nie za bardzo jet w tym wypadku co badać. Troll jaki jest, każdy widzi.

25-08-2016 20:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.