» Recenzje » Pusta przestrzeń - M. John Harrison

Pusta przestrzeń - M. John Harrison


wersja do druku

W gwiazdach nie ma nic

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Pusta przestrzeń - M. John Harrison
M. John Harrison pisze w sposób szczególny. Światło opowiedziało nam trzy historie rozgrywające się w rożnych okresach czasu i mające rożnych bohaterów. Trakt Kefahuchiego, anormalność jego wytworów i małość bohaterów wobec nieodgadnionych mechanizmów nim rządzących były motywami przewodnimi. W kontynuacji Światła, Nova Swing, pisarz zastosował podobny zabieg: w obu utworach pozornie niezwiązane ze sobą wątki z teraźniejszości i dalekiej przyszłości splatają się powoli w jeden. Nie oznacza to jednak, że ubywa zagadek i pytań – wręcz przeciwnie. Poprzez każdy zamknięty rozdział i zakończenia obydwu powieści Harrison wskazuje na nieuchronną tajemniczość i niezrozumiałość wszechświata. W Pustej Przestrzeni, trzeciej powieści osadzonej w tym uniwersum, czyni to z mistrzowskim wręcz kunsztem.

____________


W powieści poznajemy dalsze koleje życia Anny Waterman – byłej żony znanego ze Światła Kearneya. Historia ta rozgrywa się w naprawdę niedalekiej przyszłości. Harrison pokazuje niezwykły talent w opisywaniu najdrobniejszych szczegółów rzeczywistości. Błyskotliwe, niecodzienne spostrzeżenia oraz określenia budują wokół dość monotonnego życia Anny specyficzną, senną atmosferę – na pozór zwyczajne sceny przeplatają się z elementami surrealistycznymi, które jednak nikogo nie dziwią i nikt nie przywiązuje do nich wagi.

Druga historia to ciąg dalszy perypetii załogi frachtowca kosmicznego Nova Swing. Gruby Antoyne (który nie jest już jednak gruby), Liv Hula i Mona Irene przyjmują zlecenie od ekscentrycznego MP Renoko. Ci bohaterowie są zdecydowanie bardziej świadomi znaczenia tego, co ich spotyka, od Anny Waterman, niemniej i tutaj odnosimy wrażenie, że wraz z narratorem jedynie ślizgamy się po powierzchni zjawisk. Wątek ten spaja ze sobą dwa pozostałe i skupia się na obcowaniu człowieka z niepoznawalnym. Niepoznawalność nie przyjmuje tu jednak charakteru niesamowitości i nie ma w niej nic wartościowego; powoduje jedynie rozczarowanie. Jest to dość nietypowe podejście do problematyki ekspansji ludzkości w kosmosie. Im głębiej w lekturę, tym bardziej czuć, w jak szarej codzienności znaleźli się "chłopcy z Ziemi". Otaczające ogromną anomalię, jaką jest Trakt Kefahuchiego, miliardletnie artefakty tysięcy zagubionych cywilizacji pokazują, że zrozumienie wszechświata jest niemożliwe – nikt nie potrafi zgadnąć, czym były ani czym jest sam Trakt. Transhumanistyczne marzenia innych autorów fantastyki naukowej wypadają przy tym jak wizje naiwnych nastolatków. Ci, którzy zmieniają swoje ciała, by stać się kimś więcej niż ludźmi, do reszty zatracają nie tylko człowieczeństwo, ale też samoświadomość – miast myśleć "są myślani". W przyszłości nie ma nic pięknego, nic wielkiego.

To prowadzi nas do ostatniej historii. Jej głównymi bohaterami są Asystentka z Wydziału Przestępstw Strefowych, znana już z Nova Swing, oraz Gaines – ważny korp pracujący dla wojska przy badaniach najbardziej zagadkowych artefaktów. To oni wydają się być najbliżej sekretu, którego kontury zarysowuje autor, a którego kwintesencję stanowi Alef – konstrukt znajdujący się we wnętrzu gigantycznego, rządzącego się obcą fizyką, fraktalnego labiryntu rozmiarów brązowego karła. Nie sam artefakt jednak wydaje się w opowieści najważniejszy, a Asystentka i to, jak rozbita jest jej świadomość. Sama nie wie, kto tak gruntownie przebudował jej ciało, czyniąc z niej nadczłowieka i maszynę do zabijania. Nie posiadając prawdziwego imienia, ciągle wymyśla sobie nowe, dziwaczne, jakby to miało zwrócić jej zagubioną tożsamość. Przerazić może, jak bardzo deterministyczne stało się jej życie.

Język M. Johna Harrisona prezentuje niezwykle wysoki poziom – dawno nie zdarzyło mi się czytać tak doskonale napisanego utworu. Jest jednak specyficzny i być może nie przypadnie do gustu tym, którzy preferują raczej prostotę. Sporo w nim eklektyzmu, przeplatania poetyckich opisów z twardymi, naukowymi, wręcz bezdusznymi terminami. Technobełkot jest jednak dozowany z pewnym wyczuciem. Często zarzuca się fantastyce naukowej, szczególnie tej, która pełna jest zrealizowanych marzeń transhumanistów, że stosowane w narracji naukowe terminy są używane na siłę i nie wnoszą żadnych wartości do samego tekstu. W Pustej Przestrzeni rola trudnej terminologii jest dobrze przemyślana. Tam, gdzie wkracza nauka, także ta fikcyjna lub niezrozumiała, znika człowiek, przestając mieć rację bytu. Gdy M. John Harrison sięga po mechanikę kwantową albo inżynierię genetyczną, bohaterowie są celowo dehumanizowani, stają się tylko przedmiotami i opisuje się ich niemal jak przedmioty. Podkreśla to małość postaci względem zdarzeń, których są świadkami.

Warto też zauważyć, że autor doskonale wie, o czym pisze. Kiedy wspomina o modyfikacjach Asystentki, opisuje je zgodnie z tym, co wiemy dziś na temat ludzkiej genetyki. Podobnie sprawa ma się ze słabościami kobiety – gen, którego błędna ekspresja okazuje się przyczyną dziwnych ataków (KCNH3), istnieje faktycznie i w rzeczywistości ma identyczne działanie. Nie jest to jednak wiedza popularnonaukowa – dla osób, które nie śledzą współczesnej nauki zbyt wnikliwie, może okazać się to wadą. Analogicznie ma się sprawa w przypadku innych dziedzin: autor odwołuje się do wyższej fizyki i chemii całkowicie kompetentnie.

Ponadto wiele zdań wydaje się jakby osobnymi koncepcjami, dobrze przemyślanymi, nad którymi można przystanąć chwilę w czasie lektury i je smakować. Dla przykładu: "Aurę położonej między Radia Marelli a Tupolev Avenue dzielnicy kryminalnych atrakcji określały strugi lejącego deszczu oraz zapowiedź krótkiego życia. Powietrze w blasku neonów zawsze wydawało się ziarniste. Każdy kierownik średniego szczebla słyszał o tanich mordowniach w Saudade. Szansa złamania w nich prawa – doświadczenie bliskiej śmierci warte każdego wydanego dolara – w ciepłe wieczory przyciągała tu z pasażerskich statków tłumy ustępujące tylko gromadzącym się w Preter Coeur".

Autor jest daleki od zachwycania się futurystycznymi wizjami – skupia się przede wszystkim na ludziach, ich subiektywnym postrzeganiu rzeczywistości i zagubieniu w świecie. Gdy jednak już z rzadka sięga po widowiskowość, robi to z zapierającym dech w piersiach rozmachem (warto tu choćby przywołać sceny walki kosmicznej, w której jeden z okrętów dosłownie przebija na wylot całą zamieszkałą planetę).

Podobnie kompozycja powieści oraz kreacja bohaterów nie pozostawia miejsca na krytykę. To, w jaki sposób rozwija się każda z trzech opowieści, sprawia, że poszczególne motywy powracają raz po raz w odpowiednich momentach, w miarę rozwoju fabuły coraz bardziej splatając wszystkie historie w jedno. Owszem, często są to tylko nie mające większego znaczenia obrazki – pielgrzymki czarnych i białych kotów, które napotykają bohaterowie z różnych czasów albo wizje istoty nazywającej samą siebie Pearlant, zawieszonej w stanie superpozycji pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Z każdym rozdziałem jednak coraz wyraźniej można odczuć, jak składają się kolejne elementy układanki; także te, pomiędzy którymi nie było pozornie powiązania.

Jeśli miałbym wskazać jakąś wadę Pustej Przestrzeni, byłoby to podobieństwo do dwóch poprzednich części. Mimo iż poziom powieści nie spadł, to wkradło się tu jednak nieco monotonii – momentami historia wydaje się przeciągnięta, czytelnikowi bardzo długo odmawia się jakichkolwiek odpowiedzi. Z tego powodu również zakończenie może okazać się dla wielu rozczarowujące.

Czy warto przeczytać Pustą Przestrzeń? Jeśli podobały wam się Światło i Nova Swing – tak. Jeśli wyłącznie Światło, a nie Nova Swing – tym bardziej. Nie zalecam jednak zabierania się do lektury, jeśli wcześniej nie pozna się obu poprzednich części. Pusta Przestrzeń to książka inspirująca, skłaniająca do refleksji, szczególnie dla tych, którzy spoglądają w przyszłość z entuzjazmem. Może okazać się dla nich kubłem zimnej wody. Pokazuje obcość inaczej niż powieści Lema czy Wattsa, zaskakująco świeżo. Prawdziwa uczta dla wyobraźni.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
4.75
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Pusta przestrzeń (Empty Space)
Cykl: Trakt Kefahuchiego
Tom: 3
Autor: M. John Harrison
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: MAG
Data wydania: 23 stycznia 2013
Liczba stron: 302
Oprawa: twarda
Format: 135x202 mm
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
ISBN-13: 978-83-7480-287-1
Cena: 37 zł



Czytaj również

Pusta przestrzeń - M. John Harrison
Trudna przyszłość
- recenzja
Droga serca
Stąd do nicości
- recenzja
Nova Swing
Jeden
Zrodzony
Postapo bez pazura
- recenzja
Luna: Nów
Uważaj którędy chodzisz
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.