» Recenzje » Pułapka Tesli

Pułapka Tesli


wersja do druku

Geniusz w nieodpowiedniej epoce to zapomniany geniusz

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska, Piotr 'Clod' Hęćka, Tomasz 'earl' Koziełło

Pułapka Tesli
Postęp technologiczny nie był jednostajny –  wiele wynalazków stanowiło przełom w dziejach świata (maszyna parowa, penicylina, samolot, czy nawet proch i broń palna), ale wraz z biegiem lat okazuje się, że mnóstwo z tychże innowacji istniało dużo wcześniej (chociażby teoretycznie) niż mogłoby się nam wydawać. Największym problemem ich wynalazców była rzecz bardzo prozaiczna: świat nie był gotowy przyjąć ich pomysłów zarówno ideologicznie, jak i technicznie. Sam Nikola Tesla, bohater tytułowego opowiadania, także miał pecha urodzić się za wcześnie – był wręcz Leonardem da Vinci ery przemysłowej. Czy gdzieś tam istnieje szansa na naprawienie błędów przeszłości?

Pułapka Tesli to zbiór pięciu opowiadań (a właściwie czterech i jednej króciutkiej nowelki), których motywem przewodnim jest szeroko rozumiana manipulacja czasem i rzeczywistością (z jednym wyjątkiem). Będzie to między innymi dość mocno wyeksploatowany już wątek nieświadomego przeniesienia się kilkadziesiąt lat w przeszłość, wykorzystanie... wróżb w obronie potęgi Rzeczpospolitej, a także ciekawa idea przeżywania historycznych wydarzeń we własnej osobie i dowolna manipulacja ich przebiegiem. W tak ogólnym zarysie Pułapka Tesli prezentuje się ciekawie, diabeł jednak zawsze tkwi w szczegółach.

Właściwie największym problemem Andrzeja Ziemiańskiego w recenzowanym zbiorze opowiadań jest nadmiar lub niedobór pomysłów i... talentu. Skrajny minimalizm pisarz zaprezentował w przypadku wspomnianej wcześniej nowelki, Polskiego domu – owszem, tekst oparty został na naprawdę starym i nieświeżym już motywie, ale nie sprawia to bynajmniej, że zamykanie całości na dwunastu stronach (trzeba zaznaczyć, że niewielkich) miało sens. Rozwiązanie iście w stylu Andrzeja Pilipiuka – przedstawić zarys ciekawej opowieści, po czym uciąć ją znienacka, nie rozwijając żadnego wątku. Szkoda, tym bardziej, że historii hrabiego można było nadać naprawdę dużo głębi.

Wypasacz to opowiadanie raczej kryminalne, praktycznie bez elementów fantastycznych, za to ze sporą dawką groteski. Raczej trudno w delikatny sposób uchylić rąbka tajemnicy w kwestii przewodniego motywu, ale trzeba przyznać, że nawet dość przejrzysty tytuł nie naprowadza czytelnika na to, co wymyślił dla niego Ziemiański. Trochę przegadany tekst, ale wielki plus za pewnego rodzaju kolaż przerażającego pomysłu z dużą porcją humoru.

Pułapka Tesli to z kolei przykład na to, że Ziemiański potrafi także czytelnika po prostu zanudzić. Autor wykorzystał w nim dość znany fakt, że Tesla był postacią tajemniczą, a na temat jego śmierci nadal krążą spekulacje. Jako uczony z pewnością nie pasował do swoich czasów – to zresztą sam pisarz podkreśla dość często (a konkretniej za sprawą samego Tesli, przyrównującego się do postaci greckiego Herona, pierwszego wynalazcy maszyny parowej). Sama opowieść jest jednak raczej przeciętna – dość zagmatwana, często nielogiczna i, podobnie jak Polski dom, sprawiająca wrażenie naprędce uciętej (z paskudnym zabiegiem w finale pod tytułem "nikt nic nie wie, nikt nic nie widział, ale coś na pewno miało miejsce"). Wykonanie takie sobie, chociaż pochwalić należy za pomysł – w tym postawienie czołowych amerykańskich wynalazców w roli... pospolitych opryszków, którzy swoje "racje" egzekwują za pomocą wynajętych zbirów.

Chłopaki, wszyscy idziecie do piekła to prawdopodobnie najlepszy tekst w całej książce (obok A jeśli to ja jestem Bogiem?). Trudno nie przyrównać głównego bohatera do legendarnego Nikodema Dyzmy – bez większych szans na odniesienie w życiu jakiegokolwiek sukcesu, gdyby nie splot okoliczności i późniejsza bezczelność oraz wykorzystanie swojej pozycji do zdobywania realnych profitów. Pomysł na połączenie mistycyzmu z powieścią sensacyjną i elementami fantastycznonaukowymi wyszedł całkiem nieźle, chociaż tutaj także kuleje końcówka, ponownie wyraźnie urwana i niesatysfakcjonująca. Niemniej, tekst broni się sam, za sprawą dynamiki, pomysłu i relacji między bohaterami.

Ostatnie opowiadanie to właśnie A jeśli to ja jestem Bogiem?, chyba najciekawsze ze wszystkich zebranych pod szyldem Pułapki Tesli, chociaż fabularnie również niedopracowane, jak zresztą praktycznie wszystkie teksty w całym zbiorze (z wyjątkiem Wypasacza, ale z racji jego konstrukcji ciężko było zawalić tam sprawę w tak dużym stopniu). Główny bohater to architekt (nie wiadomo jednak, czy jest to umowna nazwa, czy jego rzeczywisty zawód) pracujący w klinice dla nuworyszów. Jego zadaniem nie jest leczenie fizycznych obrażeń, lecz praca nad snami pacjentów, dla których te nierzadko są tylko wrotami do piekieł. Metody pracy wykorzystuje dość nietypowe, a sny, zarówno jego, jak i pacjentów, to naprawdę prawdziwy pokaz osobliwości, który na dodatek można dowolnie kształtować (uczestnictwo w jednej z ważniejszych batalii pierwszej wojny światowej to najlepszy tego przykład). I w sumie tylko na tym motywie mógłby skoncentrować się autor, problem jednak w tym, że w pewnym momencie w tekście pojawia się tajemniczy więzień, rzekomo potrafiący mordować ludzi we śnie. O ile wątek zapowiadał się faktycznie ciekawie, tak po lekturze całego opowiadania doskonale widać, że to przysłowiowy kwiatek do kożucha, z którym w pewnym momencie pisarz ewidentnie nie wiedział co zrobić i postanowił po prostu go brutalnie, kolokwialnie ujmując, urżnąć. Może i A jeśli... nie jest perfekcyjnie oszlifowanym diamentem, ale taki zabieg brutalnie przyćmiewa pozytywne wrażenia z lektury.

Trudno uwierzyć, że Andrzej Ziemiański, twórca doświadczony, popełnia błędy charakterystyczne raczej dla nieopierzonych debiutantów. A jest to niesamowity wręcz fabularny minimalizm (jak w Polskim domu), czy wręcz próba stworzenia czegoś o epickim rozmachu i nagłe uświadomienie sobie, że zadanie to przerasta możliwości autora, co przeradza się w szukanie możliwości jak najszybszego zakończenia rozpoczętej opowieści. Rzecz to niemiłosiernie irytująca, zwłaszcza, że sporo pomysłów i rozwiązań dawało nadzieję na naprawdę porządną dawkę rozrywki. Finalnie wyszedł jednak typowy zabijacz czasu – Pułapkę Tesli da się czytać bez silniejszego zgrzytania zębami, ale nie można się po niej spodziewać absolutnie niczego powalającego. Chociaż pomysły były, czego nie sposób nie zauważyć. Zabrakło po prostu twórczej inwencji.

5.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Pułapka Tesli
Autor: Andrzej Ziemiański
Autor okładki: Piotr Cieśliński / Dark Crayon
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 25 października 2013
Liczba stron: 304
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Seria wydawnicza: fantastyczna fabryka
ISBN-13: 978-83-7574-886-4
ISBN-10: 83-7574-886-4
Cena: 37,90 zł



Czytaj również

Toy Wars
Zabaweczka Toy Iceberg
- recenzja
Zapach szkła
Sześć petard i jeden niewypał
- recenzja
Achaja. Tom 3 - Andrzej Ziemiański
Achaja jaka jest, każdy widzi
- recenzja
Bramy strachu - Andrzej Ziemiański
Zmarnowany potencjał
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.