» Recenzje » Psalm dla zbudowanych w dziczy

Psalm dla zbudowanych w dziczy


wersja do druku

O spotkaniu, które niesie nadzieję

Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska

Psalm dla zbudowanych w dziczy
Inność to dla fantastyki kategoria dość problematyczna. Mamy oczywiście klasyków, którzy uczynili z refleksji nad nią główną oś ważnych w ramach ich twórczości tekstów, ale często podejście do odmienności jest proste: my niszczyć. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się utworom uciekającym od tego prostego antagonizmu i eksploatującym zjawisko obcości oraz spotkania z nią – jak w Psalmie dla zbudowanych w dziczy

Siostrat Dex jeszcze do niedawna byli szczęśliwym mnichem ogrodnikiem. Któregoś dnia zdali sobie jednak sprawę z tego, że w jedynym Mieście czegoś im brakuje – cykania świerszczy. Ta świadomość doprowadziła ostatecznie do decyzji o zmianie powołania, a bohater postanowili wyruszyć w podróż po Pandze, aby serwować herbatę tym, którzy są w potrzebie – nieważne, czy po prostu gorącego napoju, czy kojącej rozmowy. Wędrówki doprowadziły Dex daleko od znajomych terenów, a w końcu na same krańce ludzkiej cywilizacji. To tam spotkali Mszaczka Nakrapianego Wspaniałego, co uczyniło siostrata pierwszym człowiekiem, który wszedł w interakcję z robotem od jakichś dwustu lat. 

Zaznaczyłem we wstępie, że absolutnie najważniejszy temat Psalmu dla zbudowanych w dziczy stanowi spotkanie – spotkanie człowieka i robota. I choć wszelkie kojarzące się z robalami rasy Obcych prawdopodobnie padają ofiarami konfliktów powstałych z takich niespodziewanych zderzeń cywilizacji nieco częściej, to popkulturowa historia wojen między ludźmi a inteligentnymi maszynami pisze się od lat. Becky Chambers (a raczej Tor Books, które publikację zamówiło) postanowiła jednak pójść w zupełnie innym kierunku, co jest całkowicie zrozumiałe w kontekście tego, że jej powieść reprezentuje solarpunk – literacką konwencję (zrodzona ze zdecydowanie szerszego zjawiska społecznego i filozoficznego), której centralną osią jest nadzieja przeciwstawiana ponuremu doomeryzmowi. I to właśnie nadzieję Psalm dla zbudowanych w dziczy oferuje. 

Opowieść jest króciutka i składa się właściwie w całości z wydarzeń, które przedstawiłem w streszczeniu, bo po wspomnianym spotkaniu tytułowi dla dylogii Mnich i robot po prostu wyruszają we wspólną podróż (o spoiler trudno mnie posądzić, bo podobne informacje znajdują się w wydawniczym blurbie). Myślę, że nikogo nie zaskoczę tym stwierdzeniem: nie jest to historia wyjątkowo skomplikowana – szczególnie w ramach fantastyki, której autorzy ukochali sobie długie sagi z piętrzącymi się intrygami. Przyjemność z obcowania z potoczystą fabułą Chambers postanowiła zastąpić – podobnie jak choćby popularna Martha Wells – prostotą. I, tu znowu podobieństwo do Pamiętników Mordbota, mogła sobie na to pozwolić ze względu na asa w rękawie… Psalm dla zbudowanych w dziczy to doświadczenie odświeżające i satysfakcjonujące przede wszystkim dlatego, że zajmuje się czym innym niż zdecydowana większość reprezentantów gatunku (i popkultury w ogóle): tu nie chodzi o kryzys i próby mierzenia się z nim; tu chodzi o to, jak się z niego podnieść i czego można się z niego nauczyć. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Nauka ta odbywa się w okolicznościach typowych dla solarpunkowej estetyki, a więc blisko natury, która zdołała się odbudować po tym, jak kapitalistyczny pościg za nieskończonym wzrostem zakończył się oczywistą klęską. Tę spowodowało w tym wypadku niejasne metafizyczne zdarzenie, jakim było zaistnienie sztucznej inteligencji. Maszyny nie zbuntowały się, nie zaczęły eksterminacji ludzkości ani dążeń do jej zniewolenia, lecz po prostu odeszły. W związku z tą bądź co bądź neutralną przeszłością, rozwój relacji Dex z Mszaczkiem odbywa się, po odrobinie początkowego niepokoju, w atmosferze spokojnego zainteresowania, a to prowadzi do czegoś, o czym łatwo zapomnieć, gdy w centrum znajduje się konflikt: dialogu. 

Jest on w Psalmie dla zbudowanych w dziczy o tyle ważny, że pozwala poznać zarówno Dex, jak i Mszaczka. Stanowią bardzo ciekawą parę, choć narysowaną grubą kreską. Ci pierwsi to postać nieco neurotyczna, definiowana przede wszystkim przez brak szczęścia i frustrację związaną z tym, że nie potrafią tego zrozumieć; żyją w świecie spokojnym i ułożonym, oferującym realną zdawać by się mogło obietnicę szczęśliwego życia dla każdego – ale nie dla nich. I to nad tym będą pracować po spotkaniu Mszaczka – żywe zainteresowanie, jakie robot wykazuje względem ludzi ogólnie i Dex szczególnie, sprawia, że ich wspólna fizyczna droga zmienia się w podróż o charakterze terapeutycznym. 

Psalm dla zbudowanych w dziczy to krótka powieść korzystająca niekiedy z zabiegów typowych dla literatury przygodowej, ale tylko po to, by stworzyć szkielet, na którym Becky Chambers może oprzeć solarpunkową opowieść o empatii i zrozumieniu toczącą się w ledwie zarysowanym, a jednak ciekawym uniwersum. W czasach powszechnego braku nadziei taka lektura może nieść pewne pocieszenie – nie szafuje wszak tanim hurraoptymizmem, lecz proponuje spokojne poszukiwanie odpowiedzi. Niekiedy właśnie tego możemy szukać w literaturze: odrobiny słońca, gdy za oknami ponuro. 

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Psalm dla zbudowanych w dziczy
Tytuł oryginalny: A Psalm for the Wild-Built
Cykl: Mnich i robot
Tom: 1
Autor: Becky Chambers
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Wydawca: Insignis
Data wydania: 13 marca 2024
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Format: 130x209 mm
ISBN-13: 978-83-68053-00-5
Cena: 44,99 zł



Czytaj również

Wspólna orbita zamknięta
Humanistyczne science fiction
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.