James Islington, Cień utraconego świata
» Recenzje » Prawo miecza - Mercedes Lackey

Prawo miecza - Mercedes Lackey


wersja do druku

Najemnik w spódnicy

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Prawo miecza - Mercedes Lackey
Najemnicy – twardzi, doświadczeni i zdecydowani na wszystko, wojna – brutalna i bez pardonu… i uczciwa zapłata, dla której warto zginąć. Jednak jeśli ktokolwiek spodziewać się będzie przesyconego testosteronem, męskiego fantasy – nic bardziej mylnego. Mercedes Lackey pokazuje, że wojaczka może być chlebem powszednim także dla kobiet i że mogą one być w niej równie dobre jak mężczyźni.

__________________


Prawo Miecza to jedyna samodzielna powieść w całym cyklu o Valdemarze, który składa się w przeważającej części z trylogii. Książka po raz pierwszy została opublikowana w roku 1991, kiedy Mercedes Lackey miała już na koncie kilkanaście wydanych pozycji. Polski przekład pochodzi z roku 1994, z wydawnictwa Zysk i S-ka.

Prawo Miecza opowiada historię Kerowyn – wnuczki sławnej czarodziejki Kethry i córki średnio zamożnego szlachcica, która po śmierci matki staje się gospodynią zamku. Bliskie jej sercu jest jednak ujeżdżanie koni, strzelanie z łuku i polowanie, a swojej funkcji serdecznie nie znosi. Kiedy w dniu ślubu brata Kerowyn zamek zostaje napadnięty, ojciec dziewczyny zabity, niedoszła panna młoda porwana, a prawie każdy mężczyzna zdolny do noszenia broni – ranny, wnuczka Kethry postanawia wyruszyć na ratunek brance. Bohaterstwo, którym ku zaskoczeniu wszystkich (łącznie z nią samą) wykazuje się podczas wyprawy, na zawsze zmienia jej życie. Czując, że w rodzinnym dworze nie ma już dla niej miejsca, kobieta odchodzi, a dalsze wydarzenia ujawniają jej naturalny talent do wojaczki. Potem dołącza do grupy najemników zwanych Piorunami Nieba, a w końcu wyrusza na wojnę ze śmiertelnym wrogiem Valdemaru.

Wydarzenia z części pierwszej i drugiej Prawa Miecza dzieją się wiele lat przed akcją trylogii Heroldów z Valdemaru; dopiero fabuła ostatniej części powieści wyraźnie zazębia się z trylogią, stając się jej bezpośrednią kontynuacją. Znajomość trylogii Heroldów nie jest jednak wcale konieczna, gdyż większość wcześniejszych wydarzeń zostaje pokrótce streszczona. Książka stanowi także doskonały punkt wyjścia do lektury kolejnych tomów, dla których opisywane tu wydarzenia są punktem przełomowym. Mimo nawiązań do innych trylogii oraz dylogii o przygodach Tarmy i Kethry Prawo Miecza nie traci nic ze swej spójności i kompletności – wszystkie opisywane wydarzenia stanowią zamkniętą całość.

Prawo miecza uważane jest przez wielu fanów serii o królestwie Valdemaru za jeden z jej najlepszych tomów. Przyznaję szczerze, że podzielam tę opinię. Dlaczego?

Podstawową zaletą powieści jest z pewnością jej główna bohaterka. Kerowyn to kobieta silna, charyzmatyczna i zdecydowana walczyć o to, co uważa za słuszne. Nie jest jednak chodzącym ideałem, bywa impulsywna i uczuciowa, przeżywa rozterki miłosne i jak każdy człowiek – popełnia błędy. Świadoma tego, że w jej przypadku każda pomyłka może kosztować życie nie tylko ją samą, a droga do zwycięstwa bywa bardzo gorzka, najważniejszych decyzji nigdy nie podejmuje bez lęku. Jeśli miałabym porównać ją do jakiejś innej postaci literackiej, byłaby to Honor Harrington z sagi SF Davida Webera. Obie bohaterki mają ze sobą wiele wspólnego – są zdeterminowane i charyzmatyczne, zrezygnowały z typowo kobiecej roli i świetnie sobie radzą w męskim świecie, odnosząc w nim niemałe sukcesy.

Cała plejada bohaterów drugoplanowych jest kolejną mocną stroną opisywanej pozycji. Kethry – babka Kero, Tarma – mentorka i nauczycielka głównej bohaterki, a także Warrl, należący do wilkopodobnej rasy kyree, są bohaterami, którzy pojawili się w dylogii Związane przysięgą i Krzywoprzysięzcy. W Prawie Miecza są znacznie starsi, jednak nie stracili nic ze swej charyzmy i to poprzez interakcje z nimi charakteryzowana jest Kero w pierwszej części książki. W kolejnych częściach uwagę przykuwa barwna zbieranina najemników, heroldów i członków klanu Shin'a'in, którzy zapełniają karty powieści. Nie są oni szarym, zamazanym tłem ani mięsem armatnim – wyraziści, zapadający w pamięć, mają wyraźnie zaznaczone cechy dystynktywne, które tworzą z nich jednostki. Autorka wspomniała o ich drobnych przyzwyczajeniach, wadach, w niektórych przypadkach podała krótkie informacje o ich partnerach, rodzinie czy kraju, z którego pochodzą. Dzięki temu świat powieści nabiera głębi.

Książkę bardzo dobrze się czyta. Wyraźnie poprawił się styl pisarski autorki – nie ma żadnych dłużyzn, nadmiernych rozterek wewnętrznych ani skomplikowanych opisów, dialogi są dynamiczne i naturalne, a sposób wypowiedzi zróżnicowany – inaczej mówią wojskowi, inaczej arystokraci lub osoby niskiego pochodzenia. Elementy świata przedstawionego stanowią przede wszystkim tło opisywanych wydarzeń, Mercedes Lackey nie wdaje się w rozbudowane charakterystyki i wyjaśnienia. Świat widzimy oczami bohaterów i przez pryzmat ich doświadczeń – lub zadań, które mają w danej chwili do wypełnienia. Dlatego też bardziej typowa dla tej powieści będzie analiza ukształtowania terenu i jego właściwości obronnych, niż np. opis malowniczego zachodu słońca. Z uwagi na fakt, że powieść opowiada o najemnikach, dużą jej część zajmują opisy obozów wojskowych, planowanie strategii wojennych i liczne walki. Różnice między wojskiem regularnym a oddziałem najemników czy też między konnicą i piechotą nie są widoczne jedynie w sferze potocznego nazewnictwa – czytelnik uzyskuje barwny i kompletny obraz, niepozbawiony fachowej terminologii. Autorka pokrótce scharakteryzowała każdą jednostkę, wskazała jej mocne i słabe strony, a także znaczenie dla manewrów wojennych.

Tak jak we wszystkich pozycjach z uniwersum Velgarth, bardzo mocno zaznaczony jest wątek walki o słuszną sprawę i poświęcenia, nie ma tu jednak natrętnego moralizatorstwa typowego np. dla trylogii Heroldów. Pioruny Nieba kierują się Kodeksem, nie krzywdzą ludności cywilnej, starają się walczyć czysto i starannie wybierają swoich panów. Nie sposób zaprzeczyć – w Prawie Miecza da się zauważyć pewną idealizację najemników, ale autorka przeprowadziła ją z wyczuciem, ograniczając się jedynie do Piorunów Nieba. W powieści kilkakrotnie wspomniane jest, że najemnicy są "jak ladacznice, które sprzedają swoje usługi za pieniądze", jednak główne motto Prawa miecza stanowi przeświadczenie, iż "gdyby ludzie z zasadami nie zajmowali się walką, to stałaby się ona polem do działania tylko dla ludzi pozbawionych wszelkich zasad". Właśnie te zasady wyróżniają Pioruny na tle pozostałych oddziałów, zbliżając tę grupę najemników do innych bohaterów z cyklu – Heroldów.

W moim odczuciu jedyną wadą Prawa Miecza jest wątek romantyczny. Tempo, w jakim twarda skądinąd kobieta rozkleiła się w objęciach przystojnego herolda i zapałała do niego płomiennym uczuciem aż po grób, wydaje mi się troszkę naciągane. Jest to jednak drobny minus, który nie psuje w żadnym stopniu przyjemności lektury.

Prawo Miecza to moja ulubiona pozycja z całego literackiego dorobku Mercedes Lackey. Z czystym sumieniem polecam ją każdej osobie, która chciałaby lepiej poznać universum Velgarth i jego bohaterów – zarówno ze względu na fabułę, jak i styl autorki. W mojej opinii to książka, która powinna przypaść do gustu każdemu miłośnikowi fantasy bez względu na płeć czy wiek.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
9.0
Ocena recenzenta
9.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Prawo miecza (By the Sword)
Cykl: Opowieść Kerowyn
Autor: Mercedes Lackey
Tłumaczenie: Leszek Ryś
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 1994
Liczba stron: 544
Oprawa: miękka
Format: 115x185 mm
ISBN-10: 83-7120-073-0



Czytaj również

Intrygi
Kształcenia na Herolda ciąg dalszy
- recenzja
Początek
Młodzieżowy balsam dla duszy
- recenzja
Rycerz sowy
- recenzja
Oczy sowy
Magia prostych opowieści
- recenzja
Lot sowy
Powrót do królestwa Valdemaru
- recenzja
Dylogia o Alberichu (cykl o Valdemarze)
W służbie dwóm ojczyznom
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Aszhe
   
Ocena:
0
Fajnie by było jakby Zysk lub inne wydawnictwo wznowiło ten cykl - może w podobnej formie jak Rebis zrobił to z Czarną Kompanią. Nigdy nie udało mi się przeczytać całego cyklu, a szkoda.
29-12-2012 17:54
~Melanto

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jak przyjemnie poczytać recenzję książki Lackey, do której to autorki mam wielki sentyment. Wznowienie cyklu to dobry pomysł, trudno w ogóle zdobyc go w całości, a warto, choć jest nierówny. Klimat wynagradza wszelkie niedociągnięcia.
30-12-2012 00:15
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A mógłby powiedzieć ktoś, czy jest to fantasy typowo damskie? Czy też dla facetów?
30-12-2012 18:00
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Tak, to jest fantasy typowo damskie. Powiedziałbym wręcz, że feministyczno-seksistowskie.

Czy dla facetów? Nie wiem.

Ja osobiście twórczości Lackey nie trawię. Znam jednak facetów, którym się podobało (podobnie jak i kobiety, które mają podobnie, jak ja).
30-12-2012 18:03
   
Ocena:
0
Usiłowałem czytać tom tej autorki magu geju, ale nie wytrzymałem. Jacykowatość głównego powalała.
31-12-2012 10:22
~maks

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@slan - mnie akurat ten cykl się podobał, choć przyznaję pierwszy tom był średni - jednak dobrze wprowadzał do drugiej i trzeciej części - które były znakomite
08-01-2013 20:27
yukiyuki
   
Ocena:
0
Lackey pisze raczj babskie fantasy, chociaż kilka nowszych tomów z serii o Heroldach (nie wydanych w Polsce) jest już bardziej uniwersalnych. Jeden z ostatnich tomów, które czytałam opowiadał o Alberichu - zbrojmistrzu heroldów... Jest tam dużo spisków, polityki, bijatyk. Niestety u nas chyba sie tego nie doczekam... Hehe - recenzja serii o Ostatnim Magu Heroldów (geju Vanyelu) też się pojawi :-) Jestem badzo ciekawa komentarzy...
18-01-2013 09:43
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mercedes Lackey pokazuje, że wojaczka może być chlebem powszednim także dla kobiet i że mogą one być w niej równie dobre jak mężczyźni.

Takie rzeczy, podobnie jak smoki, czary, elfy i krasnoludki to tylko w bajkach. Albo u Kadafiego i w Jamesie Bondzie. Przy czym u Kadafiego kompletnie się nie sprawdziły.
No ale w bajkach jak najbardziej. Czytajmy bajki!
18-01-2013 09:53
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
I co mam z tym zrobić, Staszku? Gdyby kobiety mogły radzić sobie na wojnie tak samo jak mężczyźni, to armie składałyby się w równej mierze z kobiet jak i z mężczyzn. Tak się jednak nie dzieje.
18-01-2013 11:10
Scobin
   
Ocena:
0
Co zrobić? Wystarczy przyjąć, że kobiety mogą sprawdzać się na wojnie tak samo dobrze jak mężczyźni. Przynajmniej niektóre – ale w recenzji nie stoi ani "część kobiet", ani "wszystkie kobiety", więc na dwoje babka wróżyła.
18-01-2013 11:18
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Scobinie, można też przyjąć, że tłuczek do mięsa sprawdza się równie dobrze w warsztacie stolarskim co młotek ciesielski. W niektórych wypadkach jest to słuszne założenie.
18-01-2013 11:47
yukiyuki
   
Ocena:
+1
Można także przyjąć, że tak wśród kobiet zdarzają się osoby zdolne do wojaczki, jak i wśród mężczyzn zdarzają się osoby kompletnie do tego niezdolne... Nikt mi nie powie, że wszyscy mężczyźni są genetycznie, fizycznie i psychologicznie przystosowani do walki i są w tym rewelacyjni bez wyjątku... A kobiety mogą sobie radzić równie dobrze jak mężczyźni - dowodem są kobiece oddziały, które są tworzone i pojawia się z roku na rok coraz więcej chętnych... A to, że armie nie składają się w równej mierze z kobiet i mężczyzn - hmmm, może ma na to wpływ fakt, że przez wiele lat miały zamknięty dostęp to tychże armii?
21-01-2013 12:25

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.