» Recenzje » Powrót Karmazynowej Gwardii

Powrót Karmazynowej Gwardii


wersja do druku

Malazańska Wiosna Ludów

Redakcja: Tomasz 'Asthariel' Lisek

Powrót Karmazynowej Gwardii
W podsumowaniu recenzji Nocy noży napisałem, iż po lekturze rozważam powrót do Malazańskiej Księgi Poległych. Teraz, mądrzejszy o doświadczenie kilkunastu ładnych godzin poświęconych Powrotowi Karmazynowej Gwardii, zastanawiam się nad tym jeszcze poważniej, bo ducha Stevena Eriksona unoszącego się nad drugim tomem cyklu Iana C. Esslemonta nie tyle czuć, co widać gołym okiem. A mnie, ku własnemu zaskoczeniu, niezwykle się to podoba. 

Quon Tali stało się polityczną bombą – wystarczy iskra, a kontynent rozrywany przez separatystyczne ciągoty ludów podbitych przez Imperium Malazańskie po prostu wybuchnie. Iskrą tą staje się powrót Karmazynowej Gwardii, której weterani przysięgali, że nie spoczną, dopóki nie zniszczą cesarstwa. W pewnym momencie musieli się rozpierzchnąć, ale diaspora łączy się i jednoczy, aby stawić czoła odwiecznemu wrogowi. A Laseen, władczyni sztucznego tworu zrodzonego w wyniku podbojów, wcale nie cieszy się na myśl o walce na mnogich frontach, gdzie czaić mogą się napędzani dawną przysięgą, niemal nieśmiertelni wojownicy. 

Wystarczyło kilka pierwszych stron Powrotu Karmazynowej Gwardii, żebym zorientował się, że Esslemont postanowił pójść śladami Eriksona, porzucając w drugim tomie Imperium Malazańskiego wątki z Nocy noży  (te wrócą, oczywiście, ale trudno mówić tu o bezpośredniej kontynuacji), a także pisząc tekst znacznie dłuższy niż poprzednio. W efekcie nastawiłem się do powieści negatywnie: wróciły traumatyczne wspomnienia sprzed kilkunastu lat, kiedy bałem się, że sięgnięcie po dalsze tomy Księgi Poległych będzie oznaczało zanurkowanie głęboko w chaos – bardzo często piękny, fakt, ale niekiedy niezwykle męczący. Obawy te wspaniale ilustrują moje notatki sporządzone podczas lektury na potrzeby recenzji; niemal wszystkie w tym wypadku wskazują na fragmenty, które mi się nie spodobały – i pochodzą z pierwszych trzydziestu procent powieści. Czy dlatego, że w jakimś momencie wszystko się zmieniło? Nie – po prostu w pewnej chwili wsiąkłem w Powrót Karmazynowej Gwardii tak bardzo, iż szkoda mi było czasu na notowanie. 

Esslemont konstruuje swoją powieść w dokładnie taki sam sposób, w jaki zbudowane były teksty z Malazańskiej Księgi Poległych. Oznacza to mniej więcej tyle, że o szczególnie zwartej strukturze trudno tu mówić (początkowo zresztą planowałem zamieścić w recenzji krytykę na temat tego, jak nieumiejętnie pisarz dzieli książkę na rozdziały) – czytelnik będzie po prostu rzucany po Quon Tali tam i z powrotem, aby obserwować kolejnych grup ważnych dla wojny (lub nawet wojen) bohaterów, których jest tylu, że dokładne śledzenie ich losów wymaga dobrej pamięci lub zapisywania, gdzie i przez kogo co zostało zrobione. Sytuacji w najmniejszym stopniu nie upraszczają okoliczności, jakie zawsze towarzyszą konfliktom otaczającym Imperium, a więc to, że przy okazji starcia dwóch oczywistych przeciwników swoje agendy próbują realizować także nieskończone zastępy śmiertelnych i nieśmiertelnych potęg. Dopiero mniej więcej w trzech czwartych Powrotu Karmazynowej Gwardii to wszystko zaczyna się łączyć w jedną spójną całość (w tym wypadku oznacza to szereg następujących po sobie bitew), a kolejni interesujący i charyzmatyczni bohaterowie – którzy zawsze byli jedną z głównych wad cyklu Eriksona – zaczynają się spotykać, co zdecydowanie ułatwia Esslemontowi zadbanie o dramaturgię. Czy w takim razie odbiorca wcześniej się nudzi? Nie, bo mocnych fragmentów jest tu naprawdę sporo, a podczas lektury dominują ekscytacja i czasami zagubienie, lecz nigdy znużenie. 

Dlaczego napisałem we wstępie, że Powrót Karmazynowej Gwardii niezwykle mi się spodobał, jeśli powyższy opis nie brzmi wybitnie entuzjastycznie? Odpowiedź jest prosta i udzieliłem jej nieco wcześniej – wsiąkłem w opowieść snutą przez Esslemonta po uszy. Jeśli podstawowym celem powieści fantasy jest eskapizm, to doskonałą miarą sukcesu będzie poczucie czytelniczej immersji, a w tym wypadku okazuje się ono być dojmujące. Nie da się nie kibicować zastępom tych wszystkich pełnym ironii i mimo to przesiąkniętych przyzwoitością postaci, które próbują po prostu przeżyć kolejny dzień. Okoliczności absolutnie temu przeżyciu nie sprzyjają, bo to naturalistyczna, brudna i krwawa wojenna historia, której ciężaru - między innymi za sprawą brutalnych opisów – nie sposób nie odczuwać. To jedna z rzeczy mocno wyróżniających powieść Esslemonta na tle wielu poprawnych, lecz mimo to słabszych reprezentantów gatunku; pisarzowi udało się sprawić, że odbiorca przez cały czas drży o losy swoich ulubieńców, bo zagrożenie zdaje się być w pełni realne. Osiągnął powagę bez patosu, a to wielka sztuka, kiedy jednym z tematów powieści jest wojna nadnaturalnych bytów nawiedzających czysto fantastyczny świat. 

Powieść oczywiście nie jest idealna – o tym świadczą choćby moje notatki, niektóre wskazujące bardzo konkretne uchybienia (na przykład niżej podpisanemu sprzed nawrócenia się na Powrót Karmazynowej Gwardii bardzo nie spodobała się scena, w której Wędrowiec spotyka Smutek), ale z punktu widzenia końcowej oceny powieści ważniejsze jest co innego: fakt, że świadomie zrezygnowałem z drobiazgowego rozliczania Esslemonta nie tylko za te błędy, ale też za chaos, którego w żadnym wypadku nie udało mu się uniknąć. Koniec końców sięgałem jednak po jego tekst, aby przeżyć wielką wojenną historię pod ramię z kolejnym zastępem poharatanych przez życie weteranów i doświadczenie to przyniosło mi mnóstwo frajdy. Muszę po nim chwilę odpocząć, dlatego nie rzuciłem się jeszcze na Kamiennego wojownika, ale autentycznie cieszę się, że jest na mojej liście nadchodzących lektur. 

8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Powrót Karmazynowej Gwardii
Cykl: Imperium Malazańskie
Tom: 2
Autor: Ian Cameron Esslemont
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: Mag
Data wydania: 29 listopada 2023
Liczba stron: 848
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-67793-43-8
Cena: 69 zł



Czytaj również

Kamienny Wojownik
Powrót Powrotu Karmazynowej Gwardii
- recenzja
Jabłko. Berło. Tron
Genabackis znowu w ogniu
- recenzja
Noc noży
Wszystkie drogi prowadzą do Malazu
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.