» Recenzje » Posiadłość w Portovénere - Jacek Ostrowski

Posiadłość w Portovénere - Jacek Ostrowski


wersja do druku

Mroczna tajemnica nawiedzonego domu na wzgórzu grozy

Autor: Redakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Posiadłość w Portovénere - Jacek Ostrowski
Jeśli masz czyste sumienie – śpij spokojnie. Jeśli jednak wyrządziłeś zło, uważaj. Przeszłości nie da się wymazać. Grzechy nie zostaną odpuszczone. Nie licz na Sąd Ostateczny, bo jeszcze za życia może cię spotkać kara. Wystarczy, że sięgniesz po pewną książkę, o której istnieniu wolałbyś nie wiedzieć.

___________________


Opowieść zaczyna się klasycznie: oto do Portovenere, niewielkiej miejscowości we Włoszech, przyjeżdża, na polecenie niedawno zmarłej matki, Carla, młoda skrzypaczka z Rzymu. Odwiedza wuja, Johna Lorusso, którego nigdy dotąd nie widziała, a który, jakże by inaczej, okazuje się mieszkającym w starej posiadłości odludkiem. Dziewczyna szybko orientuje się, że z domem i jego mieszkańcem jest coś nie w porządku. Co więcej, zaczyna kręcić się wokół niej tajemniczy Pedro.

Historii opowiedzianej w Posiadłości… trzeba przyznać jedno: jest niezwykle prosta, a niewielka liczba wątków sprawia, że książkę czyta się szybko. Główną oś fabuły stanowią poszukiwanie źródła klątwy ciążącej na włoskim dworku przez Carlę i jej uczucie do niezwykłego oraz skrywającego liczne sekrety Pedra. Autor opisuje także podróże tego ostatniego i częściowo wyjaśnia jego tajemnice. Skomplikowana, wielowątkowa fabuła nie zawsze stanowi o dobrej opowieści grozy, ale Ostrowski osiąga drugie ekstremum i serwuje opowieść zwyczajnie banalną, by nie rzec prostacką. Składa się na nią ciąg luźno powiązanych scen, które człapią w kierunku przewidywalnego finału. Bywa, że – zwłaszcza z uwagi na wątek romansowy – utwór przypomina bardziej nienajlepszą powieść obyczajową niż spadkobiercę tradycji literackiej horroru. Autorowi obce są również stopniowanie napięcia i zwroty akcji – wydarzenia toczą się leniwie swoim torem, w żadnym momencie nie zaskakując. Zresztą, powiedzieć, że postacie zasiedlające karty powieści są jednowymiarowe, to nic nie powiedzieć. To dosłownie kilka odbitych na sztancy osobowości pozbawionych cech charakterystycznych, których losy zupełnie czytelnika nie obchodzą, przede wszystkim przez ich sztuczność i bierność. Bohaterowie, prowadząc dość liczne dialogi, nie mają kompletnie nic do powiedzenia, pozostają też w stanie absolutnej niewiedzy i zupełnie im to nie przeszkadza. O ile postawa taka jest zrozumiała u mieszkańców Portovenere, o tyle Carla wypada wręcz groteskowo. Ta irytująca, wiecznie płacząca kukła, choć stara się wyciągać logiczne wnioski, nie jest w stanie niczego się dowiedzieć (ponieważ wszyscy zbywają ją krótkim "nie wiem, nie powiem"), pozostaje zatem jedynie bierną uczestniczką rozgrywających się wokół niej wydarzeń. Rola młodej skrzypaczki w intrydze sprowadza się do przyjmowania kolejnych wizji na komicznie obracającym się krześle w podziemnej komnacie pod ogrodem Johna. Wszystkie postaci mówią też identycznym, dziwacznie kolokwialnym językiem i to niezależnie od tego czy są statecznymi lekarzami w podeszłym wieku, czy młodymi studentkami. Podobnie ciężkostrawnym stylem jest prowadzona trzecioosobowa narracja.

Nieco lepiej przedstawia się postać i wątek Pedra Gonzalesa, tajemniczego nieznajomego znikąd. Ten bohater, stanowiący melanż Edwarda Cullena, Mefistofelesa i Brudnego Harry'ego, jest bardziej aktywny niż wszystkie inne postacie razem wzięte i, choć bywa irytujący z powodu braku wad, to widać, że ma w tej historii rolę do odegrania. Oprócz działań na poziomie fabuły stanowi on także nośnik głębszych treści, jakie autor usiłował zawrzeć w swojej książce – jego niezwykły zawód, wymierzanie kary temu, kogo wskaże zleceniodawca, to pytanie autora o cel i sens zemsty za wszelką cenę; można jednak odnieść wrażenie, że ta najistotniejsza dla fabuły postać została scharakteryzowana po macoszemu – po krótkich rozdziałach poświęconych jego historii autor powraca do głównego wątku fabularnego, który nie ruszy do przodu bez pomocy Gonzalesa. Przedstawienie relacji pomiędzy Pedrem a Carlą również pozostawia wiele do życzenia – autor porzuca w pewnym momencie ten wątek, by już do niego nie powrócić, zupełnie jakby nie miał pomysłu, na jego dalsze poprowadzenie.

Posiadłość w Portovenere to książka zmarnowanego potencjału, kulejąca pod każdym względem. Interesująca fabuła, barwny język, nieobojętne czytelnikowi postacie, nastrój dojmującej grozy – tego w niej nie znajdziecie. Pozostaje banalna i nijaka historia o duchach. Pozycję tę jestem w stanie polecić wyłącznie najzagorzalszym miłośnikom opowieści grozy. Pozostali nie znajdą u Ostrowskiego nic dla siebie, mogą więc spokojnie ominąć jego debiut literacki szerokim łukiem.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
2.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Posiadłość w Portovénere
Autor: Jacek Ostrowski
Wydawca: Prozami
Data wydania: 9 listopada 2012
Liczba stron: 240
Oprawa: miękka
Format: 145x205 mm
Seria wydawnicza: Mroczne tajemnice
ISBN-13: 978-83-932841-9-1
Cena: 33,60 zł

Komentarze

string(15) ""

~M

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
"Interesująca fabuła, barwny język, nieobojętne czytelnikowi postacie, nastrój dojmującej grozy (...)" a tak by to wyglądało na okładce ;)
16-01-2013 04:34
Patryk Cichy
   
Ocena:
0
Uuu, Rafał, pojechałeś. Mnie się ta książka o wiele bardziej podobała. Kwestia gustu, ale myślę, że obszedłeś się z nią zbyt surowo. Owszem, ma swoje niedociągnięcia, ale plasuje się raczej na biegunie pozytywnym. Uzasadniłem to dokładniej w mojej recenzji napisanej "dla konkurencji", czyli na Carpe Noctem. Gdyby to kogoś zainteresowało, zachęcam do porównania. Drugia powieść z serii Mroczne Tajemnice jest, na szczęście, dużo bardziej udana i nawet Tobie mogłaby przypaść do gustu.
Natomiast recenzja sama w sobie fajna i dobrze napisana. Tylko, że to chyba nie jest debiut: z pół roku wcześniej ukazała się poprzednia książka Ostrowskiego.
16-01-2013 09:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.