» Recenzje » Portret zabójcy

Portret zabójcy


wersja do druku

Kiepski kryminał, całkiem niezły romans

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska, Camillo

Portret zabójcy
Mix powieści kryminalnej i romansu? Czemu nie – z takiego rozwiązania korzystało wielu autorów, z bardzo pozytywnym skutkiem. Czy to połączenie sprawdziło się także w przypadku Portretu zabójcy Heather Graham?

Pewnego dnia studentka Akademii Policyjnej, Ashley Montague, jest świadkiem wypadku na autostradzie, w którym potrącony zostaje ubrany w same bokserki mężczyzna. Niebawem okazuje się, iż ofiarą był jej dawny przyjaciel. Chociaż policja jest przekonana, że Stuart Fresia na wielopasmówkę wyszedł pod wpływem narkotyków, Ashley uważa inaczej. Wie, że chłopak był dziennikarzem i pracował nad nowym tematem, który prawdopodobnie wpędził go w kłopoty. Dziewczyna prosi o pomoc swojego nowego sąsiada, policjanta Jake'a Dilessio, który obiecuje przyjrzeć się tej sprawie. Tymczasem na bagnach Everglades zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Sposób okaleczenia ciała (ucięte uszy i zdarta skóra z palców) oraz miejsce jego porzucenia przypominają serię morderstw sprzed pięciu lat, w której ginęły członkinie sekty Petera Bordona. Mimo iż jeden z członków sekty przyznał się do winy, wielu policjantów (w tym Jake) na mordercę typowało kogoś zupełnie innego. Niespodziewanie obie sprawy – wypadku oraz makabrycznych zabójstw – zaczynają się ze sobą łączyć.

Mimo iż powyższe streszczenie mogłoby sugerować trzymającą w napięciu powieść kryminalną (a może nawet thriller), stan faktyczny prezentuje się zupełnie inaczej. Owszem, fabuła jest interesująca, dużo się dzieje, mamy też kilka zaskakujących zwrotów akcji, jednak czytelnik dostaje trochę za mało kryminału w kryminale. Wiele rozwiązań podanych zostaje na tacy, powieść obfituje też w zbiegi okoliczności i szczęśliwe przypadki, których zwyczajnie jest zbyt wiele. Brak tu pokazania rzetelnej pracy policji, zbierania dowodów, a także jakiejkolwiek analizy. Przez dużą część książki Jake kręci się w kółko, ciągle wraca do przeszłości, gada i roztrząsa swoje wątpliwości, po czym nagle, cudownym trafem i bez żadnych wcześniejszych przesłanek, wszystkie elementy wskakują na swoje miejsce. Takie rozwiązania w stylu deus ex machina chwilami wydają się wręcz nieprawdopodobne. Sytuacji nie ratuje nawet dość zaskakujące zakończenie, ponieważ typowanie tożsamości czarnego charakteru przypomina rosyjską ruletkę, gdzie kluczową rolę odgrywa instynkt policyjny Jake’a i szczęście (dlaczego podejrzewał tę, a nie inną osobę, od początku do końca pozostaje zagadką).

Razi też fakt, iż autorka nie poradziła sobie z budowaniem i utrzymywaniem napięcia innego niż seksualne. Scen naprawdę dramatycznych jest jak na lekarstwo, dodatkowo w powieści dominuje lekka i swobodna atmosfera w żaden sposób nie licująca z charakterem kryminału. Ashley przez cały czas jest dziwnie beztroska i optymistyczna (podobnie jak kilka innych postaci), tak jakby widmo odnalezionych na bagnach trupów dawno się rozwiało, a życie Stuarta wcale nie było zagrożone.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Zupełnie inaczej wygląda sprawa wątku romantycznego, który rozwija się w sposób przewidywalny, aczkolwiek przyjemny w odbiorze. Para protagonistów zaczęła znajomość od gwałtownego spięcia i żywiołowej niechęci, po czym równie energicznie przeszła do ognistej namiętności i płomiennego romansu. Reakcje bohaterów oraz różne wątpliwości natury uczuciowej wydają się dobrze uzasadnione zaistniałymi okolicznościami, nie ma nadmiaru rozterek wewnętrznych czy przegadanych wynurzeń miłosnych – w tym zakresie autorce udało się zachować idealnie wyważone proporcje. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że wzajemne zauroczenie i łóżkowe akrobacje bohaterów w znacznym stopniu zdominowały fabułę, spychając na dalszy plan całą intrygę i dochodzenie policyjne.

Mieszane uczucia może również budzić kreacja bohaterów. Jake i Ashley jako jedyne postacie mają trochę bardziej rozbudowaną charakterystykę. Opisane są ich przeżycia i przemyślenia, dzięki czemu nabierają oni głębi i realizmu. Razi jednak fakt, iż ta dwójka protagonistów to chodzące stereotypy. Ashley jest typowym rudzielcem o gwałtownym temperamencie, który najpierw działa, a potem myśli, zaś Jake idealnie pasuje do schematu zdeterminowanego policyjnego mściciela, obsesyjnie pragnącego poznać prawdę. Z kolei w przypadku innych osób ma się wrażenie, iż są to papierowe kukiełki, zarysowane schematycznie, bez wyraźnie zaznaczonych cech dystynktywnych. Trudno odróżnić od siebie poszczególnych policjantów czy przyjaciółki Ashley – bohaterowie poboczni zlewają się w szary tłum bez twarzy.

Nie należy zapominać o irytującej naiwności Heather Graham i jej skłonności do przesłodzonych happy endów oraz swatania wszystkich wolnych bohaterów. Koniec powieści przynosi ze sobą prawdziwą sielankę: mamy śluby, zaręczyny, wszyscy są szczęśliwi i pełni optymizmu, a po niedawnych przeżyciach nie pozostaje nawet ślad.

Portret zabójcy to bardzo słaba powieść kryminalna, a jednocześnie całkiem niezły romans. Fani skomplikowanych zagadek, trzymającej w napięciu fabuły i licznych zwrotów akcji będą raczej zawiedzeni, jednak recenzowana pozycja świetnie sprawdza się w roli lekkiego, przyjemnego czytadła, umilającego samotny wieczór w domu.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Portret zabójcy (Picture Me Dead)
Autor: Heather Graham
Tłumaczenie: Hanna Ordęga-Hessenmuller
Wydawca: Mira
Data wydania: 30 lipca 2014
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-276-0664-8
Cena: 35 zł

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.