» Artykuły » Felietony » Porozmawiajmy o fan fiction. Część 3

Porozmawiajmy o fan fiction. Część 3


wersja do druku

Po co właściwie ludzie piszą fiki? Pytanie o motywacje

Autor: Redakcja: Michał 'Exar' Kozarzewski, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Porozmawiajmy o fan fiction. Część 3
Skoro już zaplanowaliśmy, w jaki sposób zapiszemy się w historii nauki jako ci, którzy wreszcie empirycznie przebadają piszących fiki pod kątem ich cech demograficznych, to możemy usiąść wygodnie w fotelu, wyciągnąć nóżki na podnóżku i zająć się planowaniem kolejnych kroków. Mianowicie, zadumajmy się nad niezwykle ważkim i istotnym zagadnieniem dotyczącym fan fiction: po co właściwie ludzie je piszą?

Część 1 || Część 2

W zasadzie to proste

Zacznijmy od najprostszego: pisanie fików pozwala dłużej obcować z dziełem, które się kocha. Tym samym jest przejawem niezgody na jego koniec, czy to zaplanowany przez osobę piszącą, czy też spowodowany zarzuceniem projektu. Bywa tak, że jakaś książka czy serial wzbudzają w nas tak głębokie przywiązanie, że nie mamy ich dość; i tak, zaczytywanie na śmierć powieści czy oglądanie w kółko tego samego serialu czy filmu są pewnym plasterkiem na tę ranę, ale, nie ukrywajmy – niewystarczającą. Zwłaszcza w momencie, gdy ta niezgoda na skończenie się powieści wynika z pragnienia poznania dalszych przygód. A wracając ciągle do tego samego, raczej wiemy, że niczego nowego w tym tekście kultury nie znajdziemy, nawet gdy czasami możemy mieć nadzieję, iż nasz bohater albo bohaterka jednak nie zrobią tej Głupiej Rzeczy, którą zrobili. Kto nie krzyczał nigdy na protagonistów, żeby się ogarnęli i zaczęli myśleć, niech pierwszy rzuci zakładką.

Niestety prawda jest taka, że wszystko, co się zaczyna, również się kończy – czasem dlatego, że projekt został przez autora "zawieszony” (Pieśń lodu i ognia George’a R. R. Martina), pisarzowi się umarło (cykl Koło czasu Roberta Jordana) czy też dotarł po prostu do finału. Jako fanom nie zawsze nam się ten fakt podoba, a nie możemy liczyć na to, że pojawi się Brandon Sanderson i dokończy przerwane dzieło (jak w przypadki cyklu Koło czasu) albo jakiś uzdolniony potomek rozwinie dopiero otwarty ogromny, przebogaty projekt ojca (Diuna). A poza tym, niekoniecznie chcemy czekać, aż nowa osoba złapie za pióro, napisze, a potem tekst ten przemieli wielka wydawnicza machina. Bywa, że po odłożeniu książki, obejrzeniu filmu, ostatniego odcinka czy ostatniego cinematic cut w grze po prostu chcemy więcej – i to natychmiast.

Więcej, więcej! Dajcie więcej!

Wtedy na scenę w glorii i chwale wkraczają fan fiction – nawet jeśli sami nie bardzo mamy czas, chęć albo zacięcie, aby coś napisać, zawsze są ogromne zasoby już istniejących prac na Archive of Our Own, Fanfiction.net czy nawet na Wattpadzie. Fiki pozwalają na, jak to określiła brytyjska badaczka Sheenagh Pugh, czerpanie "więcej z dzieła” (more from), jak i "więcej dzieła” (more of). Zacznijmy od końca: druga z tych motywacji pcha nas po prostu ku wszystkiemu, co pozwala nam wrócić do ukochanego przez nas świata, bohaterów czy emocji, które w nas dana opowieść wzbudziła. W takich fikach często rozwijane są już istniejące wątki, rozbudowywane biografie bohaterów – słowem, działają dokładnie tak samo jak sequele, prequele, jak również spin-offy. Z tym jednak wyjątkiem, że oficjalnie powstające teksty zazwyczaj tworzą w miarę jasną linię fabularną (nie pozdrawiamy w tym momencie uniwersum powieściowego Gwiezdnych Wojen ani komiksów superhero). Prace fanowskie z kolei mają tendencję do tworzenia odgałęzień zaczepionych w różnych momentach biografii postaci, co ostatecznie tworzy splątaną, przenikającą się strukturę, jaką najlepiej byłoby chyba nazwać kłączem, że tak sobie pożyczymy termin od Gilles Deleuze’a i Félixa Guattariego.

Urzeczywistnieniem pragnienia dalszego obcowania z ukochanym tekstem kultury będą również tak zwane parateksty, które powstają "przy okazji” jakiegoś dzieła. To tym mianem określimy wszelkiej maści przedmioty opatrzone wizerunkami ukochanych postaci albo w jakikolwiek inny sposób nawiązujące do niego. Chodzi tak o zaprojektowane, licencjonowane figurki, lalki, zeszyty, kosmetyki, kapcie, bieliznę i tak dalej, jak również o wytwarzane przez fanów choćby zeszyty, kosmetyki, lalki, naklejki czy repliki ubrań. À propos tego ostatniego – jakiś czas temu dość głośna była sprawa, gdy telewizja FOX zaczęła ścigać rękodzielniczki za sprzedawanie własnoręcznie wydzierganych na drutach czapek wzorowanych na tych, jaką nosił Jane w serialu Firefly [1].

Tak, czapek.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Kadr z serialu Firefly - Jane i budząca kontrowersje czapka

Nie wdawajmy się jednak w rozmowę dotyczącą postępowania niektórych posiadaczy praw autorskich, chociaż jest to kuszące. Wróćmy do tematu – mnogość paratekstów wytwarzanych przez fanów skłania niektórych badaczy do rozciągnięcia termin "fan fiction” również na inne twórcze aktywności: rysowanie (fan art), montaże wideo (fan video), rękodzieło (fan craft) czy cosplay. Jeśli dobrze pamiętacie – my tego robić nie będziemy, warto jednak podkreślić, że za ich wytwarzaniem bądź zbieraniem również stoi pragnienie "więcej dzieła”.

Ale dajcie też inaczej!

To skoro mniej więcej wiemy, co kryje się za "więcej dzieła”, nie żebyśmy sami tego nie mogli wykoncypować, ale zawsze lepiej mieć pewność, przejdźmy do następnego punktu: "więcej z dzieła”. To zaprowadzi nas już na zupełnie inne, ale równie interesujące pola fanowskiego kłusowania w tekstach kultury popularnej. Takie prace stanowią żywy dowód na to, że domykanie wszystkich wątków w tekstach kultury nie ma sensu nie tylko z punktu widzenia odcinania kuponów i tworzenia kontynuacji. Niewiadome doprowadzają po prostu fanki i fanów do takiej frustracji, że sami chwytają za pióra.

I właśnie te frustracje, próby odnalezienia odpowiedzi na nurtujące nas pytania, są motorem transformatywnej aktywności fanowskiej. Fandom uzupełnia w ten sposób luki, poszukuje otwartych, fabularnych furtek, przez które mogą radośnie przebiec i dopisać własne opowieści. Widzieliście może Sherlocka w produkcji BBC? Pierwszy odcinek trzeciego sezonu jest właściwie zbudowany z teorii serialowych fanów tego detektywa (acz ci pozaserialowi wysnuwali podobne), próbujących wykombinować możliwe scenariusze niekończącego się śmiercią Holmesa w upadku. To jednak nie wszystkie możliwe realizacje tego "więcej dzieła” – taka motywacja może również skłaniać piszące do pewnego rodzaju przepisywania scen, mających na celu na przykład spowolnienie wydarzeń, dodanie elementów, które w ich przekonaniu powinny się tam znaleźć. Tu wymieńmy choćby wątki związane z rozwojem relacji między bohaterami (i mówimy tu o kanonicznej – stworzonej przez autorów – jak również tej, jaką fani chcieliby, aby zaistniała). Rozwijanie związków między postaciami stanowiło zresztą jedną z pierwszych fikowych motywacji w popkulturze, gdy w pierwszych popularnych serialach w okolicach lat 60. i 70. scenarzyści skupiali się głównie na akcji, spychając na daleki plan tak trywialne kwestie jak przyjaźń czy miłość.

To również jest przejaw tej motywacji, klasyfikowanej przez Pugh jako podkategoria "a co, jeśli” (what if): a co, jeśli Sherlock przeżył? A co, jeśli Amidalę jednak by uratowano? A co, jeśli Bruce Wane jednak miał szczęśliwe dzieciństwo? A co, jeśli Doktor (Doctor Who), bracia Winchester (Nie z tego świata) i Sherlock się spotkali i razem rozwiązywali zagadki? [2] I tak dalej, i tak dalej. Pewnie sami nie raz zastanawialiście się nad tym "a co by było, gdyby”, tworząc w głowie (a może nie tylko w głowie) szalone opowieści, które przekraczały granice światów, logiki czy fizyki. Puszczaliście wodze fantazji, aby trochę dłużej zostać z ulubioną historią, a jednocześnie nieco ją dopasować do własnych gustów oraz, no właśnie, pragnień.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

"Więcej z dzieła” oraz "a co, jeśli” dają początek wszelkiego rodzaju fanowskim crossoverom, prequelom, sequelom, alternatywnym wersjom fabuł czy światów (alternative universe; AU), brakujące sceny czy fiki naprawcze. Te ostatnie mają na celu nie tyle poprawienie narracyjnych błędów scenarzystów czy autorów, co uratować od śmierci ukochanego bohatera, zwłaszcza jeśli była szczególnie dla fanów bolesna. Stąd, na przykład, mogą brać się fiki, w których Nymphadora Tonks i Remus Lupin tworzą szczęśliwą rodzinę. To są również te opowieści, w których wspomniane na początku Głupie Rzeczy się nie zdarzają, a bohaterowie nie cierpią przez ich konsekwencje. Takie myślenie życzeniowe staje się pierwszym krokiem do tego, aby samemu spróbować "naprawić”, ponieważ uważamy, że tak nie powinno się zdarzyć, czy też nasz bohater nie zasługuje na taką porażkę czy cierpienie.

A to na pewno nie wszystko

Zaproponowane przez Sheenagh Pugh kategorie motywacji są bardzo szerokie, a jednocześnie – nie mają tak naprawdę ostrych granic. Inną perspektywę przyjęła polska badaczka, Daria Jankowiak, opierając swoje rozważania na własnym badaniu empirycznym (link znajdziecie w bibliografii). To nie jedyne próby krytycznego, analitycznego opisu motywacji, jakimi kierują się piszący, ale również porządkowania istniejącej i wciąż rosnącej biblioteki fików. Intensywność oraz tempo rozrostu istniejących już baz danych zbierających fanowskie prace, jak najpopularniejsze Archive of Our Own, pokazuje, że nasz ich opis zawsze będzie o krok albo trzy do tyłu za tym, co właśnie się tam zadziewa. I to jeden z piękniejszych przejawów ludzkiej kreatywności.

Przypisy

[1] David Know, The Firefly Jayne Hat Controversy

[2] Ten crossover fandomowy ma swoją nazwę: SuperWhoLock.

Bibliografia

Jankowiak, D. (2013). Pogoń za opowieścią – analiza motywacji czytelnictwa amatorskiej twórczości fanfikcyjnej. Studia medioznawcze, 52(1), 131–141.

Pugh, S. (2005). The Democratic Genre. Fan fiction in a literary context. Seren.

Deleuze, G., & Guattari, F. (2015). Tysiąc plateau (J. Bednarek & M. Herer, Tłum.). Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana.

 

Obrazek wprowadzenia wykonany przez Nick Morrison (licencja Unsplash).

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Pamięć Światłości
Matka wszystkich bitew
- recenzja
Bastiony Mroku
Układy i spiski
- recenzja
Pomruki burzy - Robert Jordan, Brandon Sanderson
Pogrobowe grand finale
- recenzja
Żmudna sztuka światotwórstwa
Czas na wycieczkę po światach wyobrażonych
Porozmawiajmy o fan fiction. Część 2
Kto właściwie fiki pisze? Pytanie o dane
Diuna
Historia, która się nie zestarzała
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Exar
   
Ocena:
+1

Świetny artykuł, polecam :). Wśród wielu dziwnych rzeczy, które robiłem w temacie fiki, chyba najlepiej mi wyszło opowiadanie w świecie Dagome Iudex, jednej z najlepszych książek jakie czytałem, które znalazło się w RPGu, który stworzyłem, też w świecie Dagome Iudex:).

22-07-2021 19:44
Kaworu92
   
Ocena:
+2

Mi też się bardzo podobało :3

22-07-2021 20:26
aninreh
   
Ocena:
0

Dzięki, dzięki <3

22-07-2021 21:34
Tiszka
   
Ocena:
+2

Ja w sumie trochę przez te teksty sięgnęłam po fiki i nie żałuję - podoba mi się, jak transformują "kanon" :D 

24-07-2021 20:28
Asthariel
   
Ocena:
+1

Sam fan fiction nie czytałem zbyt wiele, ale jeden z uniwersum Mass Effecta był tak świetny, że porównałbym go poziomem do profesjonalnie wydanych książek - wszędzie można znaleźć coś wartego uwagi, jeśli się dobrze poszuka.

24-07-2021 22:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.