» Recenzje » Polaroidy z zagłady

Polaroidy z zagłady


wersja do druku

Last woman standing

Autor: Redakcja: Piotr 'Clod' Hęćka

Polaroidy z zagłady
Na kolejnego reprezentanta bardzo dobrej dotychczas serii Powergraphu Kontrapunkty przyszło czekać nam od kwietnia. Czy warto było wyglądać Polaroidów z zagłady Pawła Palińskiego? Zdecydowanie tak!

Teresa Szulc ma sześćdziesiąt cztery lata i z każdym dniem czuje się coraz gorzej. Mieszka w domu, który odziedziczyła po śmierci rodziców, próbując zachować go w jak najlepszym stanie. Zadanie stojące przed starszą kobietą wcale nie jest proste, bo cały czas coś domaga się jej uwagi. Byłoby prościej, gdyby mogła poprosić kogoś o pomoc. Niestety, to niemożliwe. Dlaczego? Ano dlatego, że Teresa prawdopodobnie jest ostatnim człowiekiem na świecie, który zachował świadomość. Tak, koniec świata nadszedł i nie ocalał nikt. Poza nią.

Oglądane z zewnątrz Polaroidy z zagłady wydają się być wstydliwie proste: osamotniona kobieta, prawdopodobnie ostatnia żywa i świadoma osoba na świecie, rozpaczliwie próbuje przeżyć każdy kolejny dzień. Gdzieś w tle pojawia się wątek zombi, które otrzymały u Palińskiego miano Biernych. Jeżeli czytaliście Jestem legendą, World War Z czy Apokalipsę według Pana Jana, to z pewnością wiecie, o czym mowa. Czy oznacza to, iż pisarz postawił na gwarantujący mniejszy lub większy sukces epigonizm? Oczywiście, że nie! Po prostu jego najnowsza powieść jest zdecydowanie ciekawsza, kiedy przyjrzeć się jej bliżej.

Pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę, jest drugoosobowa narracja. Zabieg ten sprawia, iż odbiorcy ciężko przejść obok opowiedzianej historii obojętnie – w końcu opowiadający zwraca się do niego wprost, jakby to właśnie czytelnik był ostatnim człowiekiem na całym świecie. A skoro już o narratorze mowa – Paliński postanowił uczynić go jednym z bohaterów Polaroidów z zagłady i zrobił to bardzo umiejętnie. Wszechwiedząca, pełna ironii i czarnego humoru postać nie pcha się na pierwszy plan, ale też nie wtapia się w tło, a jej obecność jest wielką zaletą powieści.

Specyficzna – i umiejętnie zrealizowana – narracja to jednak nie wszystko. Im dłużej czyta się tę książkę, tym wyraźniej czuje się zwichrowany, niezwykły i gorzko-słodki klimat. Teksty osadzone w realiach postapokaliptycznych często są smutne i łzawe. W Polaroidach z zagłady nie dochodzi do całkowitego odrzucenia dziedzictwa gatunku, ale do jego twórczego przetworzenia. Tragedia Teresy Szulc – starej, samotnej kobiety – jest przytłaczająca, ale komentarze wspaniale wykreowanego narratora stanowią potężną przeciwwagę. Natychmiast wyobraziłem sobie go jako bezlitosnego mężczyznę, który wygłasza kolejne bezduszne kwestie z zimnym uśmiechem na ustach. Pod koniec powieści okazuje się, że zapewniona przez jego obecność nutka szaleństwa nie jest przypadkiem – Paliński w widowiskowym finale dokonuje ponownego metaforycznego zniszczenia świata, a przemycone w tych kilku fragmentach emocje pozostają z czytelnikiem jeszcze długo po zakończeniu lektury.

Niestety, bardzo dobre Polaroidy z zagłady nie są pozbawione wad. Podstawową jest słabo rozwinięty wątek Biernych, który od początku budzi mieszane uczucia. Na początku trudno nie poczuć się znudzonym – znowu zombi! Szybko okazuje się jednak, że Paliński wprowadził te stworzenia do powieści jako dogłębnie przemyślany element. Ich geneza doskonale współgra ze światem przedstawionym, a oni sami wydają się być zdecydowanie ciekawsi niż setki ich pobratymców. No właśnie – wydają się, bo kiedy już odbiorca zdąży się nimi zainteresować, pisarz właściwie o nich zapomina. Wracają tylko w kilku fragmentach i końcówce, a szkoda. Autor mógłby rozwinąć ten wątek. Drugą bolączką jest sztywne zogniskowanie narracji na Teresie. Pomysł kompleksowego przedstawienia historii osamotnionej kobiety jest świetny, ale jego realizacja nie wyszła idealnie. Po kilku rozdziałach poświęconych opisom strachu protagonistki odbiorca przyzwyczaja się do sytuacji na tyle, że przeżywa jej dramat mniej intensywnie. Na okładce pojawia się porównanie do Drogi, ale trudno oczekiwać, aby pisarz dorównał Cormakowi McCarthy'emu, który bez wątpienia jest mistrzem mrocznego, graniczącego z naturalizmem realizmu. Paliński prawdopodobnie wyczuł to, bo w powieści pojawiają się surrealistyczne fragmenty, które tak naprawdę nakręcają fabułę. Niektóre z nich są po prostu genialne: scena z tytułowymi polaroidami czy nagłe przejęcie roli narratora przez... manekina (to nie jest zabawne, uwierzcie) zostaną mi w pamięci na długo. Szkoda, że takie wstawki pojawiają się tak rzadko – tylko rozbijają wkradające się niekiedy czytelnicze znużenie, zamiast je ostatecznie usunąć.

Polaroidy z zagłady na samym początku mnie rozczarowywały. Bałem się, że Paliński stworzył kolejną prostą powieść o końcu świata z banalnymi zombi w roli głównej. Na szczęście okazało się, iż jego plan był zdecydowanie bardziej skomplikowany, a książka jest wyjątkowo dobra. To kolejny godny reprezentant świetnych Kontrapunktów – jeżeli dobrze wspominacie poprzednie tytuły z tej serii, to po ten możecie sięgać bez obaw.

8.5
Ocena recenzenta
5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Polaroidy z zagłady
Autor: Paweł Paliński
Wydawca: Powergraph
Data wydania: 5 września 2014
Liczba stron: 272
Oprawa: twarda
Seria wydawnicza: Kontrapunkty
ISBN-13: 978-83-64384-26-4
Cena: 32 zł



Czytaj również

Polaroidy z zagłady
Nie hukiem, ale skomleniem
- recenzja
Science fiction po polsku - antologia
Solidność ponad wszystko
- recenzja
Herosi - antologia
Herosie, czy Ci nie żal?
- recenzja
Księga wojny #3
Jakub Nowak - Ciężki metal
Księga wojny
Anna Brzezińska – Jeden dzień (fragment)

Komentarze


baczko
   
Ocena:
0

Ja miałem odwrotnie - na początku Paliński mnie kupił i pomysłem, i narratorem, ale potem to pociągnął jakoś tak nijak, jakbym właśnie czytał nieco zmodyfikowane "Jestem legendą"; dlatego nie oceniłbym tej książki tak wysoko.

23-09-2014 20:40
chimera
   
Ocena:
0

Mnie w ogóle mocno ta książka rozczarowała. Może gdzieś w niej kryje się dobre opowiadanie, ale jako powieść się nie sprawdza. Szkoda, bo "Cztery pory mroku" zrobiły na mnie dobre wrażenie. 

09-05-2015 20:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.