» Recenzje » Pół króla

Pół króla


wersja do druku

O chłopcu, który nie chciał być królem

Autor: Redakcja: Alicja 'cichutko' Laskowska, Matylda 'Melanto' Zatorska, Tomasz 'earl' Koziełło

Pół króla
Świat brutalnych mężczyzn i dorównujących im w swej bezwzględności kobiet, akcja gnająca niczym lawina, wielowarstwowe intrygi, dynamiczne sceny walk, patos równoważony cynizmem – do takiej właśnie prozy przyzwyczaił nas Joe Abercrombie. Pół króla to jego debiut w młodzieżowej odmianie fantasy i można się zastanawiać, czy jego charakterystyczna szorstka i krwawa poetyka, wykastrowana nieco pod kątem nastoletniego odbiorcy, nadal robi podobne wrażenie jak powieści dla bardziej zaawansowanych wiekiem czytelników.

Yarvi to młodzieniec nadzwyczaj inteligentny, choć naznaczony jednym defektem – urodził się ze zniekształconą ręką. I nie przeszkadzałoby to w żaden sposób w jego szczegółowo zaplanowanej karierze w roli ministra – skrzyżowania doradcy, lekarza, intryganta, ergo szarej eminencji stojącej za plecami któregoś z władców powieściowego uniwersum – jednak los pokrzyżował te plany. W dość brutalny zresztą sposób – gdy zabici zostają jego ojciec i starszy brat, chłopak zmuszony jest przejąć rodzinną schedę, a jest nią… tron Gettlandu. Wydarzenie owo obfituje w rozmaite reperkusje: począwszy od zaaranżowanego małżeństwa z dziewczęciem, które było obiecane jego bratu – piękną Isirum, córką Odema, stryja młodzieńca – kończąc na zorganizowanej (w imię złożonej przez Yarviego na grobach zamordowanych bliskich przysięgi o zemście) wyprawie w celu ukarania stojącego za śmiercią króla i jego następcy władcy sąsiedniego królestwa Vansterlandu Grom-gil-Groma. I kiedy wydaje się, iż wydarzenia potoczą się wedle klasycznego schematu – winny zbrodni zostanie przykładnie ukarany, a młody monarcha panować będzie długo i szczęśliwie – Abercrombie udowadnia, iż jego literacki pazur wcale się nie stępił i dokonuje wolty, a potem kolejnej i następnej, a te fabularne zwroty sprawiają, iż wydźwięk opowiadanej przez niego historii diametralnie się zmienia.

Pisarz zresztą przyzwyczaił czytelnika do tego, iż w jego książkach nic nie jest takie, jakie na pierwszy rzut oka się wydaje. Jego maniera uprawiania literackiego ekwiwalentu tańca siedmiu zasłon, kiedy to powoli odsłania kolejne poziomy fabuły, zaskakując, a nawet szokując odbiorcę, widoczna jest również w tej powieści, choć stopień komplikacji intryg jest mniej imponujący niż miało to miejsce chociażby w trylogii Pierwsze prawo. Zatem, wedle swej sprawdzonej receptury, wpierw komplikuje życie Yarviego niemalże na zasadzie prób, jakie Bóg zsyłał na Hioba, fundując mu serię zdrad, a następnie młody król przechodzi ekstremalną szkołę przetrwania i uczy się, jak wykorzystać swe zalety (a także wady), aby osiągnąć zamierzony cel. Abercrombie, opisując jego losy, bazuje na klasycznych motywach fantasy, takich chociażby jak wyprawa protagonisty mająca na celu wypełnienie złożonej przezeń przysięgi, podczas której zyskuje on drużynę wiernych przyjaciół, a także rzeszę nowych wrogów, z którymi będzie musiał się rozprawić, nim osiągnie swój ostateczny cel. Tyle że ów kanoniczny schemat pisarz mocno przenicowuje, przekształcając wizję questu w imię honoru i sprawiedliwości w opowieść o bandzie wyrzutków, postępujących wedle zdecydowanie odmiennego niż ma to miejsce w high fantasy kodeksu wartości doprawionego tonami cynizmu. Taka skrzywiona moralność i okrutne realia wykreowanego na kartach powieści świata nie do końca wpisują się w ramy Young Adult.

Także ożywieni piórem Abercrombiego bohaterowie nie przystają do typowo młodzieżowej fantastyki, dlatego też żadnego z nich nie stawiałabym za wzór do naśladowania nastolatkom. Acz nie przeczę – są oni ukazani niezwykle wyraziście, choć na tle postaci z  Czerwonej Krainy czy Bohaterów wypadają niczym znacznie bledsze odpowiedniki ukazanych tam charyzmatycznych protagonistów. Poza tym ta paralelność wizerunków nie dotyczy całej „obsady” Pół króla. Najdobitniej widoczne jest to w przypadku Yarviego, który, przede wszystkim z racji młodego wieku, jest nowym konceptem autora. Dodajmy, że bardzo udanym. Historia młodzieńca pozornie zatacza krąg, którego punkt wyjścia i zakończenie zazębiają się niczym sploty Ouroborosa. W istocie jednak stanowią spiralę, której finał umiejscowiony jest na znacznie wyższym poziomie niźli moment zadzierzgnięcia akcji, gdyż mściciel zahartowany w ogniu i utwardzony w lodzie przeżyć, jakich doświadczył podczas swych peregrynacji, stał się zupełnie innym człowiekiem. Młody król może budzić pewne skojarzenia z bohaterami będącymi uosobieniem maksymy, iż pióro jest silniejsze od miecza – słabych na ciele, lecz o potężnym umyśle, ale takie proste przełożenie w przypadku nowego władcy Gettlandu nie wystarczy. Jego cherlawe ciało krzepnie podczas doświadczeń, w których uczestniczy i młodzieniec staje się niezłym wojownikiem, nie zatracając przy tym błyskotliwie funkcjonującego mózgu, którego działanie podsyca wiedza, jaką zdobył za pośrednictwem dwóch istotnych w jego życiu kobiet: swej matki – Złotej Królowej Laithlin i Matki Gundrink – minister rezydującej na królewskim dworze, która go przygotowywała do objęcia owej „dyplomatycznej” posady. Wpajana mu przez nie wiedza na pierwszy rzut oka bardzo się od siebie różniła, lecz w praktyce ich rady idealnie się uzupełniały.

O tym, że potrafi kreować silne i pełnokrwiste kobiety, Abercrombie przekonał nas już wielokrotnie – sztandarowym przykładem jest Monza Murcatto z powieści Zemsta najlepiej smakuje na zimno. Tym razem potwierdził tę umiejętność, na dodatek umieszczając na kartach Pół króla nie jedną, lecz kilka niewiast o dominującej osobowości. Prócz postaci drugoplanowych (wymienionej już Laithlin – handlowego geniusza i homo politicus w jednym, oraz żony Yarviego Isirum, nie tak słodkiej i niewinnej, jaką jawi się na samym początku powieści) pisarz w swoim katalogu heroin umieścił portrety kobiet, które mają nieco bardziej bezpośredni wpływ na fabułę. Ebdela Aric Shadikshirram, kapitan galery handlowej, do której wioseł przykuty został młody król, to postać niezwykle barwna – awanturnica, która nie rozstaje się z butelką, wspomina dni dawnej chwały (mocno przy okazji konfabulując) i nie potrafi pogodzić się z upadkiem kariery. Tą traumę odreagowuje na swej załodze i niewolnikach, pastwiąc się nad nimi zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a jednocześnie cynicznie określa ich mianem swej rodziny. Jej zachowanie, tudzież opis wyglądu, nasuwają podejrzenia, iż Abercrombie nie przegapił ani jednej odsłony przygód Jacka Sparrowa. Mniej wielowymiarową postacią jest Sumaela – nawigatorka dowodzonego przez charakterną kapitan okrętu, która wspiera Yarviego w planach ucieczki, a potem staje się członkiem jego drużyny – lecz nie sposób jej odmówić rozlicznych talentów, w tym logiki i determinacji.

Równie istotni dla fabuły jak niewiasty są mężczyźni, zarówno poznani przez Yarviego podczas jego rozlicznych przygód, jak i ci, z którymi łączyły go wcześniejsze relacje. Najbardziej wyraziście nakreśleni zostali towarzysze, którzy wyruszają z nim w straceńczą wyprawę pod hasłem zemsty, poznani podczas „gościny” u Abdeli. Ochmistrz Ankran, przykuty do wioseł piekarz Jaud, jego towarzysz niedoli, podstarzały awanturnik Rulf, a zwłaszcza opętany szaleństwem Nijaki stanowią mieszankę wybuchową rozmaitych typów charakterów, jednocześnie zgrabnie wpisując się w ramy niemalże kanonicznej dla fantasy drużyny. Choć ich sylwetki zostały zarysowane dość lakonicznie, tych parę cech w zupełności wystarcza, by stworzyć kompletny ich wizerunek. W miarę rozwoju akcji poznajemy bliżej ich historie i znów przekonujemy się, jak głęboko Abercrombie przemyślał swą opowieść. Co prawda jest ona nieco przewidywalna (zwłaszcza dla czytelnika znającego wcześniejsze jego książki), lecz nie wywołuje to dyskomfortu. Natomiast rażą nieco liczne autoplagiaty – niektóre sceny są kalkami tych, które pojawiły się w innych powieściach pisarza. Sam schemat kreowania postaci, kiedy żadnej z nich nie da się ocenić na podstawie prostego, czarno-białego podziału, również jest znajomy, choć w Pół króla pojawia się w wersji znacznie bardziej rozwodnionej niż miało to miejsce w książkach dedykowanych dorosłemu czytelnikowi. Nadal jednak trudno stwierdzić, czy postaci kreowane na szwarccharaktery (jak chociażby stryj Odem), rzeczywiście zasługują na to określenie, za to bohaterowie pozytywni, w tym sam protagonista, do miana kryształowego charakteru raczej nie mogliby aspirować. W książce widoczne są również inspiracje Pieśnią Lodu i Ognia – jak chociażby sama idea Czarnego Tronu, na którym zasiadają kolejni władcy Gettlandu, postać Yarviego, w pewnym stopniu przypominająca Tyriona Lannistera, czy też ministrowie stanowiący odpowiednik maesterów, z pewnymi cechami zaczerpniętymi z wykreowanych przez C.S. Friedman Magistrów.

 Służebną wobec fabuły rolę pełni ukazany w powieści świat, o którym nie dowiadujemy się zbyt wiele. Załączona mapa pozwala co prawda prześledzić trasę podróży „edukacyjnej” naszego protagonisty, lecz jego peregrynacje przypominają współczesne wycieczki turystyczne, których intencją jest pobieżne zaliczenie jak największej liczby miejsc. Yarvi wraz z towarzyszami wpierw płyną, a potem wędrują z jednej lokacji ku kolejnej, a o każdym z tych przystanków otrzymujemy szczątkowe informacje, które bardziej podsycają zainteresowanie, niźli je zaspokajają. Tak, jakby mniejsza niż zwykle objętość książki nie pozwoliła pisarzowi rozwinąć skrzydeł lub jakby specjalnie się hamował, aby nie zmęczyć ilością szczegółów młodego czytelnika. Również historia i religia uniwersum, do którego wrota przed nami otwiera, ujęte są w formie szczątkowej. Brakowało mi także bliższych informacji na temat zarówno samej instytucji ministrów, jak i odbywanego przez nich szkolenia.

Jeśli miałabym ocenić najnowsze dzieło Abercrombiego na tle pozostałych książek z jego dorobku, Pół króla nie nazwałabym szczytowym osiągnięciem. Natomiast spoglądając na tę powieść przez pryzmat fantastyki młodzieżowej, uważam, że plasuje się ona zdecydowanie w jej czołówce. Autor umiejętnie wpasował się w tego typu literaturę, nieco upraszczając typową dla siebie fabułę, która pomimo tego zabiegu wciąż intryguje, zaś dodatkowym atutem są budzący sympatię bohaterowie. To powieść o zdradzie, zemście i jej konsekwencjach, poruszająca ujęte w moralnie niejednoznaczny sposób kwestie egzystencjalne, takie jak przyjaźń, zaufanie, lojalność. I choć, parafrazując słowa pewnego polityka, pisarza nie powinno oceniać się po tym, jak zaczyna, ale jak kończy, pierwszy tom trylogii Morze Drzazg wróży Abercrombiemu sukces.

7.5
Ocena recenzenta
7.75
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Pół króla
Cykl: Morze drzazg
Tom: 1
Autor: Joe Abercrombie
Tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz
Wydawca: Rebis
Data wydania: 7 kwietnia 2015
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
Format: 132×202 mm
Cena: 34,90 zł



Czytaj również

Pół króla
Bo dwie sprawne dłonie to nie wszystko
- recenzja
Pół króla
- fragment
Pół króla
- fragment
Pół króla
- fragment
Ostre cięcia
Okruchy życia postaci starych i nowych
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.