» » Początek

Początek


wersja do druku

Harry Potter i odgrzewany kotlet

Autor: Redakcja: Aleksandra 'yukiyuki' Cyndler, Szymon 'Kaworu92' Brycki

Początek
Dokładnie wymieszaj Harrego Pottera z Eragonem, dopraw szczyptą Pokemonów, starannie usuń wszelkie strzępy oryginalności i okraś niedopieczoną fabułą. Voilá! Oto zakalec pod tytułem Początek.

Fletcher jest mieszkańcem Skór, niewielkiej osady na rubieży cywilizowanego świata, a także czeladnikiem kowala, zawołanym łucznikiem i myśliwym oraz (co zdaje się być obowiązkowe dla młodocianego bohatera powieści) sierotą. W jego ręce przypadkiem wpada magiczny zwój pozwalający na przywołanie demona, dzięki któremu chłopak odkrywa swoje magiczne moce. Zmuszony okolicznościami ucieka z rodzinnej wioski, by wstąpić do Akademii Vocanów, uczelni szkolącej magów bojowych dla królewskiej armii.

Fabułę trudno nazwać szczególnie oryginalną. Można by to przeboleć, gdyby autor zaoferował w zamian porywającą historię. Niestety nie tym razem. Matharu splata wątki znane z wcześniej wymienionych serii, starając się stworzyć coś własnego, ale wyraźnie nie bardzo mając koncept co konkretnie chce uzyskać. Mamy więc polityczne intrygi, które w gruncie rzeczy zupełnie na nic nie wpływają, plugawych orków, którzy staną się kłopotem dopiero w którymś z kolejnych tomów, problemy na tle rasowym, które zwykle rozwiązywane są z użyciem przemocy po obu stronach oraz wielki magiczny turniej na koniec roku szkolnego, który okazuje się wydarzeniem tak wypranym z emocji, że równie dobrze bohaterowie mogliby ciągnąć słomki. Wszystko to składa się na opowieść pełną sprzeczności, momentów chaotycznej i niezbyt sensownej aktywności przetykanych licznymi dłużyznami i czasowymi przeskokami, gdy tygodniami nic się nie dzieje. Pod koniec fabuła rozwadnia się wręcz do tego stopnia, że autor na szybko musi wymyślać wydumane i nonsensowne konflikty między uczniami, byle tylko zapchać czymś te kilkadziesiąt stron pozostałe do finału.

Sami studenci, podobnie zresztą jak nauczyciele i pozostałe persony dramatu, to zbieranina klisz wyjętych prosto z kanonu literatury młodzieżowej. O ile jednak w większości wypadków nie można zarzucić im nic poza wtórnością, to gdy przychodzi do głównego bohatera czytelnikowi pozostaje jedynie załamać ręce. Nie posiada on osobowości jako takiej, a jedynie luźny zbiór zalet – nienawidzi niesprawiedliwości, jest bardzo tolerancyjny i otwarty na inne rasy (w jednej ze scen całkowicie na serio planuje przeprosić nie-ludzkich bohaterów za wszelkie krzywdy doznane ze strony przedstawicieli jego gatunku), a jego poglądy na świat w ogólności, a politykę w szczególności, są tak irytująco naiwne, że doprowadziłyby do szału nawet młodszego funkcjonariusza Marchewę. A wszystko to okraszone intelektem, który nie jest w stanie przejrzeć najbardziej nawet oczywistych intryg (innych na kartach tej powieści nie napotkamy). Postacie drugoplanowe szczęśliwie nie irytują aż tak bardzo. Elficka Hermiona, krasnoludzki Ron i dwa warianty Draco Malfoya z pomagierami nie zaskakują i są skrajnie jednowymiarowi, jednak sztucznością rażą jedynie momentami, toteż dają się znieść. Również grono nauczycielskie wygląda podejrzanie znajomo, choć brak im charakterystycznych osobowości czy dziwactw, które pozwoliłyby im wybić się z tłumu.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Niczym specjalnym nie wyróżnia się również świat, który przyjdzie nam przemierzyć wraz z młodym protagonistą. Ukryte w górach elfy, pracujące w metalu krasnoludy (które jednak posiadły umiejętność produkcji muszkietów, a ich kultura wpasowuje się bardziej w klimaty baśni tysiąca i jednej nocy niż nordyckiej sagi), żyjące w dżunglach na południu kontynentu okrutne i barbarzyńskie orki. Choć gdzieś między wierszami można wyczuć, że autor planuje jakąś drobną rewoltę w tym utartym schemacie, to na razie światotworzenie nie jest najmocniejszą stroną Matharu. Jedynym co przy pewnej mierze dobrej woli można zakwalifikować jako odstępstwo od normy jest fakt, że to przyzwany demon jest dla zaklinacza źródłem many, zaś jej ilość sztywno zależy od poziomu mocy na którym znajduje się stworzenie. System ten może i pasuje do gry komputerowej, ale niezbyt sensownie brzmi w powieści. Za to sama metoda rzucania czarów jak żywo przypomina grę komputerową opartą na pierwszym tomie przygód Harrego Pottera – trudno powiedzieć, czy stanowiła ona kolejne źródło inspiracji dla autora, czy to po prostu zbieg okoliczności. Pisarz nie wykorzystał również możliwości jakie dawało mu tworzenie rozmaitych gatunków demonów, poszedł bowiem po linii najmniejszego oporu, wykorzystując znane mitologiczne stworzenia takie jak hydry, minotaury czy gryfy oraz dodając do tego kilka "zdemonizowanych" zwierząt.

Początek to powieść wtórna pod każdym możliwym względem, z absurdalną, nudną fabułą i beznadziejnymi bohaterami. Mimo to niezbyt wymagający czytelnik, który dopiero zaczyna swoja przygodę z fantastyką mógłby z lektury wynieść nieco przyjemności. Pozostałym zdecydowanie odradzam.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
4.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Początek
Cykl: Summoner
Tom: 1
Autor: Taran Matharu
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawca: Jaguar
Data wydania: 7 października 2015
Liczba stron: 424
Oprawa: twarda



Czytaj również

Narzeczona księcia
Walka o władzę
- recenzja
Początek
Młodzieżowy balsam dla duszy
- recenzja
Gen atlantydzki
Spiskowa teoria (pra)dziajów
- recenzja
Wyspa strachu
Polowanie na Svena Rozpruwacza
- recenzja
Black*Out
Walka o prawo do samotności
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.