» Recenzje » Płoń

Płoń

Płoń
Źródłem mojego zainteresowania fantastyką była chęć poznawania innych światów; im bardziej odmienne i kreatywne uniwersa tworzyli autorzy, tym bardziej się ekscytowałem. I choć ta fascynacja na przestrzeni kolejnych dwóch dekad stopniowo słabła (w dużej części przez rozczarowania, kiedy obiecywane odważne światotwórstwo okazywało się sztampą przyozdobioną kokardką), wciąż mam słabość do bogatych, zaskakujących i przemyślanych fantastycznych krain. Wady takie jak fabularne mielizny czy zbyt schematyczne postaci bledną w moich oczach, gdy wsiąknę w ciekawy świat. Jednak gdy to właśnie świat okazuje się problemem...

Ojciec Sarah zatrudnia smoka do pomocy w ratowaniu rodzinnej farmy. Ku zdziwieniu obojga do pracy stawia się nie czerwony, przedstawiciel najbardziej powszechnej rasy olbrzymich gadów, lecz niebieski. A niebieskie wiąże się z terenami rosyjskimi, które w oczach mieszkańca stanu Waszyngton w czasach zimnej wojny nie kojarzą się z niczym pozytywnym. Szybko okaże się, że pojawienie się Kazimira w życiu Dewhurstów rzeczywiście będzie miało olbrzymie konsekwencje – i to dla całej ludzkości. I smoczości właściwie też.

Zasugerowałem w pierwszym akapicie, że pewne rzeczy mi w Płoń nie pasują i to one będą stanowiły zdecydowaną większość recenzji, najpierw jednak rozwinę wątek światotwórstwa. Od czego by zacząć? Może od tego, że nic się tu nie klei: zimna wojna, wyścig zbrojeń, rasizm i homofobia, mnogie wszechświaty, smoki... Myślę, że wskazanie niepasujących elementów nie jest tu szczególnie trudne. Patrick Ness, niestety, nie zrobił absolutnie nic, żeby połączyć te kontrastujące elementy i tym samym ubarwić Płoń. Nie, wręcz przeciwnie, postanowił w ogóle się do nich nie odnosić. Smoki nie ingerują w historię ludzkości; są, ale jakby ich nie było – przynajmniej do czasu pojawienia się przepowiedni wieszczącej apokalipsę. Tyle. Gryzie się to wszystko wściekle, bo nie sposób zaakceptować tego, jak niewielki wpływ ma obecność legendarnych gadów na zastaną rzeczywistość, natomiast próby rozbudowywania któregoś z pozostałych filarów, na których ten świat – teoretycznie – się opiera, kończą się zwykle wyświechtanymi i pospiesznie domykanymi opowiastkami. Moje nastoletnie czytelnicze serduszko zachwycone niemal dwadzieścia lat temu cudem zręcznego eklektyzmu, jakim wydawał mi się wtedy Pan Lodowego Ogrodu, zostało złamane, bo tutaj absolutnie zabrakło pomysłu i zwykłego rzemiosła przy składaniu świata.

Kolejnym problemem powieści jest to, że Ness nie radzi sobie ze skalą wydarzeń. Umówmy się: fantastyka, szczególnie ta ze smokami, przyzwyczaiła nas do monumentalnych wydarzeń, wiekopomnych decyzji i odwiecznych konfliktów, czyli tego, co anglojęzyczny świat określa jako "epic". Czy da się robić fantasy inaczej? Oczywiście. Czy Ness chce? Prawdopodobnie nie, bo stawką są tu losy świata, choć zupełnie tego nie czuć. Płoń jest okropnie "ciasne" – niemal wszystkie wydarzenia mają miejsce na prowincjonalnej farmie, a kolejne wydarzenia następują po sobie w takim pośpiechu, że przynajmniej połowa bohaterów ledwo ma okazję zorientować się, o co toczy się gra, zaś poszczególne wątki (jak chociażby ten związany z rasistowskim i homofobicznym szeryfem) są okropnie pretekstowe i mierne. To nie wciągająca opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, lecz zbiór słabo powiązanych ze sobą scenek. 

Do tego dochodzą rozproszone problemy, które dotykają wielu różnych aspektów powieści. Nawet gdyby Ness lepiej skonstruował Płoń, to te kiksy byłyby w stanie popsuć przyjemność z lektury. Bo jak przymknąć oko na to, że autor ani trochę nie radzi sobie z przedstawieniem żałoby głównej bohaterki po śmierci najbliższych jej osób? Nie skłamię, kiedy stwierdzę, iż to najsłabsza literacka próba pokazania tych emocji, jaką czytałem od lat. W pewnym momencie zastanawiałem się, czy pisarz przypadkiem nie zapomniał o uśmierceniu ojca i chłopaka nastolatki kilka stron wcześniej, bo Sarah, cóż, po prostu zajmuje się innymi sprawami. Co jeszcze? Malcolm, jako dziecko odebrany rodzicom, w trakcie trwającego właśnie końca świata postanawia odnaleźć swoją alternatywną wersję. Jak chce to zrobić? Podobno jego przybrana matka zdenerwowała się raz w ciągu siedemnastu lat i powiedziała coś o "podłych dalekich krewnych biednych nieżyjących państwu Ottaviano". Po pierwsze: to nie ma sensu. Po drugie: czy istnieje na świecie ktoś, kto może wypowiedzieć to wszystko bez złamania języka, kaszlu lub chichotu? Nie jestem przekonany, a jeśli efekt miał być tragikomiczną stylizacją, to żart ominął mnie szerokim łukiem, bo pozostała część powieści raczej czarnym humorem nie grzeszy. 

Co dobrego mogę powiedzieć o Płoń? Niewiele. Na pewno nie nudzi, ale też nie fascynuje. Można przez nią przebrnąć dość sprawnie, kiedy zamknie się oczy, żeby nie dostrzegać olbrzymich wad. Na pewno nie jest obrzydliwa, nie ma w niej nic szkodliwego czy odrzucającego. Wręcz przeciwnie: przesłanie o stawianiu na niezależność, wierze we własne siły i dbaniu o najbliższych dla wielu czytelników będzie zastrzykiem pozytywnej energii. Zastanawiałem się zresztą czy nie jestem wobec niedostatków powieści zbyt surowy, bo może kierowana jest do nieco młodszych czytelników, ale szybko się tej myśli pozbyłem. Sceny bezdusznych morderstw i ludobójstwa nie powinny być serwowane dzieciakom, nawet tym dojrzalszym. Poza tym na dobrą literaturę zasługują wszyscy, nie tylko dorośli. Ness niby opowiada stosunkowo poważną (o ile przymkniemy oko na wszystkie jej niedostatki) historię, lecz jednocześnie serwuje odbiorcom banały na tematy społeczne. Uwielbiam opowieści osnute wokół inkluzywności, ale związane z nią wątki w tej konkretnej powieści są miałkie.

Nie spodobała mi się ta powieść ani trochę, a najlepsze co mogę o niej powiedzieć to to, że nie jest szczególnie nudna, bo akcja toczy się wartko. Jest też nieszkodliwa, a wręcz pouczająca, w nieco moralizatorskim tonie charakterystycznym dla wielu książek dla dzieci. Nie brzmi to, jak wielka pochwała, prawda? Wystarczyło mi pierwsze kilka spośród prawie trzydziestu rozdziałów, żeby zacząć marzyć o dobrnięciu do ostatniej strony, a chwila nadziei przy rozpoczęciu drugiej części była dosłownie chwilą. Myśl o tym, że Płoń doczeka się kontynuacji przeraża mnie, lecz, niestety, to właśnie sugeruje epilog. Od mojej poprzedniej – udanej! – styczności z prozą Patricka Nessa przy okazji Siedmiu minut po północy minęło dziesięć lat, ale nie wiem, czy drugie tyle wystarczy, abym zapomniał, jak słabą powieścią uraczył mnie tym razem. 

3.0
Ocena recenzenta
3
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Płoń
Autor: Patrick Ness
Tłumaczenie: Agnieszka Hałas
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 26 września 2023
Liczba stron: 408
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-8335-004-2
Cena: 52,90 zł



Czytaj również

Siedem minut po północy
A kiedy przyjdzie także po mnie...
- recenzja
Siedem minut po północy
Wstaniesz, w końcu wstaniesz, wszyscy wstajemy
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.