» Opowiadania » Perfumy, szczur i dwa buzdygany

Perfumy, szczur i dwa buzdygany


wersja do druku
Redakcja: Marigold

Perfumy, szczur i dwa buzdygany

Urbs było naprawdę pięknym miastem. Świetnie zorganizowane, przestronne, z szerokimi alejami, którymi można było przemierzyć je całe. Panowały zawsze ład i porządek, a mieszkańcy wiedli szczęśliwe życie.

Stwierdzenie, że ten stan pamiętają jedynie najstarsi mieszkańcy miasta, można bez ogródek nazwać wszetecznym kłamstwem. Pamiętało zapewne kilkuletnie zaledwie dziecko, które Fetysz miał właśnie wątpliwą przyjemność oglądać. Co było nie tak z dzieckiem? Było brudne, wychudzone, zapłakane. Biegło, łkało, ale nie przykuwało uwagi przechodniów. Mieli własne problemy. Wielu straciło właśnie kogoś bliskiego, inni zajęci byli szukaniem schronienia przed panującym chaosem, a reszta, próbując odciąć się od otaczającego ich świata, odurzała się różnymi świństwami. A Fetysz? Do której grupy się zaliczał? Na pewno nie do pierwszej, już od dawna nie miał nikogo, był sam. Wpisywał się w inną, bardzo wąską, grupę społeczną, która poniekąd znalazła antidotum na beznadziejność czasów, w jakich przyszło im żyć. Do tej grupy należeli ci, którym szalejąca na obrzeżach i wewnątrz miasta zawierucha odebrała rodziny, pracę czy pasję. Ratując resztki jestestwa, próbując ochronić się przed popadnięciem w stan szaleństwa, zajęli się zbieractwem.

Czasu, kiedy mieszkańcy Urbs uskuteczniali owo zajęcie, najstarsi obywatele miasta naprawdę nie pamiętali. Nie było to jednak zbieractwo takie jak to popularne w epoce Zanim Powstały Miasta. Fetyszopodobni zbierali fanty, czyli wszelkie odpadki powstałe wskutek wojny. Nieważne było, przynajmniej z początku, czy fant miał postać odrąbanej głowy żołnierza jednej z walczących stron, kawałka płótna nasączonego krwią jakiegoś nieszczęśnika czy jakiejkolwiek innej rzeczy, która właśnie straciła właściciela. Zbierano wszystko. Zbierano a później transportowano do nor (regularnymi mieszkaniami tych kawałków przestrzeni ograniczonych kikutami ścian nazwać się nie dało).

Ta wojna nie było okrutniejsza, głośniejsza czy dłuższa niż jakakolwiek inna. To, że mieszkańcy Urbs, nieboracy, jedną stronę konfliktu znali jako Okupantów a drugą jako Najeźdźców nie było niczym nadzwyczajnym. Nieznacznie ponad szarość i bylejakość wybili się ci o podobnych zainteresowaniach co Fetysz. Kiedy zapadał mrok, dochodzący zewsząd zgiełk cichł i widoczne cały dzień na horyzoncie słupy dymu zlewały się z bezgwiezdnym firmamentem, a do życia budził się zupełnie inny Poligon. Jego tożsamości nie definiowali przegrupowujący się wojowie Okupanta. Zmieniając swych zmęczonych, umazanych krwią i zdziesiątkowanych braci, wypełniali oni zupełnie puste o tej porze ulice miasta. Podążali tymi szerokimi niegdyś-alejami, niczym robactwo wypełniali wąskie poboczne uliczki. Przychodzili nie wiadomo skąd i odchodzili nie wiadomo dokąd. Jednak podczas całej tej rytualnej wędrówki omijali centralny niegdyś-plac miasta, który dziś można nazwać polem.

Przesądni Okupanci nie śmieli zapuszczać się na teren zajmowany przez Milczący Targ. Każdej nocy pustą przestrzeń, otoczoną połamanymi kolumnami i zburzonymi budynkami, dziko rosnące krzewy i zioła musiały dzielić ze zbieraczoholikami. Dla Fetysza i jemu podobnych był to kulminacyjny punkt doby. Nocą, niekiedy przy blasku księżyca, a częściej pochodni, przedstawiciele tej osobliwej klasy społecznej urządzali małą giełdę. Z niespotykaną witalnością, satysfakcją i ciszą podobną do tej, jaka poprzedza wybuch wulkanu po wielu stuleciach uśpienia, wymieniali się fantami nabytymi w czasie ostatniej wędrówki słońca za horyzont. Szczególnie osobliwie wyglądały negocjacje, kiedy za odseparowaną od pierwotnego właściciela głowę Najeźdźcy dawano początkowo jeden, później dwa buzdygany Okupanta, dorzucano flakonik jakichś pachnideł i wieńczono wszystko truchłem szczura, który miał tego dnia wyjątkowego pecha.

Każdy, kogo taka sesja ukontentowała, udawał się ze swoimi skarbami na spoczynek, aby później w towarzystwie Jutrzenki przemierzyć miasto i wzbogacić się o nowe fanty… Bo ile, u licha, takie szczurze truchło można trzymać?!




Czytaj również

Księga wojny #3
Jakub Nowak - Ciężki metal
Księga wojny
Anna Brzezińska – Jeden dzień (fragment)

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.