» Recenzje » Pan Lodowego Ogrodu. Tom 3 - Jarosław Grzędowicz

Pan Lodowego Ogrodu. Tom 3 - Jarosław Grzędowicz


wersja do druku

Wypluły go gwiazdy

Autor: Redakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Pan Lodowego Ogrodu. Tom 3 - Jarosław Grzędowicz
Na początku trzeciego tomu Vuko Drakkainen wyrusza w podróż lodowym drakkarem do tytułowego Lodowego Ogrodu, aby stanąć oko w oko ze swoim przeznaczeniem. Natomiast młody cesarz-na-wygnaniu zdecydował oddać się w niewolę Ludzi Niedźwiedzi, gdyż uznał to za jedyny sposób, aby przekroczyć granicę wrogiej krainy. Głównych bohaterów czeka długa i ciężka droga, zanim dojdą do celu, jak tym razem poradzą sobie z przeciwnościami losu?

Bardzo charakterystycznym elementem powieści jest przeplatanie motywów typowych zarówno dla science-fiction jak i dla fantasy. Vuko jest wyposażony w najnowsze technologie, lecz nie są to lasery i wyrzutnie rakiet, a m.in. misternie wykonane miecze, bardziej wytrzymałe niż najtwardsze metale czy system wspomagania o nazwie Cyfral (który wraz z pewnymi doświadczeniami trochę zmienia swoją postać). Wszystko to, aby nie wzbudzić w ludności autochtonicznej szoku kulturowego i nie naruszyć równowagi owego świata.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Przygody głównych bohaterów są dynamiczne, a stworzone przez autora uniwersum różnorodne i tętniące życiem. Dużo akcji i świetne opisy powodują, że książkę czyta się z znacznym zaangażowaniem. W powieści występuje kilka wątków fabularnych – głównym są perypetie Vuko Drakkainena oraz Filara, następcy Tygrysiego Tronu. Te dwie historie toczą się niezależnie, przynajmniej na pozór. Oba wątki zostaną połączone dopiero pod koniec trzeciej części dzieła. Do tego czasu odbiorca może mieć wrażenie, że czyta dwie zupełnie inne powieści.

Kreacja tych bohaterów jest atrakcyjna, z kilku powodów - obaj eksplorują nieznane im krainy, poznają kulturę i obyczaje miejscowej ludności, stają się naocznymi świadkami problemów trapiących owe ludy. Zarówno Vuko jak i Filar pochodzą z różnych światów – Chorwat z polskimi korzeniami przybył z Ziemi, natomiast Filar wychowywany był na dworze cesarskim, przez co "normalny świat" znał tylko z opowieści innych. Dzięki temu zabiegowi czytelnik poznaje Midgaard w różnych odsłonach.

Świat przedstawiony jest kompletny, ma swoich bogów, tradycje, historię, różne odmienne od siebie ludy, wiarę w magię i w moc modlitwy, a nawet kosmologię i demonologię. Powieść zawiera w sobie wiele dychotomii: Midgaard jest niesamowicie różnorodnym miejscem. W tym świecie występuje wiele smutku (np. Dolina Pani Bolesnej), odrazy do życia, a na przeciwległym biegunie znajduje się uwielbienie egzystencji przypominające nam kulturę Dalekiego Wschodu (tradycje Amitrajów). Grzędowicz stworzył zupełnie nową, tętniącą życiem i atrakcyjną dla czytelnika rzeczywistość, pełną różnic, w równej mierze brutalną i krwawą, jak subtelną i dystyngowaną.

Znaczna część naszej rodzimej fantastyki jest płytka, bezrefleksyjna i nastawiona na prymitywną ludyczność, a przede wszystkim – nadzwyczaj prosta. Pan Lodowego Ogrodu jest przykładem, że fantastyka nie musi być banalnym dziełkiem na dwa czy trzy wieczory, że "nawet fantastyka" może wpisywać się we współcześnie panujące nurty w literaturze i wiele na tym zyskiwać - powieść Grzędowicza stanowi świetny przykład utworu postmodernistycznego.

Pan Lodowego Ogrodu to dzieło misternie skonstruowane, każdy element jest pieczołowicie dobrany i precyzyjnie obrobiony. Grzędowicz zawarł w swojej powieści wiele egzystencjalnych refleksji – z ust bohaterów powieści możemy usłyszeć rozmaite teorie o roli władcy w społeczeństwie, o samym społeczeństwie (które w sposób symboliczny świetnie ukazują współczesną mentalność), a także o wojnie, pokoju, życiu, miejscu człowieka w kształtowaniu historii. Autor stawia pytania, ale tylko na część z nich odpowiada, pozostawiając tym samym miejsce na samodzielną interpretację.

W dziele Grzędowicza odbiorca znajdzie liczne odniesienia do kultury europejskiej. Część z nich jest wyłożona explicite i wymaga od czytelnika jedynie czytania ze zrozumieniem, inne natomiast żądają od niego wiedzy i zaangażowania intelektualnego. Tym drugim rodzajem są nawiązania do modernizmu (który postmodernizm neguje). Wyrażone są one poprzez bezpośrednie nawiązania do Josepha Conrada i jego Jądra ciemności oraz do Ulissesa Jamesa Joyce'a.

Pan Lodowego Ogrodu jest powieścią intertekstualną, eklektyczną (łączy różne konwencje i zamyka je w jedną narracje) i samoistną – autor nie odtwarza rzeczywistości, on ją kreuje. Grzędowicz nawiązuje do twórczości Sapkowskiego, również pisarza postmodernistycznego, do braci Grimm, Jamesa Matthew Barriego, Hieronima Boscha, piosenkarki Jeanette, a także do mitologii nordyckiej. Występuje również cykliczność dziejów, będąca jednym z charakterystycznych elementów tego nurtu. W powieści wszystko ma swoje znaczenie – od imion bohaterów, po nazwy miejsc, przez motta na początku każdego rozdziału. Nawet forma utworu wskazuje na jego powiązania z literaturą postnowoczesną – autor wykorzystuje różne konwencje, np. fantasy, sf, powieści przygodowej, sielanki, realizmu magicznego czy oniryzmu, lawiruje między planami i zmienia sposoby narracji.

Dzieło Grzędowicza ocieka postmodernizmem. Wielopłaszczyznowość i możliwości interpretacyjne powodują, że ta lektura może być odczytywana na różne sposoby, a koniecznym i niezbędnym elementem do tego jest odbiorca. Dlatego z czystym sumieniem tę powieść polecam każdemu – utwór nie jest przeznaczony tylko miłośnikom fantastyki, ale także wielbicielom dobrej literatury popularnej. Pan Lodowego Ogrodu to jedna z najlepszych fantastycznych książek, jakie miałem okazję przeczytać. Jarosław Grzędowicz zawarł w swojej powieści wszystkie elementy, które cenię sobie w literaturze. Na szczególne uznanie zasługuje struktura powieści, intertekstualność, a także kreacja świata i głównego bohatera.

Galeria


Tytuł: Pan Lodowego Ogrodu
Cykl: Pan Lodowego Ogrodu
Tom: 3
Autor: Jarosław Grzędowicz
Autor ilustracji: Daniel Grzeszkiewicz
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 27 listopada 2009
Liczba stron: 504
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
ISBN-13: 978-83-7574-166-7
Cena: 33,00 zł



Czytaj również

Komentarze


gelaZz
   
Ocena:
0
Dużo mądrych słów w tej recenzji ;p
nie potrzebny spojler o spotkaniu bohaterów,
niezbyt mi się ta recenzja podoba...

A jeśli chodzi o książkę to bardzo dobra :)
09-03-2011 20:17
Dawidek
   
Ocena:
0
"Przygody głównych bohaterów są dynamiczne" - łoj nie wia, właśnie że dynamizmu w tej części jest raczej mało.

"Oba wątki zostaną połączone dopiero pod koniec trzeciej części dzieła." - wspaniały spoiler ;)
09-03-2011 20:19
~Sayonara

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Po świetnym tomie 1, przyzwoitym tomie 2, tym razem Grzędowicz zaserwował nam powieść dość średnią.

Nie podzielam zachwytów recenzenta, tak jak napisał Dawidek - dynamiki jest w tej części tyle co kot napłakał. I jakkolwiek nie uważam tego za wadę, czytałem sporo świetnych książek, gdzie scen akcji było nawet mniej, to III tom cyklu Grzędowicza był dla mnie nudnawy. No może historia Filara wybija się na plus. Ale spodziewałem się więcej po autorze.

Mam nadzieję, że w IV tomie Grzędowicz wróci do wysokiej formy :)
10-03-2011 10:30
~MaTi

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Również nie oceniam tomu III tak wysoko jak recenzent; dla mnie najlepszym elementem pracy Grzędowicza jest końcówka części I, zdania na razie nie zmienię.
Troszkę czepialstwa:
" (..)głównym są perypetie(...) " - na razie są dwa wątki, więc powinno być "głównymi" .
No i te mnożące się powtórzenia ( vide akapit 5 dla przykładu, jest więcej, niestety).
"(...)przeznaczony tylko miłośnikom fantastyki(...) " - przeznaczony dla miłośników.
"(...)od imion bohaterów, po nazwy miejsc, przez motta na początku każdego rozdziału. " - czy aby fragment z "przez " nie powinien być w środku?
"(....)najlepszych fantastycznych(...) " - wiem, o co recenzentowi chodzi, ale w takim układzie wygląda to dziwnie.
Na koniec pytanie - o jaką piosenkarkę o pseudonimie Jeanette chodzi? Bo te panie które ja kojarzę, nijak nie pasują...
I jeszcze ta "prymitywna ludyczność " plus to, co ja poprzedza... Trochę to krzywdzące dla ogółu.
10-03-2011 12:37
karp
   
Ocena:
0
A ja mam nadzieję, że tomem IV definitywnie zakończy cykl, bo już na to pora ;)

Co do recenzji - mocno przegadana. Ot chocby:
Wielopłaszczyznowość i możliwości interpretacyjne powodują, że ta lektura może być odczytywana na różne sposoby, a koniecznym i niezbędnym elementem do tego jest odbiorca.

O co chodzi w tym zdaniu? Aby ta książka mogła być odebrana w różny sposób musi mieć odbiorcę? A która książka moze być odczytywana w jakikolwiek sposób bez odbiorcy - czytelnika?

Szanowny recenzencie - najpierw czytelnie, zrozumiale, a potem dopiero skwareczki. Z tego co pamiętam wierszówki tu nie płacą ;)
10-03-2011 12:49
Ainsel
   
Ocena:
+1
Tom 3 Pana Lodowego Ogrodu to strasznie kiepska książka. Ledwo doczytałem, a autora recenzji proszę żeby mi wysłał własny egzemplarz, może w nim znajdę te intertekstualne, eklektyczne, samoistne, dychotomiczne i postmodernistyczne dzieło, którego w moim zabrakło :)
10-03-2011 17:51
malakh
   
Ocena:
+1
Widać ktoś tu ma wybrakowany egzemplarz, bo i u mnie można znaleźć bardzo dużo.

Absolutnie nie nazwał bym tomy III kiepską książką.
10-03-2011 18:51
Dawidek
   
Ocena:
0
III kiepski nie jest - chociaż liczyłem, na coś więcej, jakiś taki kop w tyłek jak w przypadku I, no i może rehabilitację po II.
Proste odwołania do świata kultury nie czynią go wyjątkowym, przynajmniej w moim odczuciu.
A te wszystkie pytania egzystencjalne o sprowadzają się do prostego: wielka władza = wielka odpowiedzialność. Tej wielości odczytań też nie widzę, ale to może pżes mojom głópotem.
10-03-2011 19:32
~Magharon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Pierwszy tom był fajny, oczywiście z przymrużeniem oka, bo Grzędowicz Ameryki nie odkrył.

Główny motyw czyli to że bohater trafia ze świata nam znanego (założenia cywilizacyjne) do "średniowiecza" jest żywcem zerżnięty ze Strugackich ("Trudno być Bogiem"), włącznie z tym że wcześniejsi badacze którzy tam trafili uzurpują sobie władzę na miarę bogów. Pierwszy tom był fajny bo Vuko jest taki pro. Trafia do świata gdzie żyją tacy podkolorowani wikingowie (wikingowie są pro), walczy kataną (sztuki walki są pro), a nawet pali fajkę (też pro, fajka - Gandalf, krasnoludy, ciepło na sercu). W zasadzie jedyny element który broni się sam, to język Grzędowicza, jest świetnym gawędziarzem i dobrze się go czyta, tak po prostu gładko wchodzi.

Amitrajowie to tacy Japończycy zalewani przez mongołów. Nie rozumiem zachwytu autora recenzji nad różnorodnością świata Grzędowicza. Wystarczy spojrzeć na okres XIII wieku na naszym świecie, w różnorodność kulturowa będzie tak wielka, że łeb urywa. Wystarczyło napisać powieść historyczną.

Drugi tom robi się już mętny, trzeci jest już tak wymuszony, że aż boli. Nie ma już żadnego usprawiedliwienia dlaczego akcja nie dzieje się w naszym średniowieczu podkolorawnym magią (kowce?), bezsensowny epizod z niewolą Filara, który w zasadzie można wyciąć z książki, fabuła w żaden sposób by się nie zmieniła.

I to nieszczęsne "Jądro ciemności". Tym motywem poczułem się dotknięty, bo autor potraktował mnie jak idiotę. Od początku było wiadomo na czym się wzorował, ale w momencie kiedy Vuko mówi to wprost, to pan Grzędowicz strzela sobie w stopę.

Pisałem już kiedyś recenzję 3 tomu na Polterze, dlatego dobija mnie to jak widzę, że cykl jest tak wysoko punktowany. A jest po prostu słaby, to książki do pociągu, albo poczekalni u lekarza.

Polecam cykl Ziemiomorza le Guin, Amber Zelaznego, Tolkiena, Strugackich, Czarną kompanię Cooka, "Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley, to tam znajdują się źródła tych ciągle powtarzanych motywów.
10-03-2011 21:19
Sienio
   
Ocena:
0
@MaTi - chodzi oczywiście o ten kawałek: http://www.youtube.com/watch?v=SLx rrE6wC5I (w książce s. 411, ale motyw przewija się w całym rozdziale "Nasza Pani Bolesna")

@karp - oczywiście odbiorca zawsze jest potrzebny, tutaj raczej chodziło mi o to, że potrzebny jest uważny odbiorca, bo samo przeczytanie powieści, bez żadnej refleksji, spłyci książkę. Sorki, za tę niejasność :)

Niech przykładem do powyższej tezy będzie IKSIŃSKI - aby poznać piosenkę, do której nawiązywał Grzędowicz, wystarczyło wpisać pierwszą linijkę z podanego w książce tekstu. Jeśli czytelnik tego nie zrobił, a nie zna tego utworu, to nie będzie wiedział do kogo i do czego autor nawiązuje, nie pozna też treści piosenki (co w dobie Tłumacza Google'a jest nadzwyczaj proste), która może odkryć głębszy sens sceny/wydarzenia/rozdziału itp., czy chociażby nadać klimat i poszerzyć kontekst.

Właśnie na tym m.in. polegają utwory postmodernistyczne, że trzeba coś wiedzieć albo dowiedzieć się czegoś na jakiś temat, aby móc w pełni odczytać warstwą symboliczną książki. W całym PLO jest mnóstwo odniesień i symboli.

@Magharon - w książce przeplatają się różne motywy, autor wielokrotnie nawiązywał do innych powieści, do kultury europejskiej, zarówno dawnej jak i współczesnej, ty nazywasz te elementy wadą, ja zaletą.


***
Jeśli chodzi o intertekstualność, eklektyzm i inne cechy, które wymieniłem, to nie sposób ich wszystkich wskazać - za dużo czasu musiałbym na to poświęcić, ale zachęcam do ponownego przeczytania PLO #3, jak i poprzednich części :)
11-03-2011 00:39
karp
   
Ocena:
0
@ Sienio
Polecam sprawdzic w Tlumaczu Googla ponizszy tekst:
http://www.azlyrics.com/lyrics/nic kcavethebadseeds/omalleysbar.html
Łatwe? Owszem, a jeszcze bardziej zabawne.

Zaiste pełnią postmodernizmu jest poezja przełożona przez Googla - konteksty są bardziej zrozumiałe ;)
11-03-2011 10:01
Sienio
   
Ocena:
0
Nie chodzi bynajmniej o to, że Google przełoży tekst piosenki z dokładnością Boya-Żeleńskiego - bo to absurd. Chodzi o poznanie treści, a do tego (na podstawowym poziomie) w zupełności starczy właśnie prosty Tłumacz Google'a. Z resztą to jeden przykład, można jeszcze na wiele sposób zdobyć tłumaczenie piosenek.
W tym wypadku istotny jest cel - poznanie kontekstu. Takie elementy zawsze mają swoją genezę, nie zostały umieszczone w książce z przypadku.
Odbiorca nie może zakładać, że skoro on nie zna kontekstu, to go tam nie ma. To chyba dobrze, że autor zakłada, że jego czytelnik ma pewien poziom wiedzy, że będzie zainteresowany jej poszerzeniem. Zawsze powtarzam, że lepiej równać w górę, nie do dołu :)
11-03-2011 11:21
~punktura

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wydaje mi się, że zarzut jest innego rodzaju.

Nie chodzi o to, czy tekst odsyła do innych tekstów (w szerokim rozumieniu "tekstów kultury"), bo nawet reklamy telewizyjne odsyłają (np. reklamy Mumio są IMO 10 razy bardziej postmodernistyczne, intertekstualne, eklektyczne etc. niż PLO). Chodzi o to, W JAKI SPOSÓB odsyłają, jaka jest wartość dodana tego przetworzenia. A Grzędowicz właśnie robi to w sposób bardzo prymitywny, z subtelnością młota.

Natomiast rzeczywiście ma duży talent narracyjny.
11-03-2011 12:49
~historyk

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
tom 1 - dobry
tom 2 - przyzwoity
tom 3 - chała, chała, po trzykroć chała. Grzędowicz powinien się wstydzić, że puścił takiego smrodliwego bąka
12-03-2011 02:54
~Magharon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@punktura - no właśnie. W dobrej powieści postmodernistycznej nie chodzi o to aby wrzucić do jednego gara dziesiątki oklepanych motywów - co zrobił pan Grzędowicz (zresztą w dosyć prymitywny sposób). Ale żeby na podstawie tych dziesiątek oklepanych motywów otrzymać "nową jakość" :p. Jako przykład mogę polecić sagę wiedźmińską papy Sapka, albo Pieśń lodu i ognia Martina.
14-03-2011 12:33
~Magharon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Sienio - a propo poznawania kontekstu, tak sobie myślę że najlepszą frajdą w czytaniu tego typu książek jest samotne dochodzenie do tego skąd autor zaczerpną jakiś motyw. W "PLO" w zasadzie brakuje tylko przypisów w stylu: "dany wątek, drogi czytelniku znajdziesz w tej książce". No przepraszam ale to już żenada, brak szacunku dla siebie i czytelników. No chyba że książka przeznaczona jest dla określonego grona czytelników tzn. 15-17 lat. Ja też wtedy czytałem coś, co z obecnego punktu widzenia jest słabe, jak DragonLance, czy opowiadania ze świata Warhammera. A są to książki pisane wręcz taśmowo, oparte na tych samych motywach, tylko dekoracje się zmieniają, coś jak książki Toma Clancy.
14-03-2011 12:44
Sienio
   
Ocena:
0
Różnimy się więc w ocenie jakości nawiązań, jakie Grzędowicz zawarł w "PLO". Wg mnie są bardziej subtelne, niż np. w książkach z DragonLance czy Warhammera, a na pewno nie przypisałbym im subtelności młota :)

Oprócz sagi Martina i ASa, chciałbym w takim razie jeszcze zwrócić uwagę na jedną postmodernistyczną książkę. Chodzi o "Żmiję" Sapkowskiego. Dzieło ASa jest dziełem postmodernistycznym, na rynku fantastycznym zostało przyjęte bardzo chłodno (mówiąc eufemistycznie), a to m.in. dlatego, że nawiązania do innych tekstów kultury było trudno odczytać, a konstrukcja książki też nie była łatwa. Moim zdaniem - powieść Sapkowskiego okazała się za trudna dla przeciętnego czytelnika. Porównując "PLO" i "Żmiję", dzieło Grzędowicza wypada blado (patrząc na elementy postmodernistyczne), ale porównując "PLO" do innych polskich książek fantastycznych, uważam że to bardzo ciekawy cykl.

Podsumowując wątek postmodernizmu - uważam, że "PLO" jest tak skonstruowane, aby dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Dla wymagającego czytelnika może to okazać się za mało, ale wydaje mi się, że takich osób jest znacznie mniej. Natomiast mniej wymagający odbiorca zadowoli się nawiązaniami do kultury europejskiej czy innych utworów wyłożonymi w taki sposób, jaki mogliśmy przeczytać.
15-03-2011 19:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.