» Recenzje » Opowieści celtyckie. Początek

Opowieści celtyckie. Początek


wersja do druku

Gallia est omnis divisa in partes tres…

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło

Opowieści celtyckie. Początek
Juliusz Cezar jest jedną z najbardziej fascynujących postaci historycznych. Nie dziwi więc fakt, iż jego analiza, ba – nawet wiwisekcja, stanowi powtarzający się, niczym refren, motyw zarówno w literaturze, filmach, jak i serialach. Czegóż to z wielkim wodzem i politykiem nie czyniono – stawiano mu spiżowe posągi, by, za chwilę, całkowicie go odbrązowić, przedstawiano z perspektywy wrogów i przyjaciół, obnażano każdy, nawet najbardziej błahy, szczegół jego kariery... W pierwszym tomie Opowieści celtyckich, zatytułowanym dość przewidywalnie: Początek, Karolina Janowska sięga ku pierwocinom cezarowej drogi ku władzy, jednocześnie przybliżając postać jego przeciwnika – Wercyngetoryksa.

Dawno, dawno temu w wiosce Awernów przychodzi na świat syn wodza plemienia Cetyllusa, a szczęśliwy ojciec nadaje mu imię Galavan. Porodowi towarzyszą rozliczne magiczne znaki oraz proroctwa, wraz z tym najważniejszym, wygłoszonym przez czarownicę i wojowniczkę Scatah – iż niemowlę predestynowane jest do wielkich czynów, a w przyszłości pisane jest mu stać się Wielkim Królem Wojowników, który zjednoczy celtyckie plemiona. W tym samym zaś czasie, acz innym miejscu, do domu powraca po kampanii na Wschodzie Gajusz Juliusz Cezar, pragnąc od tej pory przede wszystkim kultywować szczęśliwe życie rodzinne u boku ukochanej żony – Kornelii i córeczki Julii. Losy tych dwóch bohaterów, nierozłącznie ze sobą splecione, choć na razie jeszcze jeno na odległość (prócz jednego, przypadkowego i przelotnego spotkania), będzie nam dane obserwować z różnej perspektywy.

Narracja toczy się bowiem równolegle, z punktu widzenia Galavana i oczyma Cezara, choć w obu przypadkach prowadzona jest w trzeciej osobie, za sprawą wszechwiedzącego narratora. Wydarzenia płynnie (lub nieco mniej płynnie) wzajemnie się przenikają, autorka przeskakuje z celtyckich wiosek do serca Rzymu, z siedziby druidów nad Morze Śródziemne, wreszcie z tajemniczego obozu szkoleniowego wojowników przenosi czytelnika do siedziby Senatu. Mimo, że zmienia się miejsce akcji, nie ma to znaczącego wpływu na sam sposób prowadzenie opowieści, choć nie da się zaprzeczyć, iż Janowska starała się wprowadzić pewne stylistyczne modyfikacje, w momencie, kiedy opowieść "przerzucana" jest od jednego protagonisty ku drugiemu. Są to jednak zmiany tak minimalne, iż cały czas ma się wrażenie, że zatraca się jednostkowy podział, a Wercyngetoryks mógłby przemawiać ustami Cezara i vice versa. Nie jest to, co prawda, odczucie towarzyszące podczas całej lektury, gdyż akcja rozgrywa się w kompletnie odmiennych realiach, a dojrzałemu politykowi przeciwstawiony jest pełen emocji młodzieniec, lecz kluczowe kwestie ich osobowości wydają się być bliźniaczo do siebie podobne.

Teoretycznie Janowska starała się wykreować postaci krańcowo od siebie odmienne, antagonistów, którzy pod wpływem Fatum, Ananke, czy też innego bóstwa decydującego o ich przyszłych losach mieli być dla siebie wzajemnie rodzajem Nemezis. Nie do końca jej się to udało, bazowała bowiem na garści cech archetypicznych, które są powielane zarówno w fantasy, jak i powieściach obyczajowo – historycznych. A jej własna interpretacja i "nadbudowa" pozostawia wiele do życzenia. Galavan jest początkowo dzieckiem, a potem młodzieńcem gorącokrwistym, rozpieranym przez emocje i niespożytą energię, która każe mu wściubiać nos tam, gdzie nie trzeba, przekonanym, iż w przyszłości będzie wodzem, który swą sławą przebije wszystkich dotychczasowych przywódców. Kierujący się ponadnaturalnymi znakami, snami na pograniczu wizji, profetycznymi przepowiedniami – jawi się, niczym ucieleśnienie Wybrańca, ze wszystkimi pozytywnymi konotacjami owego kanonicznego dla fantasy wizerunku, lecz i niosąc brzemię negatywnych elementów – jak przekonanie o własnej wszechmocy i idące za tym zadufanie.

Natomiast Gajusz Juliusz mocno odbiega, zarówno pod względem charakterystyki postaci, jak i motywów nią kierujących, od znanego z kart historii bohatera. Jest na początku tak niekanoniczny, iż trudno mi było przywyknąć do portretu nakreślonego piórem Janowskiej. Na pierwszy plan wydobyła ona cechy, które nijak mi nie pasują do wizji tego wytrawnego homo politicus. Jej Cezar jest przede wszystkim małżonkiem i ojcem rodziny, bez pamięci zakochanym w Kornelii (co niejeden raz udowadnia zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie), polityka go nie bawi i dopiero po dramatycznych wydarzeniach, które spotkają jego rodzinę, zwraca się ku karierze, lecz zdecydowanie bez zbytniego zapału. Ten Cezar to fircyk, bawidamek, oczarowujący zarówno kobiety, jak i mężczyzn swym urokiem osobistym. Pomimo tak wielu różnic, obaj protagoniści są jednak do siebie niezwykle podobni, niczym awers i rewers tej samej monety, dzieląc między sobą rozliczne cechy, wśród których na pierwszym miejscu pozostaje honor i poczucie obowiązku, a jednocześnie stanowią przykład jakże ostatnio modnego "mężczyzny metroseksualnego" – obaj wrażliwi, delikatni i potrafiący zrozumieć tajemnice kobiecej duszy.

Kobiet ci bowiem w książce dostatek i w rozmaitych typach. Są delikatne i kruche rzymskie patrycjuszki (vide Kornelia), wojowniczki (Scatah i jej córka Uatah), niewiasty dojrzałe i nieletnie młódki. W obliczu tak wielu pokus Cezar i Galavan  idą najłatwiejszą drogą – czyli im ulegają. Wielokrotnie. A opisy ich seksualnych wyczynów stanowią całkiem pokaźną część powieści. I mam z nimi poważny problem, gdyż są po prostu kiepsko napisane. Wykreowanie dobrych scen erotycznych wymaga wielkiego kunsztu i wyczucia, tak, by nie popaść w pornograficzną dosłowność, trywialną swojskość, czy też wzniosłe i egzaltowane poetyckie opisy. Niewielu pisarzom się udaje się wyjść z tarczą z owego wyzwania. Janowska, niestety, poległa – jej sceny to nieziszczone wizje dziewiczej pensjonarki, która wyobraża sobie "pikantny" i "wyuzdany" seks. Tajemnicze "miłosne rytuały", jakim poddawany jest Galavan, które nijak się mają do prawdziwej erotyki, mogłyby zagościć na stronach tanich romansideł, owej współczesnej wersji literatury dla kucharek. A u mnie wywołały jedynie mocne zażenowanie, tudzież parskanie śmiechem w najmniej odpowiednich (w intencji pisarki oczywiście) momentach, gdy zaczęły się ocierać o kicz.

Podobnie miało to miejsce w przypadku długich akapitów, w których autorka z najmniejszymi detalami opisuje wygląd swych bohaterów. A czyni to z iście romantycznym zacięciem, analizując każdy element dorodnego, męskiego ciała. Albowiem zarówno Cezar, jak i Galavan są niesamowicie wręcz przystojni, choć w zupełnie odmiennym typie urody. Te wystające kości policzkowe, smukłe i umięśnione ciała, budzące fascynację dłonie – zaprawdę Gajusz Juliusz godzien jest dłuta Polikleta, a wizualizując Galavana Janowska zapatrzyć się musiała w Grupę Galów z Pergamonu, tudzież dokładnie przeanalizować łuk triumfalny Tyberiusza w Arausio.

Początek konfrontuje ze sobą dwie odmienne rzeczywistości – mistyczny, przesycony magią świat Celtów, pełen tajemnic i rytuałów mających na celu pokazanie młodym wojownikom ich drogi – zarówno miecza, jak i serca. Pisarka ukazuje go nieco na wzór spartańskiego agoge (zresztą odwołań do zamierzchłej chwały Hellady jest w powieści znacznie więcej) jako nieustanne szkolenie, dążenie do wyśrubowanego do granic możliwości ideału, stania się nadwojownikiem. A wszystko to rozgrywa się w nieco onirycznym klimacie, gdy fizyczne ograniczenia nie istnieją. I ta wizja wydaje mi się być znacznie ciekawszą od sztampowo przedstawionego Rzymu, kiedy, krok po kroku, pisarka "odhacza" kolejne , doskonale już znane fakty z życia Cezara – plotki o Nikomedesie, porwanie przez piratów, czy spisek Katyliny. Momentami, nieco na siłę, Janowska stara się wcisnąć wątki stricte archeologiczno-historyczne, a czyni to w sposób burzący klimat powieści, kiedy nagle tok narracji zostaje przerwany i pojawia się naukowy wykład o układzie wioski Arwenów, czy też szeroko nakreślona historia Rzymu oraz opis jego zabytków. Zaś bez tego smrodku dydaktycznego czytelnik mógłby się spokojnie obyć.

Początek to książka bardzo nierówna. Ma dobre, ba, nawet bardzo dobre momenty, lecz przeważająca część kwalifikuje się do miana intrygującego pomysłu, który wiele stracił z powodu marnej jego realizacji. A wystarczyłoby okiełznać nieco erotyczną wyobraźnię, wygładzić styl, dopracować pewne zgrzyty fabularnie i, voilà – książka mogłaby predestynować do tytułu całkiem niezłego czytadła. A teraz trudno nawet określić, do jakiego gatunku przynależy – czy to romans historyczny, czy fantasy erotyczna, opowieść o herosach, czy polityczno-obyczajowa intryga. Czasami mniej znaczy więcej - szczególnie w przypadku pisarza stawiającego pierwsze kroki na literackim gruncie, który nie opanował jeszcze w pełni warsztatu i nie ma umiejętności płynnego łączenia gatunków. Ale, może nieco na wyrost, zawyżam ocenę, bo ta lektura, pomimo rozlicznych braków, stała się czymś na kształt mojego guilty pleasure, i ciekawa jestem niezmiernie, jak Janowska dalej pokieruje losami swych bohaterów – aż do zapowiedzianego w wizjach i przepowiedniach spotkania na murach Alezji.

6.0
Ocena recenzenta
3.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Opowieści celtyckie. Początek
Cykl: Opowieści celtyckie
Tom: 1
Autor: Karolina Janowska
Wydawca: Novae Res
Data wydania: 2012
Liczba stron: 392
Oprawa: miękka
Format: 135x210 mm
ISBN-13: 978-83-7722-219-5



Czytaj również

Opowieści celtyckie. Droga do władzy
A Juliusz Cezar ćwiczy lapidarność stylu…
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.