» Recenzje » Opowieści celtyckie. Droga do władzy

Opowieści celtyckie. Droga do władzy


wersja do druku

A Juliusz Cezar ćwiczy lapidarność stylu…

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło, Staszek 'Scobin' Krawczyk

Opowieści celtyckie. Droga do władzy
Bardzo wąska granica dzieli książki pisane emocjami, badające wszelakie odcienie ludzkich uczuć, od tych, jakie można określić jeno mianem egzaltowanej grafomanii, do tego mocno ocierającej się o kicz. Niestety, kolejny tom Opowieści Celtyckich pióra Karoliny Janowskiej to ten drugi rodzaj prozy. W Drodze do władzy pisarka wznosi się na wyżyny wiwisekcji dusz swoich protagonistów, a czyni to w sposób nieznośnie patetyczny, przeplatając w dodatku psychiczne dylematy erotycznymi wizjami rodem z pamiętnika nadmiernie rozbudzonej nastolatki.

Kilka lat minęło od czasu, kiedy mieliśmy możność po raz pierwszy poznać Galavana (vel Wercyngetoryksa) oraz Gajusza Juliusza Cezara. W momencie rozpoczęcia powieści Awern liczy sobie już 22 lata (choć umysłowo bardzo często pozostaje na poziomie chłopca znacznie młodszego), rzymski polityk zaś właśnie przekroczył czterdziestkę. Obaj kontynuują opisaną wcześniej walkę o urzeczywistnienie marzeń. Cezar pnie się po kolejnych szczeblach kariery, coraz mocniej ujawniając swą charyzmę, tudzież wypracowując charakterystyczny styl przemawiania. Galavan, powróciwszy do rodzinnej siedziby, angażuje się w morderczą rozgrywkę, aby pomścić śmierć ojca i skaptować kolejnych sojuszników, którzy umożliwiliby młodzieńcowi zdobycie tytułu naczelnika Gregowii, a bardziej dalekosiężnie – miano zjednoczyciela wszystkich celtyckich plemion.

Lecz nim objawiony zostanie czytelnikowi dokładny obraz owych knowań, spisków, kontrspisków, politycznych debat i krwawych mordów, najpierw musi on przebrnąć przez ciągnące się w nieskończoność opisy dylematów moralnych, tudzież uczuciowych rozterek oraz idących z nimi w parze cielesnych pragnień. I to bynajmniej niedotyczących dwóch głównych bohaterów. Na początku Janowska głos oddała kobietom – przede wszystkim Julii, córce Cezara, oraz Gwynnie, młodej Arwence, wychowywanej z Galavanem – tudzież rozlicznym rzymskim matronom i celtyckim niewiastom, które choć na drugim planie, to jednak stanowią istotną część opowieści. Moim pierwszym i najważniejszym zarzutem wobec autorki jest uczynienie z heroin rozemocjonowanych cierpiętniczek, które przez długie rozdziały pogrążają się w rozpaczy, przeżywając swój jakże tragiczny los. Julia cierpi, bo zły tatuś chce ją wydać za Pompejusza, potem przeżywa, gdy rysuje się przed nią wizja nocy poślubnej, a następnie... Zgadnijmy, cóż czyni w momencie, kiedy czuje się traktowana przez małżonka, niczym dziecko. Wizja damy w opresji, którą nawet najmniejszy problem przeraża, nasuwa się automatycznie. A w przypadku Gwynny dzieje się to samo, tylko powody panna ma nieco odmienne. Masochistycznie się umartwia, gdyż kocha Galavana na zasadzie coup de foudre, od kiedy go ujrzała, gdy powrócił do domu. Ma o nim erotyczne sny, profetyczne wizje, egzystuje z pełną świadomością, iż on nigdy nie odda jej serca, a zaaranżowane przez rodziców małżeństwo z przyszłym Wodzem Wszystkich Wodzów przynosi jej jeno smutek.

Oprócz tych emocjonalnych erupcji opisywane przez Janowską kobiety oddają się – w myśli i czynie – rozpasanemu seksowi. Oczywiście wedle miary autorki. Czytając o pierwszej nocy poślubnej, następnej i jeszcze następnej, miast podniecenia stwierdzałam, iż każdy kolejny opis jest coraz to nudniejszy i bardziej sztampowy. Powracające zaś z regularnością mantry opisy oszałamiającej budowy obu bohaterów (a także, aczkolwiek nie aż tak kwieciste – kobiecych sylwetek) sprawiały, iż zaczęłam się zastanawiać, czy autorka nie ma obsesji na punkcie umięśnionego męskiego ciała. To, co w pierwszym tomie było dawkowane nie aż tak często (choć stanowczo zbyt nachalnie), teraz pojawia się w praktycznie każdym rozdziale. Galavan w kąpieli, zdejmujący odzienie, prężący muskuły podczas walki, oraz Cezar zdzierający z grzbietu togę – i te wciąż błyskające duże, białe zęby, ewidentnie będące według pisarki wyznacznikiem męskiej urody – zaiste, jak długo jeszcze, pani Karolino, nadużywać będziesz naszej cierpliwości?

Po tak masowo serwowanych niewieścich uniesieniach wydawać by się mogło, iż panowie potraktowani zostaną nieco łagodniej. I rzeczywiście, ale to nieznaczna poprawa. Choć Cezar tym razem nie aż tak bardzo rozpamiętuje przeszłość i skupia się przede wszystkim na nawiązywaniu politycznych aliansów, forsowaniu w senacie reform agrarnych oraz zdobywaniu tytułu konsula, i jemu dostało się sporo okazji, by nieco afektowanie analizować własne związki z kobietami. Znów nie obyło się też bez kalek historycznych – zła, zdeprawowana Pompeja, szlachetna aż do bólu Kalpurnia i Atia, która knuje, knuje i jeszcze raz knuje. Galavan zaś ekscytuje się, rozdrapując swoje rytualne małżeństwo z Uatah, tęskniąc i do wojowniczki, i do córeczki, która była owocem tego związku. Bezsenne noce, rozpamiętywania, smutek na obliczu, przekonanie, iż mężczyzna nikogo już w swym życiu nie pokocha, zaiste – emo wcielone i przykład, jak nie powinno się konstruować postaci, by nie narazić się na śmieszność.

Dobrnąwszy do połowy książki, miałam ochotę cisnąć nią o ścianę, lekturę kontynuowałam głównie z recenzenckiego obowiązku. O dziwo jednak stwierdziłam, że w tym miejscu – nagle, niczym za przekręceniem jakiejś wajchy – zmienia się sposób narracji, a opisywane wydarzenia, miast nużyć, zaczynają wciągać. Kiedy Janowska przechodzi od rozwlekłego opisywania słów i myśli protagonistów do ich konkretnych czynów, od razu robi się znacznie ciekawiej. Cezar, który wreszcie pokazuje, jak wytrawnym strategiem, taktykiem i politykiem się stał. Galavan z zimną krwią likwidujący swych przeciwników. Powracający oniryczny ton, pogranicze snu i jawy, gdy wojowniczka i czarownica Scatah staje twarzą w twarz z własnym przeznaczeniem, wieszcząc przyszłość Awernom; tego opisu nie zawaham się nazwać najbardziej dramatycznym i poruszającym w całej książce.

Niestety, warsztat Janowskiej w porównaniu do poprzedniego tomu nie uległ poprawie. Nastąpił w nim wręcz spory regres – przeważająca część fabuły jest po prostu nudna, pisarka operuje jedynie paroma mocno sztampowymi motywami, zarówno w sposobie kreowania postaci, jak i podczas (prócz nielicznych wyjątków) kreślenia fabuły. Męczy też nieco infantylny sposób ujmowania scen romantycznych i erotycznych oraz wewnętrznych rozterek, bazujący chyba na podręczniku pisarskim z gatunku " dla opornych". Kiedy autorka posługuje się wyświechtanymi mocno chwytami – takimi jak iście neoromantyczne, przesycone sporą dawką tragizmu opisy oraz sformułowania na granicy poetyckiego kiczu (szept brzmiący jak tchnienie wiatru) – czy też próbuje na siłę uwspółcześnić język (określenie święta ku czci Bona Dea mianem imprezy), efektem tych zabiegów jest przede wszystkim dysharmonia. I jeszcze ta okładka – ponoć to nie ona stanowi o książce, jednak patrząc w księgarni na pseudo-celtycki koszmarek ilustracyjny, odruchowo cofnęłabym się przed sięgnięciem po Drogę do władzy.

Zatem jak ocenić książkę, która z jednej strony budzi niesmak, a z drugiej, choć jedynie momentami, pokazuje spory potencjał i rzeczywiście intryguje? Niestety, nie da się wystawić odrębnych not, które byłyby wyznacznikiem emocji towarzyszących mi na dwóch odmiennych etapach lektury. Pierwsze 250 stron nie zasługuje na więcej niż 2 punkty, a finalna partia – na mocne 6. Wciąż nie tracę nadziei, iż ostatnia część, zgodnie ze wszystkimi znakami na niebie i ziemi, stanowić będzie przekonujący obraz tytanicznego starcia pomiędzy Cezarem i Wercyngetoryksem. Pytanie, czy jestem dobrym prorokiem.

4.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Opowieści celtyckie. Droga do władzy
Cykl: Opowieści celtyckie
Tom: 2
Autor: Karolina Janowska
Wydawca: Novae Res
Data wydania: 2012
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka
Format: 135x210 mm
ISBN-13: 978-83-7722-213-3



Czytaj również

Opowieści celtyckie. Początek
Gallia est omnis divisa in partes tres…
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.