» Recenzje » Obietnica krwi

Obietnica krwi

Obietnica krwi
Konia z rzędem temu, kto wśród wydawanych ostatnimi czasy powieści wskaże krystalicznie czyste, zaczerpnięte od jednego z Trójcy Założycieli gatunku fantasy. Nadszedł czas książek spod znaku fusion – autorzy wcielają się w literackie odpowiedniki doktora Moreau, kreując coraz to nowe hybrydy. Tą drogą poszedł również Brian McClellan, który Obietnicę krwi – swój debiut, a zarazem pierwszy tom Trylogii Magów Prochowych – uczynił eksperymentem międzygatunkowym na zaskakująco wysokim poziomie.

Król nie żyje, szlachta wytrzebiona, magowie na usługach korony zwani Uprzywilejowanymi zlikwidowani, stolica królestwa Ardo – Adopest – znajduje się na granicy wrzenia, a sprawca tego zamieszania, marszałek polny Tamas, prochem i szpadą buduje podwaliny nowej epoki. Taki właśnie krwawy i chaotyczny obraz stanowi mocny akcent rozpoczynający tę historię. A jest on jedynie przedsmakiem dalszego rozwoju wydarzeń, które z hipnotyczną siłą wciągają czytelnika w wykoncypowany przez autora świat, odsłaniając przed nim kolejne tajemnice owego skomplikowanego uniwersum. Zaś wiele z nich, ku uciesze i irytacji odbiorcy, pozostaje do samego końca w sferze niedomówień, a początkowo zdawałoby się prosta opowieść o przewrocie państwowym i jego konsekwencjach przeradza się w zawikłaną historię, którą odczytywać można na wiele sposobów.

McClellan, demiurg-praktyk, w swoim debiucie czerpie bowiem z kotła prozatorskich czarownic pełnymi garściami, zaś swe zdobycze wlewa w nowe formy, które, ku memu zaskoczeniu, idealnie się ze sobą łączą i płynnie przechodzą jedna w drugą. I choć toczące się wydarzenia obserwujemy oczyma odmiennych od siebie – zarówno wiekiem, jak i charakterem – protagonistów, a każdemu z nich poświęcony jest odrębny wątek, to przenikają się one wzajemnie, by w finalnych partiach książki zabrzmieć jednym tonem. Jednocześnie autor próbuje dokonać skomplikowanej sztuki usatysfakcjonowania czytelników będących zwolennikami różnych gatunków. Zatem miłośnicy historii polityczno-spiskowych, gęstych od wszelakich intryg, kuluarowych układów i demagogicznych przemów, lecz niepozbawionych takoż elementów soczystej akcji, dramatycznych opisów walki o władzę, prowadzonej nie tylko za sprawą słownej szermierki, lecz i materialnej broni, usatysfakcjonowani będą wątkiem, któremu patronuje Tamas. Tym, którzy cenią przede wszystkim dobry kryminał we wszelakich jego odmianach – począwszy od wersji chandlerowskiej, poprzez zawikłane dedukcje godne Sherlocka Holmesa, kończąc zaś na śledztwach w stylu Herculesa Poirot – przypadną do gustu partie powieści skupiające się wokół postaci starego detektywa Adamata, który na zlecenie marszałka polnego próbuje rozwikłać kolejne zagadki (zarówno religijne, jak i stricte kryminalne), kierując się zasadą cui bono. Lubujący się w powieściach awanturniczo-przygodowych, z mocno wyeksponowanymi motywami dark fantasy podlanymi mistyczno-religijnym sosem, zasmakują we fragmentach skupiających się na dokonaniach Tamiela, syna niszczyciela starego porządku, zaś wielbiciele historii o pannach, które w imię zemsty zmieniają swe życie, z ukontentowaniem przeczytają o czynach pewnej praczki.

Ta obfitość wątków jest w pełni uzasadniona, gdy spojrzeć na złożoność McClellan’owej opowieści. Zamach stanu jest kamyczkiem poruszającym całą lawinę wydarzeń – konsekwencje polityczne na skalę zarówno lokalną (walka o władzę w Adopeście), ogólnokrajową, jak i globalną (wojna z sąsiadującym Kezem) splatają się z wojną magów, a ta stanowi preludium do wskrzeszenia dawnych bogów. A to tylko wierzchołek góry lodowej, gdyż autor odkrywa kolejne warstwy swej historii stopniowo, bawiąc się niedopowiedzeniami, a jednocześnie zarzucając czytelnika dziesiątkami faktów pozornie bez znaczenia. Przy tym logika wydarzeń konsekwentnie opiera się na zdrowym rozsądku i nawet gdy przebieg akcji nacechowany jest pewną dozą nieprawdopodobieństwa, to jego wytłumienie opiera się na regule "szkiełka i oka", z współuczestnictwem wpisanej w schemat historii magii, bez uciekania się do cudownych zrządzeń losu.

Zresztą sama magia opiera się na zasadach w dużej mierze naukowych. Co prawda podział społeczeństwa obdarzonych nadnaturalnymi mocami nie stanowi wielkiego novum i zbudowany jest wedle schematu piramidy, której szczyt stanowi elitarna warstwa wszechpotężnych Uprzywilejowanych, poniżej których stoją służący w armii Naznaczeni, dzierżący władzę nad magią prochu, zaś najbardziej "popularną" opcją są Zdolni, znajdujący zatrudnienie w każdej z dziedzin życia. Ów powierzchowny podział w miarę rozwoju akcji coraz to bardziej się komplikuje, odsłaniając mroczne prapoczątki nadnaturalnych mocy, ujawniając powszechnie stosowane praktyki eugeniczne, a ostre wpierw rozgraniczenie na złych Uprzywilejowanych, dobrych Naznaczonych i raczej neutralnych Zdolnych szybko się zaciera. McClellan prócz opisywania magicznych realiów, dość mocno osadzonych w kanonie, pokusił się także o stworzenie własnej koncepcji magii, której vis creationis stanowi proch strzelniczy – jest on potężny, lecz jednocześnie niebezpieczny, nie tylko dla jej ofiar, lecz i użytkowników. Działa on na zasadzie  bardzo silnie uzależniającego środka dopingującego o praktycznie nieograniczonej mocy. Opisy zachowania Tamasa i jego syna, będących prochowymi magami, to kliniczny obraz narkomańskiego amoku i późniejszego głodu, mocno wstrząsający czytelnikiem.

Powodem owej emocjonalnej reakcji jest przede wszystkim wielowymiarowa charakterystyka tej dwójki – autor Obietnicy krwi ożywia na jej kartach wyraziście nakreślone postacie i żadna z nich nie jest odbiorcy obojętna: wywołują odruchową sympatię, irytację, współczucie, szacunek czy wreszcie gorącą nienawiść. To trudne zadanie, biorąc pod uwagę mnogość bohaterów, ich charakterologiczne zróżnicowanie, a także brak oczywistego podziału na dobrych i złych – szwarccharaktery mają swoje racje, zaś Tamas i jego towarzysze częstokroć posuwają się do czynów zbrodniczych i niekoniecznie wpisują się w schemat kryształowo moralnych bojowników o wolność, równość i braterstwo. Pewnym mankamentem jest fakt, iż pisarz uczynił większość swych protagonistów niezniszczalnymi, pomimo kumulacji wszelkich możliwych nieszczęść, które niczym plagi egipskie zsyła na swych bohaterów, co na dłuższą metę zaczyna być zabawne – a takiego efektu McClellan zapewne nie zamierzał wywołać.

Owa godna imć Zagłoby umiejętność przetrwania cechuje przede wszystkim marszałka polnego. To człowiek o charakterze pełnym sprzeczności – z naiwną wizją dotyczącą ratowania kraju, napędzany pragnieniem zemsty i niepotrafiący sobie poradzić ze skomplikowaną relacją z synem (wątek psychologiczny ukazujący chwiejny związek pomiędzy nimi jest prowadzony w sposób intrygujący), a jednocześnie zwierzę polityczne, doświadczony dyplomata i negocjator, a kiedy trzeba – bezlitosny żołnierz. Jego charyzma fascynuje, choć pewne zachowania bezlitośnie ów portret odbrązawiają. Tamiel, z idącą za nim legendą najlepszego strzelca i traumatycznym syndromem odrzuconego dziecka, które pragnie miłości i akceptacji (rodzica, kolejnych kobiet) i wciąż na tym polu odnosi porażki, jawi się niczym podrasowana intelektualnie wersja D’Artagana. Zaś ex-policjant Adamat, choć nieobce mu są szemrane interesy i niebezpieczne układy, kieruje się honorem i poczuciem sprawiedliwości, jednakże na pierwszym miejscu stawia dobro rodziny, dla której gotów jest uczynić wszystko. Tej trójce dorównują postaci drugoplanowe, zwłaszcza sześcioro współspiskowców Tamasa, stanowiących mieszaninę doskonale scharakteryzowanych i mocno ze sobą skonfliktowanych typów, zaś w miarę rozwoju akcji ich portrety uzupełniane są w smakowite szczegóły.

Owe wizerunki idealnie wpisują się w część świata przedstawionego w Obietnicy krwi, który opiera się w głównej mierze na realiach Francji doby Rewolucji, odziewając historyczne wydarzenia w fantastyczny, podrasowany magią kostium. Mamy tu szlachtę, folgującą najbardziej zdegenerowanym pragnieniom i prosty lud porwany wzniosłymi hasłami, stanowiący bezmyślne narzędzie mordu. Równocześnie można odnaleźć pewne pruskie naleciałości (wojsko), zaś nomenklatura czasem stanowi wariację na temat języka rosyjskiego (Kresimirska kaldera, lady Winceslav). Ta stylizacja dotyczy tylko Adro, sąsiadujące z nim królestwa zostały opisane w odrębny sposób, choć w pierwszym tomie cyklu otrzymujemy na ich temat jeno wyrywkowe informacje, to na ich podstawie można wnioskować o quasi-średniowiecznych korzeniach Kezu, z gospodarką bazującą na rolnictwie, natomiast Fatrasta budzi skojarzenia z Ameryką Północną, z tubylczymi plemionami jako alternatywną wersją Indian. Natomiast system religijny McClellan’owego uniwersum opiera się na często stosowanym w fantasy schemacie, wedle którego w zamierzchłych czasach potężna istota (Kresimir) zstąpiła na świat i wraz z rodzeństwem ukształtowała go w sposób, w którym trwa on do czasów opisanych w powieści, po czym odeszła, rzuciwszy wprzódy klątwę, której wypełnienie jest równoznaczne z nadejściem zagłady ludzkości.

Jak wspomniano na początku recenzji, klasyfikacja literacka Obietnicy krwi jest zdecydowanie skomplikowana. Czy to pełna patosu, owiana mistycyzmem opowieść o bogach i bohaterach, zapis usankcjonowanego ludobójstwa, wiwisekcja społeczno-obyczajowa konfliktu pomiędzy dwoma imperiami, czy też książka opisująca dokonania grupy awanturników rzucających się od przygody do przygody, usiana szorstkimi i dowcipnymi dialogami, która spełnia wszystkie warunki lektury na sezon ogórkowy? Każda z tych opcji jest słuszna, a maksyma głosząca, iż powieść pragnąca zadowolić wszystkich czytelników w istocie nie usatysfakcjonuje żadnego, w przypadku pierwszej części Trylogii Magów Prochowych nie ma racji bytu.

8.0
Ocena recenzenta
7.38
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Obietnica krwi. Tom 1 (Promise of Blood)
Cykl: Prochowy mag
Tom: 1
Autor: Brian McClellan
Tłumaczenie: Dominika Repeczko, Maciej Nowak – Kreyer
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 6 maja 2015
Liczba stron: 460
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
Seria wydawnicza: fantastyczna fabryka
ISBN-13: 978-83-7964-060-7
Cena: 44,90 zł



Czytaj również

Grzechy Imperium
Powrót do prochowych magów
- recenzja
Jesienna republika
Jak to na wojence ładnie
- recenzja
Krwawa kampania
Bóg nie żyje – niech żyje bóg!
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.