» Recenzje » Nowa Fantastyka 01/2014

Nowa Fantastyka 01/2014


wersja do druku

Omówienie numeru

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Nowa Fantastyka 01/2014
Pierwsza w nowym roku NF to przede wszystkim dwa ciekawe opowiadania fantastycznonaukowe, a także interesujący wywiad.

Publicystyka

Druga część drugiej trylogii Petera Jacksona w kinach, oprócz stosownej okładki czas więc na kolejne artykuły okołohobbickie: tym razem padło na krasnoludy i smoki. Artur Szrejter skrótowo pisze o tych pierwszych, najwięcej miejsca poświęcając ich korzeniom w ludowych podaniach. Przeczytać można między innymi, że waleczni i dumni brodacze to w dużym stopniu wymysł Tolkiena, nieznacznie tylko inspirowany mitami. Następnie Andrzej Kaczmarczyk zajmuje się ziejącymi ogniem gadami – tu też mamy porcję legend, po czym następuje parę zdań o Smaugu, wymówka (smoków w literaturze jest za dużo, by tu o nich pisać) i przegląd smoków filmowych. Chyba tylko początkujący adepci fantasy znajdą tu coś nowego. Szkoda.

Marek Grzywacz kontynuuje podróż po fantastyce światowej. Z Chin trafiamy do Meksyku, w którym literatura fantastyczna egzystuje na marginesie i wygląda, jakby zaledwie kilka osób chciało coś z tym zrobić. Tym razem bez opowiadania w piśmie, ale przynajmniej z paroma linkami do tekstów w sieci. Redakcji zwracam uwagę, że wypadałoby podpisać ilustrujące tekst zdjęcia.

Wywiadów na łamach pisma zbyt wielu nie ma, a jeśli jakieś już się trafiają, to rzadko bywają dobre. Na szczęście rozmowa Michała Chudolińskiego z rysownikiem Piotrem Kowalskim (aktualnie współtworzącym m.in. Marvelowskiego Hulka) zasługuje na pochwałę. Kowalski wydaje się postacią kontrowersyjną w polskim środowisku komiksowym, ma sporo do powiedzenia, a to, w połączeniu z dobrymi pytaniami, daje świetny wywiad.

Druga połowa numeru to teksty krótsze. Parowski pisze o tym, co motywuje autorów i co na nich wpływa; pokazuje też, jak te wpływy objawiają się w twórczości. Podoba mi się pełen anegdot styl Ojca Redaktora. Haska i Stachowicz wracają z jak zwykle ciekawym artykułem o fizjonomice i frenologii. Rzymowski zachwyca się Niecnymi Dżentelmenami, moim zdaniem na wyrost. W felietonach czarnowidz/realista (do wyboru) Kosik wieszczy koniec świata, ateista Watts oddaje szacunek Chrystusowi, a Orbitowski z wdziękiem i humorem omawia meksykański dramat rodziny kanibali (Somos lo que hay z 2010 roku).

Proza polska

Tutaj trzykrotnie otrzymujemy fantasy w dalekowschodnich, lub z takimi się kojarzących, klimatach. Piotr Nesterowicz proponuje Rzeźbiarza bogów, historię o schyłku zamieszkujących posągi bóstw i utalentowanym młodzieńcu z gminu dokonującym – dość przypadkowo – nie lada wyczynów. Rzecz przyzwoita warsztatowo, egzotyczny setting stanowi jej największą zaletę. Za wadę poczytuję pozostawienie w sferze domysłów kwestii samych bogów: nie wiadomo, co, jak i dlaczego robili.

W Jak uniknąłem służby wojskowej Lucyny Grad poznajemy Michała Jerzewskiego – wcielony do carskiej armii Polak przeżywa baśniowe przygody w Turkiestanie (fabuła: zbawianie krainy ode złego). Pewnie miało być lekko i z humorem, jest jednak co najwyżej lekko. To drugie (po Skomplikowanej ciemności) opowiadanie autorki cierpiące na przypadłość nadmiernego rozwleczenia, zwłaszcza w partii środkowej; tekst zyskałby na przycięciu co najmniej o jedną trzecią. Opowieść szeregowca najbardziej zwraca uwagę stylizowanym na dziewiętnastowieczną polszczyznę językiem, lecz zabieg udał się tylko połowicznie. Spomiędzy przekonująco brzmiących zdań[1] wyziera mowa raczej współczesna[2], nieco psując odbiór całości.

Marta Sobiecka to debiutantka, a jej O-bon matsuri jest osadzoną w Japonii historią o duchach. Zbliża się święto zmarłych, bohaterka wraca z dużego miasta w rodzinne strony. Miłość, rodzina, ostatnie pożegnanie. Autorkę zainspirował Ken Liu i podobieństwa są bardzo widoczne: bohaterka (młoda Azjatka, której zmarli rodzice), kameralny nastrój, konstrukcja – sceny współczesne przeplatają się z retrospekcjami z czasów dzieciństwa. W jednym czy dwóch miejscach coś się pomieszało z czasem gramatycznym, bez wyraźnego powodu narracja przeskakuje z jednego trybu w drugi. Zasadniczo opowiadanie to nic szczególnego, choć czasem można się zadumać nad przemijaniem.

Proza zagraniczna

W Enigmie Seana McMullena ekipa badawcza przybywa na tytułową planetę, której całą powierzchnię pokrywa miasto. Brak komitetu powitalnego jest pierwszą zagadką, a w trakcie eksploracji pojawiają się kolejne, przyciągając uwagę czytelnika. Obok tej tajemniczości tekst "robią" pomysły: historia Enigmy, genetycznie zmodyfikowani ludzie wzbogaceni o DNA i cechy zwierząt, ich swoista nieśmiertelność i sposób kontaktu z Ziemią. Postacie autor ledwie zarysował. Opowiadanie powstało w 2011 roku, ale z powodzeniem mogłoby się znaleźć w antologii starszej s.f., takiej jak choćby Rakietowe szlaki. Pobrzmiewają w nim echa tamtych czasów, kiedy liczył się przede wszystkim koncept. Przeczytałem z umiarkowaną przyjemnością.

Zupełnie inny jest Poniedziałkowy mnich Jasona Sanforda. Somchai zmaga się z rzeczywistością w futurystycznej Tajlandii, gdzie grupa radykałów ściga i niszczy wszelkie przejawy nanotechnologii, między innymi mordując stosujących ją ludzi. Jako ostatni zakonnik w buddyjskiej świątyni, wyprawia pogrzeby zabitym, aż któregoś dnia jedną z ofiar okazuje się Tam, jego dawna miłość – to sprawia, że w mnichu zaczyna się przemiana. Największą rolę odgrywają tu postacie: nakreślone tak, że doskonale rozumie się Somchaia i Tam, a nawet czuje respekt przed Seh Naamem, przywódcą milicji. Sanford to autor, którego warto mieć na oku.

Keffy R.M. Kehrli postawił na żart: szalony naukowiec pragnie zbudować armię robotów i przejąć władzę nad światem, ale bez pieniędzy ani rusz. Postanawia je zebrać na serwisie crowdfundingowym. Tekst ma postać takiego właśnie ogłoszenia, razem z nagrodami za wpłaty i komentarzami użytkowników. Pomysł Kehrli miał świetny, realizacja... no cóż, żart powinien być zabawny, mnie zaś nie rozśmieszył. Wesprzyjcie moją armię robotów traktuję jako ciekawostkę.

*

Opowiadania Sanforda i McMullena oraz wywiad z Kowalskim to rzeczy, które w tym numerze wybijają się ponad resztę, nie taką znowu słabą. W lutym pojawi się proza znanego z cyklu Pies i klecha Jarosława Urbaniuka (to będzie chyba pierwsze jego opowiadanie w tym magazynie) oraz tekst Jeffreya Forda, na Zachodzie zamieszczony w dwóch antologiach najlepszego horroru.


[1] "Do szczęścia dochodzi się małemi kroczkami, a od mego mieszkania w Warszawie, które z tem wzniosłem uczuciem utożsamiam, dzielą mię w tej chwili tysiące kilometrów".

[2] "Poczułem się oszukany, bo przecież mówił, że chcą, no nie?".

-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Nowa Fantastyka 01/2014
Redaktor naczelny: Jerzy Rzymowski
Wydawca oryginału: Prószyński Media
Data wydania oryginału: 23 grudnia 2013
Liczba stron: 80
Okładka: miękka
Papier: offsetowy
Druk: czarno-biały i kolorowy
ISSN: 0867-132X
Cena: 9,99 zł

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.