James Islington, Cień utraconego świata
» Recenzje » Nocna mara

Nocna mara


wersja do druku

Świństwa i świństewska, odsłona szósta

Autor:
Nocna mara
Dwie pierwsze części na chwilę obecną blisko czterdziestotomowego Xanthu są już zaliczane do klasyki gatunku – Zaklęcie dla Cameleon i Źródło magii były wprowadzeniem do magicznej krainy, w której elementy fantasy nie są dodatkiem do iście średniowiecznego tła, lecz jego… fundamentem. Szeroki wachlarz baśniowych istot (centaury, ogry, gryfy, smoki, jednorożce i tym podobne), a także brak jasnych zasad, według jakich funkcjonować ma Xanth, to te rzeczy, które faktycznie mogły czytelnika "uwieść". Czy na jednym pomyśle można stworzyć kilkadziesiąt powieści? Wątpliwe, co pokazywał już trzeci z nich, Zamek Roogna. Recenzowana Nocna mara to już szósta część cyklu.

Ewenementem na tle serii jest wybór na pierwszoplanową postać kobiety (chociaż określenie „klaczy” byłoby w tym wypadku lepsze) – do tej pory były one w Xancie tylko dodatkiem do fabuły, tłamszonym przez mężczyzn odgrywających najważniejsze role w opowieści. Co zaś robi tytułowa nocna mara w Xancie? Otrzymała od swojego zwierzchnika, Nocnego Ogiera (aczkolwiek widać wpadkę tłumacza, który początkowo istotę określa mianem "Mroczny"), misję ostrzeżenia króla Xanthu przed Jeźdźcem, przybyszem z Przyziemia, który może mieć niecne zamiary wobec monarchy. Jednak „świeżość” fabuły kończy się dość szybko, a w jej miejsce pojawia się głównie to, co widzieliśmy już… pięć razy.

Najpoważniejszym problemem dręczącym Xanth jest sposób przedstawienia krainy w poprzednich tomach (szczególnie w Źródle magii), zdradzający znaczną część informacji na jej temat. W efekcie zostało bardzo niewiele materiału, jaki można wykorzystać w przyszłych przygodach osadzonych w tym świecie – motyw cofnięcia się w czasie został już użyty przy okazji Zamku Roogna i był to jednocześnie ostatni (jak dotąd) podryg oryginalności. Nocna mara w jakichś 95% eksploatuje to, co widzieliśmy już w poprzednich tomach. Pozostałe pięć procent to elementy bezpośrednio związane z funkcjonowaniem nocnych mar, które do tej pory na łamach serii się nie pojawiały. To zdecydowanie za mało.

Rzeczą niezmienną jest natomiast kolejna dawka seksizmu. To wręcz cecha rozpoznawcza Xanthu – w każdym tomie niemalże na każdej stronie można znaleźć mniejszą lub większą porcję świńskich kawałów, podtekstów i aluzji (w stosunku do kobiet, a jakże). I chociaż początek opowieści w Nocnej marze daje nadzieję na poprawę stanu rzeczy, to dość szybko rozwinięcie fabuły pozbawia złudzeń. Szósty tom serii powtarza elementy poprzednich niemal kropka w kropkę, aczkolwiek zmiana bohaterki jest niewielką poprawą na lepsze. Podkreślam: niewielką.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Pochwalić należy Xanth za jedną, dość istotną, cechę – kluczowym dla lektury dalszych tomów jest poznanie Zaklęcia dla Cameleon i Źródła magii, późniejsze epizody można czytać praktycznie w dowolnej kolejności (biorąc małą poprawkę na ekscesy bohaterów z przeszłości, o których mogą wspominać w rozmowach). Nocna mara to kolejny dość hermetyczny tom, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by od niej rozpocząć kontynuację lektury serii (tym bardziej, że wydarzenia pomiędzy Źródłem magii a recenzowaną powieścią były przerażająco nudne i słabe). Aczkolwiek wachlarz pomysłów Anthony’ego wyczerpuje się dramatycznie szybko i ten niewielki wzrost jakościowy każe przypuszczać, że w kolejnym tomie sytuacja będzie się miała znacznie gorzej.

Jest trochę lepiej niż w tomach poprzednich, aczkolwiek jest to głównie związane z funkcjonowaniem nowej bohaterki (a także zupełnie nowej istoty w Xancie, z którą do tej pory czytelnik nie miał styczności) i jej obracaniem się w świecie skrajnie zdominowanym przez mężczyzn i samców. Pozostałe elementy pozostają, niestety, bez zmian – kolejna dawka świńskich dowcipów jest nie tyle niestrawna, co po prostu żenująca, zaś płeć głównej bohaterki tylko otwiera drogę do ich częstszego pojawiania się w powieści. Jeśli ktoś jednak lubi tego typu humor, a nie miał styczności z zaskakująco słabym tomem czwartym i piątym Xanthu, to jest spora szansa, że Nocna mara spodoba mu się dzięki temu, że nie będzie odczuwał przesytu magiczną krainą, którą twórca eksponuje w serii w nadmiernym  W świetle dotychczasowych dokonań Anthony’ego wizja tego, co może być zawarte w kolejnych tomach, trochę przeraża.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Nocna mara
Cykl: Xanth
Tom: 6
Autor: Anthony Piers
Tłumaczenie: Anna Dobrowolska
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 1993
Liczba stron: 268
Oprawa: miękka
Format: 130 x 195 mm
Seria wydawnicza: Fantasy
ISBN-10: 83-85696-25-3



Czytaj również

Smok na piedestale
Mało pieprznie, mało ekscytująco
- recenzja
Zamek Roogna - Piers Anthony
Podróż do przeszłości
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.