» Recenzje » Niemiecki bękart

Niemiecki bękart

Niemiecki bękart
Piąta część cyklu kryminalnego Camilli Läckberg nie stanowi żadnego zaskoczenia dla czytelników poprzednich tomów. Ciche i spokojne miasteczko Fjällbacka nadal pełne jest ukrytych konfliktów i animozji, które czasem doprowadzają do zabójstwa. Para głównych bohaterów - pisarka i komisarz - i tym razem odnajdzie winnych zbrodni.

Kiedy Erika Falck przypadkiem trafia na strychu na pamiątki po matce, spokoju nie daje jej niemiecki medal. Korzystając z urlopu tacieżyńskiego swojego męża, postanawia wyjaśnić rodzinną tajemnicę. Miejscowy historyk, do którego zwraca się z prośbą o pomoc, nagle zostaje odnaleziony martwy. Czy to przypadek, czy może te wydarzenia jakoś się ze sobą łączą? Pamiętniki matki pisarki z okresu wojny pomogą rozwikłać sprawę, której początki sięgają pierwszej połowy lat czterdziestych ubiegłego wieku.

Historia opowiedziana w Niemieckim bękarcie jest tak naprawdę banalna. Czytelnik na kilkadziesiąt stron do przodu wie, co się wydarzy. Wprowadzenie nowej postaci jest zasygnalizowaniem konkretnego problemu, którego rozwiązanie jest oczywiste. Jeśli komendant posterunku jest szowinistą i nie lubi zwierząt to pewne jest, że autorka każe mu zaopiekować się porzuconym psiakiem, co z kolei sprawi, że zupełnie zmieni swoje podejście do kobiet. Jeśli nastolatka zbuntowała się przeciwko nowej żonie ojca, to dopiero poważna awantura sprawi, że nagle dojdą do porozumienia. Mógłbym tak wymieniać długo, ale chyba te przykłady dają obraz tego, co można znaleźć w powieści. Bohaterów zresztą jest tak wielu, że książka liczy 568 stron, choć skrócenie jej o połowę w niczym nie zaburzyłoby rozwoju wydarzeń. Schemat goni tu schemat, a całość sprawia wrażenie wprawki, jaką piszą początkujący adepci kursów kreatywnego pisania.

Läckberg, jak przystało na szwedzką autorkę, nie zapomina o wpisaniu w powieść kwestii społecznych. Poruszonych zostało kilka problemów, przewijających się zresztą w większości skandynawskich powieści kryminalnych. Najważniejszym wątkiem w Niemieckim bękarcie jest historia, czyli okres II wojny światowej. Fascynacja nazizmem, obecna wówczas u pewnej części obywateli neutralnej Szwecji, okazuje się trwać do dziś. Tak naprawdę jednak pisarce udało się problem ograniczyć do skomplikowanych relacji międzypokoleniowych, bez próby choćby zarysowania szerszego kontekstu. Oczywiście, jest to pewien sposób ujęcia trudnego tematu, dość sprawnie zresztą wykonany, ale efekt nie do końca przekonuje. Odwołania do czasu wojny, podczas której neutralności kraju przeciwstawione są różne podejścia do toczącej się wokół walki, zamiast ożywiać narrację jeszcze bardziej grzęzną w koleinach problemów osobistych. Podobnie ma się sprawa z urlopem tacieżyńskim. Kwestia, którą możemy obserwować i w naszym kraju, zbudowana została w powieści na obiegowych stereotypach. W rezultacie cała złożoność tego, dość istotnego, problemu została spłycona i tak naprawdę niczego nie wniosła do książki. Mężczyźni nie potrafią się odnaleźć w nowych rolach, uciekają do pracy kiedy tylko mogą, a kobiety są w tej sytuacji skazywane na porzucanie własnych karier. Być może to prawdziwy obraz, ale mnie zupełnie nie przekonał, bowiem w gruncie rzeczy nadal nie wiem, po której stronie tego konfliktu powinienem lokować swoje sympatie.

To książka dość przewidywalna, momentami wręcz nudna i właściwie nie pobudzająca do żadnych głębszych refleksji. Mimo to potrafi zaintrygować, rozgrywając wytarte wydawałoby się, chwyty w sposób dość tradycyjny. I chyba właśnie w tym tkwi źródło niezwykłej siły książek Läckberg. Z jakiegoś powodu wciągają czytelnika podczas lektury. Wydaje mi się, że czyni to przede wszystkim atmosfera Fjällbacki. To miejscowość niczym mityczna Arkadia, w której życie płynie powoli, a każdy problem da się prędzej czy później wyjaśnić w szczerej rozmowie, najprawdopodobniej nad filiżanką kawy i kawałkiem ciasta. Złożoność ludzkich spraw da się jakoś wytłumaczyć, a każde postępowanie uzasadnić. Nie ma tu nic przewidywalnego, wystarczy tylko odrobinę się postarać. Jak dowodzą postaci starszej pani z St. Mary Mead i proboszcza lubiącego jeździć rowerem, małe społeczności wciąż jeszcze posiadają dla nas urok, któremu nie potrafimy się oprzeć, często nawet zupełnie nieświadomie. Dlatego też losy mieszkańców małego szwedzkiego miasteczka sprawiają, że – dostrzegając ewidentne słabości warsztatu pisarki – nie potrafimy skończyć czytać przed zamknięciem ostatniej strony.

Niemiecki bękart arcydziełem na pewno nie jest. Nie jest także trzymającym w napięciu mrocznym thrillerem, o czym próbuje przekonywać nas wydawca. Jest za to historią pewnej małej miejscowości, w której dzieje się wszystko to, czego doświadczamy w życiu – włącznie ze zbrodnią. Jeśli ktoś ma ochotę zanurzyć się w takim bezpiecznym i swojskim świecie, powieść Läckberg przeczytać musi. Szukający mocniejszych wrażeń powinni sięgnąć po zupełnie inne książki. 

5.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Niemiecki bękart (Tyskungen)
Cykl: Erica Falck i Patrik Hedström
Tom: 5
Autor: Camilla Läckberg
Tłumaczenie: Inga Sawicka
Wydawca: Czarna Owca
Data wydania: 5 czerwca 2013
Liczba stron: 568
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
ISBN-13: 978-83-7554-509-8
Cena: 29,90 zł



Czytaj również

Kamieniarz - Camilla Läckberg
Na zachodzie (Szwecji) bez zmian
- recenzja
Kaznodzieja - Camilla Läckberg
Kryminalnej archeologii ciąg dalszy
- recenzja
Księżniczka z lodu - Camilla Läckberg
Kryminalny dziennik Bridget Jones
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.