» Wieści » Nadchodzi Świat Dysku od Modiphiusa

Nadchodzi Świat Dysku od Modiphiusa

|

Nadchodzi Świat Dysku od Modiphiusa

Jak informuje wydawnictwo Modiphius, uzyskało ono licencję na wydanie gry RPG osadzonej w Świecie Dysku Terry'ego Pratchetta. Pierwsza gra będzie się koncentrowała na mieście Ankh-Morpork. Poza tym, wydawnictwo stworzyło ankietę, którą mogą wypełnić fani serii literackiej, aby pomóc mu w stworzeniu gry zrobionej pod fanów.

Źródło: Modiphius
Tagi: Terry Pratchett | Świat Dysku | Discworld | Modiphius


Czytaj również

Komentarze


Exar
   
Ocena:
+1

Ale to będzie szał:)

01-03-2024 14:32
Valefar
   
Ocena:
0

Ja dla odmiany niezbyt się cieszę. Nie podoba mi się trend robienia systemów do każdego zjawiska popkulturowego (nie wiem jak to inaczej nazwać). Mam Johna Cartera od Mophidiusa i bardzo mi się podoba, głównie ze względu na ogromną sympatię do Burroughsa, ale chyba powoli idziemy w stronę przesady.

01-03-2024 15:38
Exar
   
Ocena:
0

Modiphius z tego żyje i chyba ma się dobrze:)

01-03-2024 18:52
Valefar
   
Ocena:
0

To że ktoś na czymś zarabia nie oznacza, że trzeba to oceniać jako pozytywne zjawisko siłą konieczności. Nie napisałem nigdzie, że nie zarabiają czy nie mają się dobrze. Pewnie jest jak napisałeś. Tylko ja nie o tym ;)

01-03-2024 19:26
Johny
   
Ocena:
0

Ja jestem ciekaw jak to będzie popularne. Systemy komediowe nie należą chyba do mocno chodliwych. Z gier w takim stylu kojarzę Toon, Paranoję (?), chyba coś kreskówkowego wydawał Gramel? Świat dysku miał swoją odsłonę na mechanice Gurpsa z tego co wiem i raczej mało było o nim słychać. Nie wiem czy tylko u mnie tak jest, że na sesji może być mnóstwo śmiechu ale systemy czysto komediowe nie są tak chwytliwe jak te pisane na poważnie?

01-03-2024 20:24
Exar
   
Ocena:
0

@Valefar No tak :)

@Johny Też ta - ale taki Discworld na GURPSie to chyba jednak tak nieznany nie był, skoro o nim słyszałeś (i ja, ale ja to jestem dziwny bo mi się GURPS podoba:)). 

A ogólnie to zobaczymy, ja myślę, że marka Discworlda jest tak silna, że system będzie mega popularny - czy dobry? Tego nie wiemy...

02-03-2024 07:37
Wolfang
   
Ocena:
+1

@Valefar tworzenie systemów rpg znanych markach to naturalne zjawisko, ponieważ większość systemów i tak tymi markami inspiruje się mocno. Zamiast reklamować się przygodą jak w Diunie, możesz po prostu poprowadzić Diunę. Aczkolwiek nie jestem fanem tego ponieważ lubię mieszanie wątków w tych podróbach.

@Exar niestety ciężko zrobić dobry system komediowy, ponieważ trzeba jakoś ten humor zaimplementować do gry np. w postaci zabawnych scenariuszy lub mechaniki. Przykładowo Madcap od Gramela  miał punkty chichotu za rozbawienie innych graczy. Ciekaw jestem co wymyślą Modipshus, ponieważ jeśli zrobią crunchowe psedodedeki to zmarnują potencjał. Kiedyś chciał poprowadzić discwordl na fate .

02-03-2024 08:19
Johny
   
Ocena:
0

Co do "markowych" systemów ich wadą jest to, że gracze lubią być w centrum wydarzeń a to zazwyczaj znajduje się tam gdzie toczyła się historia w książce/filmie. Czasem można to fajnie połączyć a czasem wpada się w pułapkę że opowiada się po prostu tę samą fabułę.

Innym mankamentem jest zazwyczaj rozbudowany opis świata. Na przykład ja u siebie nie mogę prowadzić Star Warsów bo oglądałem tylko filmy. Moi kumple czytali prawie wszystko z expanded uniwerse, grali w oba KOTORy i w Star Wars The Old Republic, znają wszystkie planety, bohaterów i filozofię mocy. I mówią że po prostu nie mogę prowadzić w tym świecie bo się na nim nie znam.

Dlatego ja lubię zmyślone światy RPGowe gdzie jest większa elastyczność i mniej ortodoksyjnych fanów którzy zarzucą ci że czegoś w tym świecie nie ma.

I Plus 1 Wolfang - humor bardzo ciężko odwzorować na sesji. A już humor Pratchetta w ogóle. Byłem na "Wspaniałym kocie Maurycym" - filmie na podstawie Pratchetowskiej książki. Był nudny jak flaki z olejem. U Pratchetta humor opiera się w większości na języku i ciężko to oddać w innym medium poza książką.

04-03-2024 21:41
Wolfang
   
Ocena:
0

@Johnny zgodzę się, że świat może być czasami problematyczny, tym bardziej, że pojawia się tutaj problem prequeli. Teoretycznie historia jest już napisana, więc nasi bohaterowie nie mogą np. pokonać Władcę ognia Ozai, ponieważ zrobi to avatar. Z drugiej strony jestem przeciewnikiem trzymania się kurczowo lore i sytuacja, w której ktoś komuś zabrania prowadzenia sesji w danych świecie uważam za delikatnie mówiąc patologie. Fakt, że zapomnę jaka jest atmosfera na planecie, podczas sesji dla trójki osób nie jest realnym problemem. Gra ma nam sprawiać przyjemność, a nie dokładać nowe obowiązki jak szczegółowe studiowanie lore.

W kwestii humoru też myślę, że ciężko było by to przełożyć na rpg, biorąc pod uwagę specyfikę tego ironicznego humoru, więc obawiam się, że dostaniem po prostu generyczne dedekowo podobne fantasy, które prócz świata nic nie będzie wspólnego z światem dysku. 

05-03-2024 06:54
Exar
   
Ocena:
0

Problem znajomości, albo braku znajomości świata został ciekawie zaprezentowany w Jedynym Pierścieniu.
 

Zaproponowano tam, że cały świat znany z Władcy Pierścieni czy Hobbita to tak naprawdę to, co widział i opisał Bilbo czy Frodo (I inni członkowie drużyny). Czyli tak naprawdę mamy szansę skonfrontować to co jest w książce z tym, co robią gracze - bo widzimy drugą, często drametralnie inną perspektywę. 

Podobnie nawet ze wspomnianymi Gwiezdnymi Wojnami - w opowieściach łowców nagród widzimy zupełnie inne tło zniszczenia gwiazdy śmierci - gdzie jest prawda? 

05-03-2024 08:36
Wolfang
   
Ocena:
0

@Exar ciekawe rozwiązanie.

Dodałbym jeszcze, że w sumie światy można podzielić na dwie kategorie: otwarte i zamknięte. Do tych pierwszych zaliczyłbym te światy do których łatwo wprowadzić jakiś nowy element. Dobry przykładem byłyby Star Wars, ponieważ ten świat zamieszkuje tyle ras, że wprowadzenie czegoś nowego nie będzie miało duże wpływu na lore, ponieważ nigdzie nie powiedziano nam, że istnieje tylko 1000 ras.

Z drugiej strony mamy zamknięte światy jak np. Avatar, gdzie wprowadzeni nowej nacji lub rodzaju magii miałoby gigantyczny wpływ na świat

05-03-2024 20:17
Johny
   
Ocena:
0

Wszystko ok w teorii. Tylko dla moich graczy przykładowo Star Warsy bez kanonicznych elementów to po prostu genericowe space fantasy i po co w to grać jeśli nie można spotkać Lukea Skywalkera (tego wszyscy znają) czy Marę Jade (jej już nie).

Dla mnie to jest właśnie siła "niemarkowych" RPG. Żaden ortodoksyjny fan mi nie wyskoczy, że czegoś nie mogę wprowadzić, albo że coś musi być bo inaczej to nie jest ten świat. Mam więcej wolności więcej elastyczności. I choć potrafię docenić markę, hej kilkanaście lat prowadziłem Grę o Tron na różnych mechanikach. To jednak widzę też markowe zagrożenia.

Przykładowo wiem, że teraz Jedyny Pierścień daje ciekawe mechaniki symulujące podróż i sesja może wyglądać jak wycinki Władcy kiedy to bohaterowie głównie wędrowali. Pamiętam jednak że w dawnym Middle Earth RPG tego nie było i ludzie się głowili czy oprócz historii zniszczenia pierścienia da się w nim coś jeszcze poprowadzić, nie robiąc z niego genericowego fantaźniaka.

05-03-2024 21:51
Wolfang
   
Ocena:
0

W sumie mam podobnie z systemami pseudohistorycznymi. Lubię systemy, które tylko inspirują się historią np. wolsung, 7th sea, ponieważ mogę odwoływać się do historii, lecz mam wtedy pełną swobodę i nie muszę martwić się o błędy merytoryczne, bo to i tak tylko świat inspirowany. 

05-03-2024 22:13
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Problem z komedią w RPG-ach polega na tym, że  o ile z perspektywy widza wydarzenia oglądane w komediach są zabawne, tak niestety z punktu widzenia ich bohaterów są ciągłym pasmem osobistej tragedii i upokorzenia. Co niestety w sytuacji, gdy główni widzowie są też głównymi bohaterami nie prowadzi do dobrych rezultatów.

Dla mnie głównym problemem markowych RPG zawsze było to, że były puste. Najczęściej w tych światach było po prostu mało rzeczy: Dobrym przykładem jest tutaj obecny One Ring i pomysły na przygody typu "wyśledź, kto kradnie pieczarki Maggota".

05-03-2024 22:57
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1

Akurat Gwiezdne Wojny to dobry przykład settingu, w którym jest mnóstwo miejsca na rzeczy dziejące się poza fabułą głównego settingowego wątku - zarówno powieściowa Trylogia łowców nagród jak filmowy Łotr 1 bardzo ładnie pokazują, że nie musi być w obsadzie nikogo z mieczem świetlnym i nazwiskiem Skywalker w dowodzie osobistym, żeby opowiedzieć ciekawą, wciągającą historię dobrze osadzoną w realiach świata i wykorzystującą jego elementy. 

@Johny - ale system wcale nie musi być oparty na jakiejś znanej marce, żeby natknąć się na problematycznych ortodoksów znających go na wyrywki i reagujących na wszelkie odejścia od kanonu niczym hiszpańska inkwizycja. Przez długi czas Legenda Pięciu Kręgów miała opinie takiej gry (i podobnie Świat Mroku), ale to samo dotyczy w zasadzie każdego systemu ze szczegółowo opisanym settingiem. W 7th Sea też gracz może się przyczepić, że nie jest stuprocentowo koszernie i MG się nie zna, źle prowadzi i co tam jeszcze.

Tylko że to problem natury bardziej ogólnej - na ile przyjmujemy, że to, co opisane w podręcznikach ma koniecznie obowiązywać na sesjach, a ile inwencji MG dopuszczamy. 

05-03-2024 23:13
Johny
   
Ocena:
0

@Zegarmistrz co do pasma porażek też racja. Choć słyszałem jak ludzie się śmiali na sesji gdy mistrz gry kazał im zrobić test, wyszedł pech i postać potknęła się o własne nogi. No ale to było baaaaardzo dawno temu i gracze byli młodzi ;).

@Wolfang - bardzo dobre porównanie. Dlatego nie kupię Achtung Cthulhu. Mam historyka w drużynie a druga osoba jest fanatykiem drugiej wojny światowej nie daliby mi życia :).

Żeby nie było, że tylko marudzę - na takich fanów danych tematów jest sposób który mi się dobrze sprawdził właśnie w Grze o Tron. Generalnie takich graczy traktuję się dokładnie jak tych co znają każdą zasadę w podręczniku i domagają się by zawsze grać zgodnie z zasadami. To znaczy wykorzystuje ich wiedzę. Jeśli gracz jest lepiej obcykany w świecie od ciebie i danego szczegółu nie wiesz, po prostu poproś go o pomoc. Przykładowo czytałem wszystkie książki Pieśni Lodu i Ognia, ale miałem gracza który do tego czytał wszystko co wyszło do świata i oglądał wszystkie sezony serialu (mi serial nie podszedł). Gdy potrzebne było na przykład podać losowego NPCa z rodu Tullych po prostu go o to zapytałem a on sprawdził i podał prawdziwe nazwiska członków rodu i jeszcze opowiedział o stosunkach politycznych między nimi panujących :).

05-03-2024 23:22
zegarmistrz
   
Ocena:
+1

Ale to jest inna sytuacja. Mamy tutaj trzy źródła emocji:

  • "Hazard" związany z rzutem kością
  • Humor związany z oglądaniem lub czytaniem komedii
  • Immersję związaną z przeżywaniem fabuły od środka w grze

Rzuty kośćmi są emocjonujące przez sam fakt związany z ryzykiem lub przegraną i są niezależne od dwóch poprzednich. Pożenienie dwóch pozostałych jest bardzo trudne: gry po prostu nie są ani dobrymi książkami, ani filmami, a one nie są grami.

06-03-2024 13:43
Radnon
   
Ocena:
0

Osobiście zwróciłbym uwagę na jeszcze jedną kwestię związaną z licencyjnymi grami - charakteryzuje je irytująca skłonność do znikania z rynku w momencie wygaśnięcia licencji. Mamy całą masę systemów opartych o różnego rodzaju filmy/seriale/książki, które dzisiaj można dorwać tylko na rynku wtórnym za chore pieniądze.

Niestety z produkcjami Modiphiusa w pewnym momencie może się stać dokładnie to samo.

06-03-2024 14:54
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0

@Johny - ale A!C to historia alternatywna, nikt nie mówi, że wszystko musi być tam identycznie jak w podręcznikach. Oczywiście to kwestia podejścia, ale skoro przyjmujemy kultystów, szaloną technologię, Wielkich Przedwiecznych i co tam jeszcze, to nie ma się co spinać, żeby wszystko zgadzało się z faktycznymi realiami. 

Pewnie, jeśli zdarzają się ewidentne babole, jak osadzenie akcji scenariusza w 1938 - już w czasie wojny, to jest zgrzyt, ale generalnie nie ma o co kruszyć kopii. Akurat na Achtunga czekam z zainteresowaniem, moje dotychczasowe doświadczenia z nim są bardzo dobre, niestety moi współgracze niekoniecznie lubią wojenne klimaty.

Natomiast z dwójką historyków grywam w Pendragona i wszyscy akceptujemy, że to nie lekcja historii tylko wariacja na temat mitów arturiańskich.

06-03-2024 19:22
Johny
   
Ocena:
+1

@Radnon - zwykłym RPGom też to się zdarza. Swoje Mutant Chronicles 3ed Modiphiusa kupiłem właśnie dlatego, że im wygasła na niego licencja. Na giełdzie się nie znam, ale mogę inwestować w RPGi ;). Zresztą nie trzeba sięgać daleko czy z DnD po polsku również nie było problemów z licencją?

@Adam pewnie wszystko zależy od graczy. Pamiętam że Radnon w jednej recenzji scenariusza do Achtunga wytknął jako wadę, że NPCe byli uzbrojeni w broń, która była produkowana w późniejszej fazie wojny. Myślę, że historia ma jeszcze większą tendencję do zmuszania bycia correct niż markowe RPGi.

I w sumie zgadzam się z tobą że ortodoksów można spotkać wszędzie. Ja po czytaniu dodatków o settingu do 7th jako że czytam wolno bardzo wiele z tych książek zapominam. I czasem się zastanawiam "czy ja jestem jeszcze w stanie to prowadzić" :)))))))?

06-03-2024 21:52

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.