» Recenzje » Na skraju jutra

Na skraju jutra

Na skraju jutra
W czerwcu bieżącego roku w kinach miała miejsce premiera filmu Na skraju jutra, inspirowanego powieścią All you need is kill autorstwa Hiroshiegi Sakurazaki, która - co nie jest zaskoczeniem - niemal równocześnie pojawiła się w księgarniach. A czy warto po nią sięgnąć? O tym poniżej.

Przyszłość. Ludzkość toczy wojnę z Mimami, cyborgami przybyłymi z kosmosu. Mimy opanowały morskie dna, skąd wyprowadzają ataki na tereny pozostające w posiadaniu ludzi. Ci z kolei starają się kontratakować w celu zniszczenia najeźdźcy. Obecnie najgorętszy odcinek frontu przebiega niedaleko wybrzeży Japonii, której armia, wspomagana przez amerykański kontyngent, szykuje się do nowej ofensywy. Wśród żołnierzy znajduje się szeregowiec Kenji Kirija, który ginie już w pierwszych minutach bitwy. Ale czy aby na pewno? A może to był tylko sen zestresowanego żołnierza na kilkanaście godzin przed starciem? Problem w tym, iż sen ów powtarza się raz po raz, aż do momentu, gdy okazuje się być czymś więcej, niż tylko sennym koszmarem.

Pierwszą rzeczą zauważalną w trakcie lektury jest lekkość pióra, która charakteryzuje styl autora. Sakurazaka unika wdawania się w zbędne detale, nie tworzy także na potrzeby historii nadmiernej ilości niepotrzebnych, a w rezultacie szybko zapominanych neologizmów. Jego styl jest prosty i konkretny, co wpływa na dynamikę akcji. W posłowiu autor przedstawia siebie jako fana komiksów; wydaje się, iż właśnie zamiłowanie do obrazkowych historii odcisnęło swoje piętno na stylu narracji, dzięki któremu książkę czyta się bardzo szybko.

Wydarzenia rozgrywające się w Na skraju jutra poznajemy oczyma dwojga bohaterów: szeregowego Kenji Kiriji oraz Rity Vrataski (pseudonim Stalowa Suka), która jest wojenną bohaterką mającą na swoim koncie setki pokonanych Mimów. Oboje zamknięci zostali w pętli czasowej, gdzie przeżywają po wielokroć ten sam dzień; jednocześnie w trakcie powtarzających się bitew doskonalą umiejętności niezbędne w walce z najeźdźcą. Ich losy z początku całkowicie różne, zaczynają przeplatać się, a z czasem zacieśniać, prowadząc od scen, które z początku bawią czytelnika swoją kuriozalnością wynikającą z wielokrotnego odtwarzania tego samego dnia (jak chociażby karne ćwiczenia na placu musztry, w których Rita raz uczestniczy, a raz nie) czy aż do dramatycznego finału, którego uczestnikami stają się główni bohaterowie. Sakurazaka uniknął sztampy uciekając od happy endu; warte podkreślenia jest to, że wśród terkotu karabinów maszynowych znalazło się miejsce na coś więcej, aniżeli opisy scen batalistycznych: na człowieka oraz jego przeżycia i emocje.

Tych ostatnich wydaje się, iż nie powinno być. Czy można sobie wyobrazić coś gorszego na polu bitwy, aniżeli strach przed wrogiem tudzież wątpliwości towarzyszące naciskaniu spustu? Żołnierz powinien być pozbawiony emocji, wszak jego przeznaczeniem jest zniszczenie przeciwnika, zwłaszcza, że wojna z Mimami pochłonęła setki tysięcy – jeśli nie miliony – ludzkich istnień. W tym starciu nie ma miejsca na rozejm, jedna rasa musi zostać unicestwiona. Dzieje inwazji stanowią istotne tło powieści, jednakże autor agresję z kosmosu opisał z dość ogólnikowo, lecz dzięki temu zabiegowi uniknął zanudzenia czytelnika niepotrzebnymi detalami, dostarczając akurat tyle informacji, aby kontekst wydarzeń był zrozumiały (a także ciekawy), lecz nie odciągał uwagi od głównych bohaterów. A ci walczą, dzień po dniu, lecz wciąż tego samego dnia…

W tym czasie Kenji Kirija ewoluuje. I nie chodzi tylko o to, że jego umiejętności rosną z każdym kolejnym zapętleniem. Rozwija się także jako istota ludzka, świadoma zachodzących wokół niego zjawisk, a także tego, iż podczas tej decydującej bitwy wielu jego towarzyszy i przyjaciół, z którymi spędził "tyle dni" bezpowrotnie zginie. Kto zasługuje na śmierć, a kto powinien przeżyć? Czy mogę o tym decydować ja, czy też należy zdać się na ślepy los? Kenji musi pogodzić się z faktem, iż wszystkich nie uratuje, niezależnie od tego, ilu Mimów zabije.

Warto także wspomnieć, iż mimo lekkiego języka oraz wartkiej i wciągającej akcji, omawiana powieść budzi skojarzenia z klasyką literatury fantastycznonaukowej, a mianowicie powieścią Starship Troopers (Kawalerię kosmosu) Roberta Heinleina. Również w tej powieści ludzka piechota walczyła i ginęła w trakcie niekończącej się wojny z kosmitami. Polem bitwy były co prawda inne planety, nie Ziemia, a zakutych w pancerze obrońców ludzkości nie do końca można porównać do piechoty kombinezonowej, aczkolwiek skojarzenia są jak najbardziej zasadne. Lecz mimo zauważalnych podobieństw Sakurazakiego nie można oskarżyć o plagiat, a wręcz przeciwnie. Pomysł z pętlą czasu oraz wszystko, co się wiąże z tym motywem, to powiew świeżości, za co autorowi należą się słowa uznania.

Na skraju jutra okazała się bardzo dobrą powieścią. Treściwą i dynamiczną, ale nie trywialną. Z jednej strony kojarzącą się z pomysłami innych autorów, z drugiej zaś całkiem oryginalną. Po jej lekturze można zadać pytanie: czy Sakurazaka otworzy drzwi krajowego rynku wydawniczego na autorów z Dalekiego Wschodu? Czy jest to jedyny rodzynek piszący tak dobrą fantastykę w Kraju Kwitnącej Wiśni, czy też może czeka teraz czytelników wysyp literatury azjatyckiej, porównywalny do boomu związanego ze skandynawskimi kryminałami? Jeśli inne propozycje są tak samo dobre, to nie mam nic przeciwko.

8.5
Ocena recenzenta
7.39
Ocena użytkowników
Średnia z 9 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 4
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Na skraju jutra (All You Need Is Kill)
Autor: Hiroshi Sakurazaka
Tłumaczenie: Anna Horikoshi
Wydawca: Galeria Książki
Data wydania: 4 czerwca 2014
Liczba stron: 280
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-64297-25-0
Cena: 34,90 zł



Czytaj również

Na skraju jutra
D-Day Anno Domini 2014
- recenzja
Żołnierze kosmosu - Robert A. Heinlein
Kawaleria po korepetycjach z moralności
- recenzja

Komentarze


leto_ii
   
Ocena:
+1

Oglądałem, czytałem i polecam - bardzo fajnie po filmie poznać książkę, bo są istotne różnice.

14-08-2014 16:38
earl
   
Ocena:
0

Lepiej książkę po filmie niż odwrotnie, bo obejrzenie adaptacji po przeczytaniu książki zazwyczaj u mnie wywołuje pewien niedosyt.

14-08-2014 18:51
balint
   
Ocena:
0

W tym przypadku film jest raczej "na motywach" aniżeli "ekranizacją". Tak jak napisał leto_ii: różnice są istotne, jednakże warto zapoznać się i z filmem i książką. Ale rzeczywiście w kolejności zaproponowanej przez Earla.

14-08-2014 20:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.