Modlitwy do rozbitych kamieni / Czas wszystek, światy wszystkie / Miłość i śmierć
Rozmaitości średniej jakości
Omawiana pozycja to trzy zbiory opowiadań autorstwa Dana Simmonsa, za sprawą Maga dostępne w Polsce w jednym tomie. Modlitwy do rozbitych kamieni, pierwotnie wydane w 1990 roku, zawierają wczesne prace autora, Miłość i śmierć to teksty o nietrudnej do odgadnięcia tematyce, pierwotnie opublikowane w 1993 roku, zaś Czas wszystek, światy wszystkie (2002 r.) zawiera teksty z gatunku SF, w większości bardziej lub mniej bezpośrednio związane z eksploracją kosmosu lub – szerzej – nieznanego. Zbiory te bardzo różnią się od siebie jakością historii – choć pewne ich cechy pozostają niezmienne – toteż pozwolę sobie omówić je jako niezależne dzieła.
Modlitwy do rozbitych kamieni borykają się z bolączkami, jakich można się było spodziewać po tekstach początkującego pisarza. Warsztat autora nie jest jeszcze w pełni rozwinięty, a język i styl bywają, delikatnie mówiąc, nieoszlifowane. Z drugiej strony czuć tu najwięcej kreatywnej swobody, a opowiadania są urozmaicone – natrafimy na horror, czarną komedię w kilku wydaniach, SF, a także kilka tekstów, które wymykają się łatwej klasyfikacji. Siadając do lektury, nigdy nie wiedziałem czego się spodziewać, co dodawało nieco emocji.
Było to ze wszech miar korzystne, gdyż same opowiadania niestety nie powalają, choć pod względem jakości zbiór jest bardzo nierówny. Jest tu kilka, za którymi stał bardzo ciekawy pomysł, położony jednak przez nieprzemyślane wykonanie. Styks płynie pod prąd czy Bilet do Wietnamlandu to teksty fenomenalne w swoim zamyśle, jednak w bardzo niewielkim stopniu wykorzystujące swój potencjał – szczególnie w przypadku drugiego z nich, które porusza naprawdę ciekawe problemy, ale nie ma na ich temat dokumentnie nic do powiedzenia. Poza tym natrafimy tu też na kilka tekstów, które mogłyby być dobre, gdyby nie były tak okropnie przegadane (Śmierć centaura, Oczu napotkać nie śmiem w moich snach, Wądoły Iversona, Wspomnienia o Siri), oraz parę całkiem porządnych opowiadań, przy lekturze których bawiłem się przyzwoicie – Dwie minuty czterdzieści pięć sekund oraz Trupią otuchę.
Pozostałe kilka tekstów jest zwyczajnie złych. Vanni Fucci ma się dobrze i żyje w piekle oraz W ząbek czesani w zamyśle są narracjami komediowymi które jednak nie śmieszą. Ich koncept w obu przypadkach jest absolutnie absurdalny, co mogłoby być źródłem humoru, jednak autorowi najwyraźniej zabrakło przy pisaniu luzu, bo cała reszta (styl, opisy, dialogi) są już śmiertelnie poważne, więc zamiast się uśmiechać, krzywiłem się. W przypadku Koszmaru za sprawą bujającej się kołyski i Metastazy sytuacja wygląda całkiem podobnie – z tym, że tu absurd pomysłu był chyba niezamierzony, co wywołuje jeszcze gorsze odczucia.
Czas wszystek, światy wszystkie to zbiór bardziej jednorodny – a także nieco lepszy od wcześniej omawianego. Lepszy nie znaczy jednak dobry. Znajdziemy tu Sieroty z Helisy, opowiadanie osadzone w uniwersum Hyperiona, które zachwyciło mnie bogatym światem i interesującym zawiązaniem fabuły, by potem palnąć mnie prosto między oczy boleśnie niespójnym i nielogicznym finałem. Autor w sposób oczywisty miał interesujące pomysły, jednak wprowadzając je do tekstu nie zastanawiał się chyba szczególnie, jak dane rozwiązanie wpływa na inne elementy świata – skutek jest taki, że cała intryga okazuje się ostatecznie być nieporozumieniem rozwiązywanym dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności. Dostajemy też Dziewiąty dzień miesiąca aw z uniwersum Ilionu/Olimpu, o którym mogę powiedzieć tylko tyle, że jest niesamowicie statyczne i przegadane, przez co przez lekturę raczej brnie się niż płynie.
Pozostałe teksty prezentują się lepiej, choć nie idealnie. We wszystkich trzech bardzo dużą rolę odgrywa porządnie wykonana charakterystyka postaci, która ciągnie je do przodu, gdyż ich fabuły są słabo zarysowane lub wręcz pretekstowe. Poszukiwania Kelly Dahl, osnute wokół motywów takich jak trauma, nałóg i poczucie winy, choć statyczne, jest zdecydowanie mniej przegadane niż wiele z innych tekstów autora, dzięki czemu czyta się je z względną przyjemnością. Również ze świadomością, że poruszane są trudne, poważne tematy, jednak Simmons ślizga się jedynie po ich powierzchni, nie mówiąc nigdy na ich temat nic szczególnie istotnego. W Na K2 z Kanakaredesem fantastyka jest nieco wymuszona – choć mamy tu tytułowego kosmitę, a całość osadzona jest w przyszłości, tak naprawdę to po prostu tekst o trudach i niebezpieczeństwach wspinaczki wysokogórskiej i braterstwie, jakie wytwarza się między himalaistami w tych ekstremalnych warunkach. Pod tym względem to przyzwoite opowiadanie, da się poczuć emocje bohaterów i ewolucję ich relacji, szkoda więc, że fantastycznonaukowa otoczka niepotrzebnie go rozwadnia. Koniec grawitacji na pozór opowiada o rosyjskim programie kosmicznym widzianym oczami Amerykanina, w gruncie rzeczy jest jednak o miłości – strona uczuciowa jest tu całkiem przyzwoicie zarysowana i całe szczęście, bo fabuła, łagodnie rzecz ujmując, nie powala.
Ostatni ze zbiorów, Miłość i śmierć, jest bezdyskusyjnie najlepszym w omawianym tomie – choć niepozbawionym wad. Zawarte w nim teksty są spójne tematycznie, a przy tym urozmaicone, potrafią budzić emocje i w przemyślany sposób wykorzystywać światotwóstwo do omawiania realnych problemów – co wcześniej nie zawsze się udawało. Łóżko entropii o północy to opowiadanie, które przemówiło do mnie najmocniej – mówi bowiem o lękach, z którymi musi zmierzyć się rodzic, gdy jego dziecko wkracza w pełen zagrożeń świat. To tekst przewrotny, który z całą pewnością rozczaruje niektórych czytelników bowiem autor celowo nie doprowadził go do zgodnego z logiką zakończenia, pozostawiając za sobą potężną, niewystrzeloną strzelbę Czechowa – co było z jednej strony frustrujące, a z drugiej stanowiło bardzo dobre dopełnienie koncepcji, jaka stała za tekstem.
Śmierć w Bakgkoku jest przyzwoita, ale nie powalająca – przewidywalna tam, gdzie powinna zaskakiwać, ale starannie napisana, pełna barwnych opisów i z poprawnie scharakteryzowanym bohaterem. Sypiając z zębatymi kobietami, opowiadanie mocno inspirowane wierzeniami Siuksów, to narracja z pogranicza mitu i horroru – połączenie, które może zachwycić lub zniechęcić. Mitologiczny styl, na który składa się pewna skrótowość opowieści, połączona z naciskiem kładzionym bardziej na drogę niż cel, a także typowo "legendowa" logika wydarzeń, w której rzeczy dzieją się, żeby historia mogła się toczyć, a nie dlatego, że mają sens, nie każdemu przypadną do gustu, ale jeżeli ktoś jest fanem tego typu prozy, powinien być zadowolony.
Flashback, w którym Stany Zjednoczone są zalewane narkotykiem pozwalającym raz po raz przeżywać wybrane wspomnienia, to jeden z nielicznych tekstów w całym zbiorze, który nie tylko nawiązuje do ważnych tematów, ale też faktycznie ma coś konkretnego do powiedzenia. Wykreowany obraz społeczeństwa uderza dziś (w epoce mediów społecznościowych) nawet mocniej niż kiedyś, bo paralele między naszym światem a fikcyjnym są aż nadto oczywiste. Z kolei Wielki kochanek, opowiadający o losach oficera na zachodnim froncie w trakcie pierwszej wojny światowej, był dla mnie najbardziej kontrowersyjny. Z jednej strony opisy okopowego życia, ciągłego strachu i okropieństw ziemi niczyjej są napisane bardzo dobrze i świetnie budują ciężki, beznadziejny nastrój. Z drugiej, autor – w sposób zapewne niezamierzony – poprzez finałowy zwrot akcji okazuje wręcz okropny brak szacunku dla milionów żołnierzy zabitych w tych przerażających okolicznościach.
Omawiany tom to pozycja, którą trudno jednoznacznie polecić lub odradzić. Są tu zarówno opowiadania dobre, jak i bardzo złe, a także całkiem sporo średniaków. Jeżeli lubicie prozę Simmonsa lub traficie na tę książkę gdzieś na przecenie, może warto dać jej szansę. W pozostałych przypadkach radziłbym unikać.
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
Autor: Dan Simmons
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski, Anna Reszka, Wojciech Szypuła, Robert Waliś
Wydawca: Mag
Data wydania: 8 grudnia 2023
Liczba stron: 944
Oprawa: twarda
Seria wydawnicza: Artefakty
ISBN-13: 978-83-67793-50-6
Cena: 89,00 zł







