» Recenzje » Młot

Młot


wersja do druku

Zemsta najlepiej smakuje na zimno?

Autor: Redakcja: Marcin 'lemon' Łukasiewicz

Młot
K.J. Parker przedstawia skutki wściekłości narosłej pod maską spokoju, przeradzającej się w szczegółowy plan zadania pokuty winowajcom. I nie czyni tego z epickim rozmachem, lecz na skalę znacznie mniejszą, udowadniając, iż taka odmiana zemsty również potrafi poruszyć czytelnika.

Ród met’Oc miał swoje dobre czasy. Kiedyś należał do najbardziej szanowanej szlachty Domu, zaangażowany w jego polityczne i militarne sukcesy, słynny ze swego bogactwa. Lecz wystarczyła jedna wojna i opowiedzenie się po niewłaściwej stronie, by dawne zasługi poszły w niepamięć, a pozostałych przy życiu członków skazano na wygnanie do zamorskiej kolonii. Tam osiedli w posiadłości na szczycie góry zwanej Blatem, odcinając się od reszty mieszkańców, wciąż przekonani o swym znaczeniu, pełni dumy i wypaczonego poczucia honoru. Tkwili tam niewzruszenie, karmiąc się opowieściami o dawnej chwale, czytając pożółkłe ze starości księgi, tudzież oddając się typowo szlacheckim rozrywkom jak polowanie oraz urządzanie grabieżczych najazdów na stojących znacznie niżej na drabinie społecznej sąsiadów. A ci, sarkając na met’Oków, tolerowali ich eskapady, uznając je za koloryt lokalny. Owo status quo trwałoby znacznie dłużej, gdyby nie najmłodszy z rodu – Gignomai. Chłopak zdecydowanie mógłby nosić miano wyrodka, gdyż ani nadmiernie nie cenił cnót wpajanych mu przez ojca i braci, ani też nie zamierzał iść w ich ślady. Ba, przejawiał niezdrowe wręcz zaciekawienie pozostałymi mieszkańcami kolonii, odważając się zaprzyjaźnić z synem miejscowego kupca – Furiem. A potem uczynił rzecz jeszcze bardziej karygodną, która zachwiała posadami do tej pory w miarę bezpiecznego i poukładanego świata kolonistów...

Choć pozornie kreowany na skrajnego indywidualistę i czarną owcę rodu, Gig przejął wiele charakterystycznych dla met’Oków cech, które umiejętnie zmodyfikował, by stały się pomocą w realizacji precyzyjnego planu. Opisując jego dorastanie, Parker wprowadza wątki, które w pierwszym momencie nie wydają się nadmiernie istotne i dopiero w miarę rozwoju akcji ujawnia ich prawdziwe znaczenie. Zaś budując postać młodzieńca, posługuje się zbiorem cech, które są aż nadto znajome – w podobny bowiem sposób kreował Bassa ze Składanego noża (Młot rozgrywa się w tym samym świecie). O ile jednak postać Pierwszego Obywatela jawiła się niezwykle skomplikowaną mozaiką charakterologiczną, która summa summarum tworzyła z niego niesamowicie pełnokrwistego bohatera, to w wypadku Gignomaia otrzymujemy portret znacznie bardziej wyblakły, który sprawia wrażenie niedopracowanego. Owszem – chłopak posiada niezwykle sprawny umysł, dar do knucia intryg, charyzmę i umiejętność przekonywania, lecz czegoś tu zabrakło, rysu, który by spajał pozostałe wyróżniki charakteru i czynił go bardziej ludzkim.

Basso, pomimo rozlicznych wad, budził we mnie ogromną sympatię, natomiast poczynania Giga obserwowałam z zaciekawieniem, lecz podszytym obojętnością. Jego nienaturalny spokój, momentami na granicy autyzmu, pokrętna logika, którą częstował swych rozmówców, wreszcie plan ubarwiony sporą dawką demagogii, który wydawał się jeno przykrywką konceptu znacznie bardziej mrocznego, powodowały, iż każde pojawienie się Giga owocowało moją gorączkową spekulacją, cóż on naprawdę knuje, a także podejrzeniami o rozmaite psychiczne skrzywienia. A kiedy w dramatycznym finale wyjawiony zostaje właściwy cel jego knowań i obnażony bezmiar psychicznego pokancerowania – towarzyszyło mi uczucie niedosytu, gdyż wytłumaczenie, choć wstrząsające, nie miało aż takiej siły wyrazu, jak finał Składanego noża.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Cały ród opisany jest na zasadzie rozdzielenia pomiędzy jego przedstawicieli konkretnych cech charakteru, które, podkreślone znaczeniem ich imion, stanowią jednocześnie definicję. Nestor met’Oków, nieco sadystyczny tyran i despota, zimny i wyrachowany Phainomai (czyli Wydaję się) ma zakodowany w głowie obraz siebie jako nosiciela ściśle wyselekcjonowanych, właściwych szlachcie wartości. Jego syn Lusomai (Zostanę spuszczony ze smyczy) to rodzinny mediator, odreagowujący napięcie psychiczne i uwalniający mroczną stronę swej natury podczas łupieżczych wypraw. Sthenomai (Jestem silny) zajmuje się jakże niegodnymi dla syna wysokiego rodu pracami gospodarczymi. Zamknięci w swoim mikroświecie, wciąż kultywujący dawne cnoty, choć w mocno wynaturzonej odmianie, marzący o powrocie do Domu i odzyskaniu dawnych zaszczytów, jawią się jaskrawą karykaturą obrazu szlachetnie urodzonych, mocno strupieszałą, zamkniętą w cyklu rytuałów, zakazów i nakazów, które już dawno straciły rację bytu. Zaś imię samego Gignomaia (Staję się) jest prorocze, gdy patrzymy na jego postępowanie.

Na ich tle bryzą normalności są pozostali mieszkańcy kolonii. Zazdrość, chciwość, zdrada, zawiść, małostkowość – całe to panoptikum ludzkich słabości w porównaniu z met’Okowskim katalogiem wypaczeń stanowią jeno niewinne przywary. Co prawda poznajemy lepiej jedynie garstkę z nich – z wujem Furia, kupcem i burmistrzem Marzo Opello i jego wyemancypowaną kuzynką Teucer na czele (i są to niezwykle wyraziste osobowości) – lecz i pojawiający się marginalnie inni koloniści to ujęte w bardzo soczystym stylu postaci. A prócz nich wyspę zamieszkują tubylcy, których ziemię siedemdziesiąt lat wcześniej podbito. Swą milczącą obecnością stanowią nieustający wyrzut sumienia, budzą lęk i niepokój, wedle ksenofobicznego przekonania, że inni są źli. Kreując ich, Parker posłużył się historyczną analogią – przypominają północnoamerykańskich Indian, zarówno zachowaniem, jak i sposobem myślenia. Dodatkowo wyróżnia ich charakterystyczny mistycyzm, którego wykład daje Gignomaiowi pewien starzec, były niewolnik przed laty zawieziony do Domu, a potem znów odeskortowany na wyspę, rozpamiętujący uroki cywilizowanego świata. Według niego koloniści są dla rdzennych mieszkańców wyspy jedynie odbitymi w czasie i przestrzeni echami ludzi martwych lub tych, którzy się jeszcze nie narodzili, wcieleniem żywotów, które wymknęły się z cyklu reinkarnacji. Nie są i nigdy nie będą z ich czasów i świata, dlatego nigdy się wzajemnie nie zrozumieją.

Owo stwierdzenie jest kwintesencją całej powieści i jednym ze sposobów jej interpretacji. To wiwisekcja miniaturowego społeczeństwa, opis ludzi żyjących obok siebie, lecz nie potrafiących wzajemnie się pojąć, gdyż "odczytują" swych sąsiadów na sposób wielce subiektywny i stronniczy, przykładając do nich miarę wykrzywioną niechęcią, żalem i złością. To również opowieść o dawnych przewinach, za które nie sposób odpokutować, czynach, których nie da się wymazać, pamięci stanowiącej brzemię nie do udźwignięcia. A także o tym, jak przeszłość kształtuje człowieka. Tytułowy młot to nie tylko narzędzie w fabryce, mającej się stać nową przyszłością kolonistów, którego wykonanie stało się sednem planu Gignomaia, ale również metafora siły kształtującej ludzką osobowość. Młodzieniec zastanawia się, kim by się stał, gdyby rozżarzone żelazo jego duszy uderzane było w inny sposób. I wreszcie on sam staje się młotem, który spada karcąco na obiekty jego zemsty.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Parker z psychologicznym zacięciem opisuje relacje międzyludzkie, nie ucieka się jednak do znanych schematów, lecz każdą emocję interpretuje na charakterystyczny, znany już ze Składanego noża sposób. Jego wersja przyjaźni jest mocno wypaczona, więź pomiędzy Gigiem i Furiem, miast opierać się na wzajemnym zaufaniu, podszyta jest niepokojem. Braterską miłość można by było określić raczej mianem nienawiści, choć również nie oczywistej, balansującej na granicy uzależnienia. Albowiem Gig nie potrafi kochać ani się przyjaźnić. Owszem, bardzo dobrze opanował teoretyczną stronę tych emocji, lecz w praktyce jego zdolność do okazywania uczuć jest upośledzona, potrafi je przeżywać jeno według własnych, specyficznych reguł.

Historia opisana w Młocie toczy się nieśpiesznie, z początku przypominając rodzinną kronikę, potem, gdy akcja przenosi się do kolonii i przedstawia realizację planów Giga i Furia, powieść obyczajową utrzymaną w klimacie Ziemi obiecanej, by na koniec stać się zimną i brutalną opowieścią o zemście, winie i karze, z zawieszonym w przestrzeni pytaniem, czy było warto. Parker bardzo umiejętnie buduje nastrój. Kiedy, teoretycznie, przez większą część fabuły dzieje się bardzo mało, autor skupia się na powolnym uzupełnianiu wizerunków kolejnych wkraczających na scenę postaci, ich wzajemnych interakcjach oraz dialogach będących jednocześnie wykładnią przekonań poszczególnych bohaterów, mistrzowsko ujętych, pełnych ciętego cynizmu i gorzkiej ironii, filozoficznych podtekstów i demagogicznych argumentów.

Parker nie byłby sobą, gdyby nie wprowadził do Młota motywu merkantylnego, który jest jednym z wyznaczników jego prozy. Tym razem nie są to rozbuchane opisy handlowych inwestycji i ich konsekwencji rozgrywających się na skale państwową – akcja toczy się w wybitnie hermetycznym, kolonialnym świecie, ale charakterystyczny, Parkerowski pazur jak zwykle nie zawodzi. Fabuła roi się od rozmaitych historycznych odniesień – od konkwisty w Nowym Świecie poczynając, poprzez amerykańską wojnę o niepodległość, na działalności Kompanii Wschodnioindyjskiej kończąc. Bardzo wiele miejsca zajmują rozważania o handlu wymiennym oraz opisy kolejnych prób uniezależnienia się od towarów z Domu (pod którym to hasłem rozpoczął realizację swego planu Gig). Sceny negocjacji i zawiłe dyskusje o korzyściach, które niesie postęp, prowadzone w sposób nieodmiennie sarkastyczny, za każdym razem wywoływały mój uśmiech.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Autor ewidentnie wymościł sobie wygodną niszę w fantastyce i czuje się w niej coraz pewniej. I choć Młot moim zdaniem nie dorównuje Składanemu nożowi – zabrakło w nim elementu zaskoczenia, który zaserwowany był w finale tamtej powieści, jak również postaci nie zapadają w pamięć tak mocno, jak Basso, i dopiero po zsumowaniu cech wszystkich członków rodu met'Oc otrzymujemy coś na kształt wizerunku Pierwszego Obywatela – to na razie książka ta plasuje się na czele moich literackich objawień tego roku.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 4
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Młot (The Hammer)
Autor: K.J. Parker
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawca: MAG
Data wydania: 24 stycznia 2014
Liczba stron: 560
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7480-414-1
Cena: 39 zł



Czytaj również

Sharps
Przemawiając stalą
- recenzja
Młot - fragment
- fragment
Składany nóż - K.J. Parker
Pecunia non olet
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.