» Recenzje » Malowany człowiek - Peter V. Brett

Malowany człowiek - Peter V. Brett


wersja do druku

Strach ma wielkie oczy

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło

Malowany człowiek - Peter V. Brett
Uniwersum wykreowane na potrzeby Malowanego człowieka rządzi się dwiema prostymi zasadami: w dzień ludzie pracują, zaś noce spędzają w domach. Każdy, kto ceni własne życie, nie oddala się zbytnio od czterech ścian chronionych runami. Jeśli zaś komuś zdarzy się zawędrować zbyt daleko, by przed zmierzchem wrócić w bezpieczne miejsce, zginie rozszarpany przez powstające z ziemi demony. W świecie stworzonym przez Bretta ludzie boją się ciemności, gdyż wiedzą, że mrok niesie ze sobą śmierć.

_______________________


Ten mroczny świat poznajemy z perspektywy trzech bohaterów. Pierwszy z nich – Arlen – marzy, by dotrzeć dalej niż na kraniec rodzinnej wioski. Na zmianę w jego życiu wpływa akt tchórzostwa ojca, który, zaatakowany, bierze nogi za pas i pozostawia żonę na pastwę demonów. Arlen, nie mogąc wybaczyć rodzicowi, iż nie próbował walczyć, ucieka z domu, wypowiadając wojnę otchłańcom. Dzięki talentowi do rysowania run (który okaże się kluczowy zarówno dla tej postaci, jak i całego świata) przeżywa na szlaku i szczęśliwie trafia na Posłańca – człowieka wyszkolonego w posługiwaniu się runami i bronią, by podczas podróży radził sobie z demonami – który przygarnia go pod swoje skrzydła. Po latach nauki sam zostaje Posłańcem, ale wędrowanie od wioski do wioski, by handlować i przekazywać wiadomości ze świata go nie satysfakcjonuje. Dlatego wyrusza na poszukiwanie starożytnych ruin Słońca Anocha z nadzieją, iż odnajdzie tam z dawna zapomniane bojowe runy, mogące przywrócić ludziom szansę w walce z otchłańcami. Chłopak sprawia wrażenie upartego niczym osioł, ale łatwo w tym przypadku pomylić upór z determinacją – Arlen nie ogląda się za siebie, nie uznaje półśrodków i nie zadowala się byle czym. Do jasno określonego celu dąży dosłownie po trupach, nie tylko demonów, ale również ludzi, przez co w pewnym momencie niepokojąco upodabnia się do istot, które chce pokonać.

Drugą z głównych postaci jest Leescha – młoda i bardzo atrakcyjna dziewczyna, pragnąca od losu czegoś więcej niż gromadki dzieci. Pisany jest jej zupełnie zwyczajny żywot, ale wszystko bierze w łeb, gdy kłamstwo narzeczonego omal nie przyczynia się do utraty przez nią dobrego imienia. Nie chcąc skończyć jak matka (wioskowa ladacznica), dziewczyna porzuca dotychczasowe życie, by zostać Zielarką. Pod okiem przełożonej przyswaja wiedzę o ziołach, maściach i lekach, mogących polepszyć samopoczucie, wzmóc potencję, pozbyć się niechcianej ciąży, ale też pozbawić życia. Dziewczyną kieruje chęć zdobycia wykształcenia, a także wyrwania się z rodzinnej wioski do jednego z wielkich miast. Na przestrzeni powieści Leescha zmienia się z zahukanej, żyjącej w strachu przed matką dziewczynki w pewną siebie, silną kobietę. Nieustannie zmaga się jednak z demonami przeszłości – nie potrafi zaufać i znaleźć odpowiedniego dla siebie mężczyzny, co z wiekiem coraz bardziej ją przytłacza.

Trzeci z protagonistów, chłopczyk o imieniu Rojer, to najtragiczniejsza z postaci pierwszoplanowych. Demony w dzieciństwie odbierają mu dom, rodziców i dwa palce prawej dłoni. Trzylatka ratuje Minstrel, przygarnia go i szkoli w swej profesji. Chłopakowi, z uwagi na kalectwo, z trudem przychodzi nauka wielu umiejętności, chociażby żonglowania, ale za to przejawia niezwykły talent do gry na skrzypcach, co w przyszłości uratuje mu życie. Z rozwojem akcji młodzian zdobywa sławę i uznanie, ale przez długi czas nie może się przełamać, by wyruszyć na szlak, gdzie młodzi Minstrele, grając po okolicznych wsiach, pracują na swoje dobre imię. Rojer jednak nie załamuje się i, tak jak nie poddał się kalectwu, tak też pokonuje strach przed demonami.

Protagoniści dorastają przez całą powieść – fabuła obejmuje prawie piętnaście lat, więc mają po temu sporo czasu – nieustannie dążąc do celów obranych w młodości. Ich kreacje wprawdzie nie należą do najbardziej oryginalnych, opierają się bowiem na dobrze znanych z gier RPG archetypach wojownika, uzdrowicielki i barda, trudno jednak im cokolwiek zarzucić. Bohaterowie posiadają zarówno mocne, jak i słabe strony, ale to przede wszystkim niedoskonałości i mnożące się wątpliwości dodają im realności – dzięki temu łatwiej się z nimi utożsamić i ich polubić. Z czasem owa nić sympatii i zainteresowanie stają się na tyle silne, iż czytelnicy mogą być zagrożeni wystąpieniem syndromu "jeszcze jednej strony". Nie zdradzę chyba zbyt wiele pisząc, że ostatecznie drogi trzech głównych postaci się krzyżują.

Jednakże nie tylko bohaterowie powinni uchodzić za atuty tej powieści – uniwersum wykreowane na potrzeby Malowanego człowieka również ma co nieco do zaoferowania. Brett odkrywa karty stopniowo, dlatego też świat przedstawiony na początku ogranicza się do małych, zacofanych wiosek, w których wciąż jeszcze panuje handel wymienny, analfabetyzm, ogólna ciemnota a także różne patologie społeczne (jak chociażby kazirodztwo). Dni wypełnia ciężka fizyczna praca, a noce – strach przed demonami oraz próby ucieczki od owego lęku, ponieważ niemal wszyscy pogodzili się z tym podziałem i nieliczni tylko próbują walczyć. Najważniejszymi osobistościami w owych miejscach są Patronowie Runów – uczeni potrafiący pisać i czytać, a przede wszystkim kreślić ochronne znaki, zapewniające bezpieczeństwo przed demonami. Równie ważne role pełnią Zielarki, które, prócz znajomości najrozmaitszych wywarów, maści, leków itp., strzegą, wydawałoby się, z dawna zapomnianych tajemnic – potrafią wytwarzać zarówno łatwopalny płyn, jak i przedmioty w użyciu podobne do granatów, skutecznie raniące demony.

Wraz z rozwojem fabuły autor uchyla czytelnikom rąbka tajemnicy i zaprasza na zwiedzanie miast-fortów, które grubymi murami, pokrytymi runami odgradzają ludzi od demonów. Miast w świecie Bretta nie uświadczymy zbyt wiele (zaledwie pięć), acz każde z nich słynie i utrzymuje się z czegoś, czego innym miastom brakuje: jedno dostarcza drewna, ale potrzebuje żywności, inne ma nadwyżkę pożywienia, lecz nie posiada żadnych złóż mineralnych itd. Dzięki tym zależnościom utrzymuje się więc między nimi stan równowagi. Ponieważ w miastach działają gildie oraz szkoły, życie wygląda w nich inaczej niż na prowincji. Różnice występujące pomiędzy poszczególnymi stanami społecznymi najlepiej widać na przykładzie płci pięknej: kobieta, która urodzi dziecko, zyskuje status Matki i jest w mieście uważana za ważną personę – w ten sposób posługaczka z dzieckiem będzie wyżej ceniona niż szlachcianka, która jeszcze nie urodziła. Z pozoru ucywilizowani mieszczanie nie różnią się jednak w najważniejszym aspekcie od przedstawicieli niższych warstw – wszyscy jednakowo żyją w strachu przed nocą i demonami (wyjątkiem są Krasjanie – pustynny lud, który każdej nocy stawia czoła demonom w walce, acz ów wysiłek okupuje ogromnymi stratami).

Brett pisze przyjemnym i niezbyt wymagającym stylem – nie używa wymyślnych metafor, ani arcytrudnych słów, o które można by się "potykać" podczas lektury. W powieści ciągle coś się dzieje, a częste zmiany miejsc wydarzeń, czy też postaci, z perspektywy których śledzimy akcję, gwarantują, że czytelnikom nie straszne będą nuda tudzież monotonia. Na przyjemność czerpaną z obcowania z Malowanym człowiekiem ogromny wpływ ma także charakterystyczny, ciężki klimat i często towarzyszące postaciom uczucie strachu oraz zaszczucia. Otchłańce wszystkich żywiołów rządzą tą krainą i to pod ich dyktando toczy się życie ludzi. Czytelnik ma wrażenie, że w owym świecie przydałby się wojownik pokroju rodzimego Wiedźmina, który potworom stawiłby czoła z mieczem w ręku. Powieść Bretta można czytać jak "podręcznik o ludzkich lękach" i sposobie radzenia sobie z nimi. Autor w przekonujący sposób oddał różnorakie reakcje na strach, a na przykładzie swoich bohaterów pokazał, jak poradzić sobie z sytuacjami, w których niezwykle trudno zachować zimną krew. Warto podkreślić również, że czasami to nie demony, a ludzie okazują się tymi podlejszymi istotami.

Osobny akapit należy się stronie wydawniczej. Jaka jest okładka i umieszczona na niej ilustracja, każdy widzi – wypada nadmienić jednak, iż mile dla oka błyszczący tytuł to efekt brokatu, który podczas obcowania z książką może się zetrzeć, brudząc palce. Nie ma się też czego czepiać, jeśli chodzi o ogólne wykonanie – są charakterystyczne dla Fabryki Słów czcionka i układ druku, na plus wypada również policzyć przewijające się od czasu do czasu rysunki. Jak do tej pory wszystko brzmi pięknie, ale w beczce miodu znalazło się całe wiadro dziegciu. Malowany człowiek został podzielony na dwie księgi, przez co czytelnik, aby poznać całą historię, jest zmuszony do dwukrotnej zapłaty. O ile taka praktyka nie dziwi w przypadku naprawdę grubych tomiszczy (chociażby Tańca ze smokami Martina), to jeśli chodzi o Malowanego człowieka można się zastanawiać, czy naprawdę nie było innego wyjścia.

Peter V. Brett zanotował świetny debiut, który odbił się echem na całym świecie – do tej pory został już bowiem przetłumaczony na ponad dwadzieścia języków, a to o czymś świadczy. Jego powieść zdaje się nieśmiało mrugać do czytelnika, jakby nieco zawstydzona prostym stylem, w którym została napisana, ale wystarczy poświęcić jej kilka chwil, by dać się wciągnąć w przygody trójki sympatycznych bohaterów. Świat, któremu najbliżej do dark fantasy, posiada ogromny potencjał i można mieć tylko nadzieję, że autor ma już pomysł, jak go odpowiednio wykorzystać. Powinien tę kwestię dobrze przemyśleć, gdyż w przeciwnym wypadku trudno mu będzie sprostać wysokim oczekiwaniom fanów. Malowanego człowieka gorąco polecam wszystkim miłośnikom dobrego fantasy, gdyż ta pozycja nie powinna nikogo zawieść.


Tytuł: Malowany człowiek (The Painted Man)
Cykl: Malowany człowiek
Tom: 1 (księga 1)
Autor: Peter V. Brett
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 28 listopada 2008
Liczba stron: 504
ISBN-13: 978-83-7574-057-8
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 195 mm
Seria: Obca Krew
Cena: 33,90 zł
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
8.7
Ocena użytkowników
Średnia z 97 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Malowany człowiek
Cykl: Cykl Demoniczny
Tom: 1 (księga 2)
Autor: Peter V. Brett
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Autor okładki: Larry Rostand
Autor ilustracji: Dominik Broniek
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 13 lutego 2009
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
Seria wydawnicza: Obca Krew
ISBN-13: 978-83-7574-050-9
Cena: 29,99 zł



Czytaj również

Wojna w blasku dnia. Księga I - Peter V. Brett
Powiew świeżości
- recenzja
Wielki Bazar, Złoto Brayana - Peter V. Brett
Za mało, za drogo
- recenzja
Malowany człowiek, księga 2 - Peter V. Brett
Czyli naprawdę mieszane uczucia
- recenzja
Malowany człowiek - Peter V. Brett
Czyli wspaniała powieść z budzącym nienawiść zakończeniem
- recenzja
Dziedzictwo Posłańca
Początki przyszłych bohaterów
- recenzja
Otchłań: Księga II
Wielki finał czas poznać!
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
mnie jedna rzecz razi... i w "malowanym człowieku" i w pustynnej włóczni", moim zdaniem Brett trochę przesadza, bo mało która postać nie została wcześniej bądź później zgwałcona...no przegięcie trochę, ja rozumiem, że brutlny świat itp, ale trochę za dużo tego, albo ja za wrażliwy jestem
01-12-2012 22:08
Asthariel
   
Ocena:
0
Też miałem takie wrażenie, i dlatego cykl niezbyt przypadł mi do gustu. Jest różnica między stworzeniem mrocznego, brutalnego świata, a "Grimdarkiem".
01-12-2012 22:16
Clod
   
Ocena:
0
Mi się to jakoś do tej pory nie rzuciło w oczy, ale podczas lektury "Pustynnej włóczni" na pewno zwrócę na ten element szczególną uwagę.
01-12-2012 23:16
~Fka

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dokładnie, bardzo mi się to w tym cyklu nie podoba, a wcale nie uważam się za wrażliwą osobę. Po za tym Leesha strasznie mnie irytowała. Jak można się nie bronić przed gwałtem? Pamiętam dokładnie, że później wspomina, że miała w trakcie zdarzenia w kieszeni jakieś igły nasączone trucizną, i co? Nie użyła ich, no tak lepiej być cierpiętnicą.
Przeczytałam wszystkie części bo kupiłam je za jednym zamachem, ale nie mam ochoty na kontynuacje, która kiedyś tam wyjdzie.
02-12-2012 09:06
~Beamhit Banita

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Taaaa...

Jedna księga podzielona na dwa. Było inne wyjście: Mogli zawsze podzielić na trzy, by jeszcze więcej forsy wyciągnąć. Albo cztery.
02-12-2012 14:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.