MaddAddam

Światełko nadziei po zagładzie

Autor: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

MaddAddam
Czy to nie dziwne, że końcowy tom postapokaliptycznej trylogii Margaret Atwood jest najbardziej optymistyczny z całego cyklu? Uzupełnia on kolejne brakujące elementy z historii przed-Potopem i opisuje dalsze losy pozostałej przy życiu gromadki ludzi, ale najważniejsze w nim są przemiany zachodzące u Derkaczan.

Wspomniane brakujące fragmenty historii to wspomnienia Zeba dotyczące jego dzieciństwa (okazuje się bratem Adama!) i dalszej działalności już w ramach Ogrodników. Rzuca to dodatkowe światło na funkcjonowanie tej organizacji, a także dodaje nieco głębi kilku postaciom (w tym Derkaczowi). Poza tym główną narratorką ponownie jest tutaj Toby – ale jeszcze większy nacisk położony jest na jej bycie łącznikiem z Derkaczanami i niejako ich mitotwórczynią.

I choć określiłem MaddAddama powieścią optymistyczną, to nie jest to optymizm związany z ludzkością. W tej części pozostali przy życiu Ogrodnicy planują jak rozwiązać ich największy problem (obecność paintbólowców) i próbują dalej egzystować. I tyle. Nie ma w nich żadnej siły twórczej – są reliktem z czasów przed-Potopem, którego zadaniem jest wyginąć, ustępując miejsca Derkaczanom. Ci ostatni są ożywczą siłą tego świata i tylko z nimi/dzięki nim pozostałości ludzkości jako takiej mogą przetrwać. Jednak przez fakt, że nie wszyscy ludzie zginęlioryginalny plan Derkacza zostaje udaremniony – niedobitki te "zanieczyszczają" życie nowego gatunku; to proces, który zapoczątkował już Yeti. Dał im on namiastkę religii, tradycji, stworzył pierwsze obrzędy, a Toby kontynuowała jego dzieło – pod koniec cyklu Derkaczanie zaczynają uczyć się pisma i są na dobrej drodze do stworzenia zalążków kultury materialnej i pójścia w ślady ludzkości. Czyżby odczłowiecze gatunki inteligentne były skazane na powtarzanie tego samego cyklu?

Fabularnie (poza retrospekcjami) wszystko jest podporządkowane temu procesowi mitotwórczemu i kulturowemu, któremu przewodzi Toby. Również narracja jest dzięki temu urozmaicona – kilka rozdziałów to właśnie opowieści wymyślane przez mitotwórczynię dla Derkaczan, w paru oni sami przejmują rolę narratora, co świetnie uwypukla to, jak ich rola zmieniła się na przestrzeni tego powieściowego cyklu. Wątek ich rozwoju i tego, jak przekształcili się z bardzo pasywnych i naiwnych istot, w coraz bardziej świadome i skomplikowane byty wychodzi tutaj zdecydowanie na pierwszy plan. Zaś symboliczne przekazanie roli Mędrca wspaniale wykreowanemu Czarnobrodemu stanowi świetną klamrę kompozycyjną cyklu.

MaddAddam jest dobrym zwieńczeniem trylogii – uzupełnia część brakujących informacji, a także harmonijnie spaja wszystkie wątki, zamykając losy Ogrodników. Nastąpiła też znacząca zmiana tonu w porównaniu z poprzednikami. Tutaj Suchy Potop i świat przed nim są ledwie odnośnikami, wspominaną z melancholią, powoli zapominaną przeszłością. Jest także więcej gorzkiego humoru i, pomimo nieuchronności konfliktu z paintbólowcami, pewnej beztroski. Po dwóch tomach wyrzutów sumienia i wskazywania na to, jak człowiek sam sobie zgotował zagładę, autorka powoli zmienia optykę świata Suchego Potopu – z przerażającego piekła po Apokalipsie przekształca się on w rajski Eden, gdzie wszystkie gatunki żyją ze sobą w zgodzie. Ale dla człowieka w tej wizji miejsca prawie nie ma.

Poza jej wartościami literackimi, warto się z tą trylogią zapoznać z jeszcze jednego powodu. W Podziękowaniach Atwood pisze "Choć MaddAddam to fikcja literacka, wszystkie przedstawione w powieści technologie i bioistoty albo już istnieją, albo są w trakcie opracowywania, albo w teorii mogą powstać". Komu świniona?