» Recenzje » Legendy i Latte

Legendy i Latte


wersja do druku

Okruchy życia w fantastycznym wydaniu

Redakcja: Agata 'aninreh' Włodarczyk

Legendy i Latte
Fantasy, jako gatunek, pozwala na opowiedzenie wielu rodzaju historii. Świadczy o tym, chociażby to, jak wiele ma podgatunków, nikt w końcu nie będzie porównywał J.R.R. Tolkiena z Terrym Pratchettem, choć obaj bez wątpienia tworzyli fantasy. Powieścią, która pod wieloma względami różni się od fantastycznej konkurencji za sprawą zaprezentowanej w niej mieszanki gatunkowej, jest, chociażby Legendy i Latte – jakiej najbliżej do stosunkowo mało eksplorowanej w tym gatunku powieści obyczajowej.

Po dwudziestu latach zarabiania na życie (i ryzykowania nim) jako poszukiwaczka przygód, orczyca Viv jest zdeterminowana, by zająć się czymś spokojniejszym. Wszystkie zaoszczędzone do tej pory bogactwa przeznaczyła na jeden, bardzo konkretny cel: otwarcie własnej kawiarni w mieście, którego mieszkańcy nie mieli nigdy styczności z kawą. Jak łatwo można się domyślić, początki tego przedsięwzięcia łatwe nie są, lecz jeśli Viv nauczyła się w trakcie swej kariery wojowniczki pozyskiwać sojuszników i dążyć do celu. Tym samym jej niewielki biznes, wspomagany między innymi przez pełniącą funkcję asystentki sukkubę, hobgoblina – złotą rączkę oraz szczurołaka z talentem do wypieków, zaczyna się rozkręcać, choć w miarę upływu czasu zaczynają się nad nim zbierać ciemnie chmury…

Recenzowana tu książka autorstwa Travisa Baldree reklamowana jest jako przyziemne fantasy, ponieważ nie uświadczymy w niej żadnego ratowania świata ani walk na śmierć i życie. Główną motywacją protagonistki jest chęć przeobrażenia się w kogoś, kogo nie definiuje wyłącznie zdolność do zabijania potworów. Przez to fabuła cechuje się stosunkowo niskimi stawkami, co nie znaczy, że są one nieistotne – można wręcz powiedzieć, że właśnie dlatego łatwo nam się utożsamiać z Viv. W końcu strach przed porażką, chęć zmiany swojego trybu życia oraz próby odnalezienie się w zupełnie nowych realiach są rzeczami, które wielu czytelników z pewnością doświadczyło na własnej skórze.

Legendy i Latte miały być w założeniu powieścią komfortową w lekturze, poświęconą przezwyciężaniu codziennych trudności. Jeśli oceniać ją pod względem tego, czy autorowi udało się napisać taką opowieść, to bez wątpienia odniósł sukces, jako że czyta się ją raczej przyjemnie, w czym pomagają sympatyczne postacie, do których łatwo się przywiązać. Poszczególni bohaterowie mają dość prostą konstrukcję, ale też nie potrzebują być zbyt skomplikowani, by odgrywać przypisane im w fabule role – trudno też oczekiwać, by ich sylwetki zostały głębiej nakreślone, biorąc pod uwagę, że mamy tu do czynienia z niezbyt długą (bo liczącą sobie nieco ponad 300 stron) książką.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

To samo można powiedzieć też o intrydze, sprowadzającą się do rozwoju zarządzanego przez Viv biznesu. Można wprawdzie mieć pewne wątpliwości co do tego, czy kolejne sukcesy nie przychodzą protagonistce zbyt łatwo, ale jest to zamierzony zabieg ze strony twórcy, z którym wiążą się później pewne istotne dla rozwoju fabuły komplikacje. Szkoda tylko, że ze względu na osadzenie tej historii w konkretnym miejscu, autor nie przedstawił nam nieco szerzej świata Viv. Aż się prosi, by za sprawą odwiedzających kawiarnię klientów opowiedzieć o tym, jak wygląda zamieszkiwana przez nich kraina – pozostaje liczyć na to, że ewentualna kontynuacja ten mankament naprawi.

Tym, co nie przypadło mi do gustu w trakcie lektury, to sposób przedstawienia antagonisty, bowiem takowy też się tu pojawia. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że Legendy i Latte wcale nie potrzebowały postaci tego typu, jako że sama fabuła mogłaby w zupełności koncentrować się na codziennych problemach dotyczących prowadzenia kawiarni i nic by na tym nie straciła. Sytuacji nie poprawia fakt, że czarny charakter jest, nie owijając w bawełnę, płytkim pod względem charakteru i motywacji dupkiem, którego trudno brać na poważnie. Raczej nie zrobił tego również Baldree, sądząc po tym, jak mało wysiłku włożył w umiejscowienie go w opowiadanej przez siebie historii.

Ogółem Legendy i Latte pozwoliły mi na bezbolesne spędzenie popołudnia nad książką, co było tym prostsze, że gdy już zacząłem czytać, to z łatwością przychodziło mi kontynuowanie lektury. Wspomniana wcześniej „przyziemność” i „komfortowość” owego dzieła stanowi jednakże pewnego rodzaju obosieczne ostrze – czytelnicy spragnieni konkretnych wyzwań stawianych przed bohaterami lub nieco bardziej skomplikowanej fabuły mogą rozczarować się tą powieścią. Otrzymujemy tu optymistyczną historię o tym, że najważniejsi w życiu są przyjaciele i podążanie za swoimi marzeniami – tylko tyle i aż tyle.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Legendy i Latte
Cykl: Legendy i latte
Tom: 1
Autor: Travis Baldree
Tłumaczenie: Piotr Cholewa
Wydawca: Insignis
Data wydania: 22 marca 2023
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Format: 140x209 mm
ISBN-13: 978-83-67323-85-7
Cena: 49,99 zł



Czytaj również

Księgarnie i kościopył
Lekkie fantasy na przyjemny, chłodny wieczór
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.