» Recenzje » Kroniki marsjańskie. Człowiek Ilustrowany. Złociste jabłka słońca

Kroniki marsjańskie. Człowiek Ilustrowany. Złociste jabłka słońca


wersja do druku

Marzenia o Marsie i lepszej ludzkości

Autor: Redakcja: Michał 'von Trupka' Gola

Kroniki marsjańskie. Człowiek Ilustrowany. Złociste jabłka słońca
Znacie ABC fantastyki naukowej? Ten akronim przypisany został trzem najwybitniejszym pisarzom, czy szerzej patrząc na temat – ojcom gatunku z lat pięćdziesiątych: Isaacowi Asimovowi, Rayowi Bradbury'emu oraz Arthurowi Clarke. Czy słusznie? Kroniki Marsjańskie udzielają odpowiedzi na przynajmniej część pytań!

Gwoli ścisłości opasłe, ponad sześćsetstronicowe tomiszcze zawiera nie tylko same Kroniki Marsjańskie, które ujrzały światło dzienne w roku 1950, lecz również dwa inne zbiory opowiadań: Człowiek ilustrowany (1951) oraz Złociste jabłka słońca (1953). Są to więc jedne z najwcześniejszych publikacji Bradburego, poprzedzające premierę najsłynniejszego utworu Amerykanina, czyli 451 stopni Fahrenheita. Wcześniej czytelnicy mieli możliwość zapoznania się z innym zbiorem opowiadań: Dark Carnival, jednak właśnie Kroniki stały się furtką do wielkiej kariery Bradburego i przyczyniły się do sięgnięcia przez niego po pozycję jednego najwybitniejszych pisarzy SF.

Opasły tom otwierają właśnie Kroniki Marsjańskie, będące zbiorem opowiadań ułożonych chronologicznie oraz powiązanych związkiem przyczynowo-skutkowym. Ich lektura dostarcza dwojakich wrażeń: pierwsze – bardziej oczywiste – obejmują wizję kolonizacji Marsa oraz wyobrażeń odnośnie warunków panujących na tej planecie, będącej przedmiotem westchnień futurystów marzących o ekspansji gatunku ludzkiego w kosmos. To jednak ledwie płaszczyk, przykrywający znacznie ważniejsze, niestety nadal bardzo aktualne, treści. Całość kompozycji okraszona została lekkim poczuciem humoru, jakiego nie powstydziłby się Terry Pratchett, bowiem wachlarz skeczów jest bogaty: począwszy od przezabawnych po raczej smutne, wyrażające rozczarowanie rzeczywistością.

Najbardziej oczywisty aspekt Kronik Marsjańskich jest jednocześnie najsłabszym elementem utworu. Cóż, koncepcja czerwonej planety gotowej do zamieszkania "od zaraz" współcześnie zwyczajnie nie ma racji bytu; jest nie tylko naiwna, ale i momentami troszeczkę poprzez swoją łatwowierność drażniąca. Z drugiej strony zestawienie Kronik chociażby z Marsjaninem Andy'ego Weira stanowi interesujące doświadczenie, jak na dłoni pokazujące drogę, jaką przebywał literatura fantastyczno-naukowa od początku lat pięćdziesiątych XX wieku do drugiej dekady wieku XXI.

Jest jednak pewien czynnik, za sprawą którego bardzo łatwo jest wybaczyć tę archaiczną wizję. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku 451 stopni Fahrenheita, Bradbury okazał się fenomenalnym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości, a swoje refleksje – bez wyjątku przepełnione goryczą – niezwykle umiejętnie przelał na papier lekko tyko przykrywając płaszczykiem fantastycznych wyobrażeń.

Co więc czytelnicy znajdą na kartach Kronik Marsjańskich? Przede wszystkim gorzkie rozliczenie się z sytuacją wewnętrzną Stanów Zjednoczonych, jak i ludzką naturą, która uczyniła Ziemię miejscem stojącym na skraju atomowej zagłady. Bradbury niczego nie wygładza, tylko wprost piętnuje rasizm trawiący amerykańskie społeczeństwo w latach pięćdziesiątych. Podobnie jak w przypadku 451 stopni Fahrenheita znalazło się miejsce na wszechobecną cenzurę i nakazowy sposób określania treści dopuszczonych do obiegu. Ale przede wszystkim przybysze z Ziemi ukazani zostali jako nieodpowiedzialny konglomerat ludzi opętanych żądzą zysku, nie podejmujących choćby prób zrozumienia upadłej cywilizacji autochtonów wcześniej zamieszkujących planetę. De facto są to konkwistadorzy z przyszłości, z butami wchodzący do cudzych domów i dewastujący wszystko, co tylko można zniszczyć, łącznie ze swoją planetą.

Siłą Marsjańskich Kronika jest też struktura opowiadań, będących faktycznie zwartą oraz logiczną całością. Dzięki takiej koncepcji autor z jednej strony zaprezentował kompletną wizję kolonizacji, a z drugiej otworzył sobie możliwości do prowadzenia rozmaitych, tylko na pozór wyizolowanych rozważań. Kroniki należy jednak rozpatrywać tylko i wyłącznie jako przemyślaną całość. Ta część opasłego tryptyku najczęściej zmusza odbiorcę do refleksji, ale równocześnie przykuwa uwagę od pierwszej do ostatnie strony.

Dwa kolejne utwory: Człowiek Ilustrowany oraz Złociste jabłka słońca to klasyczne zbiory opowiadań, a wśród nich czytelnicy znajdą mydło i powidło. Nie brakuje tekstów typowo fantastycznych, bowiem Bradburemu tematyka kolonizacji czerwonej planety, a szerzej eksploracji kosmosu, wyraźnie zaprzątała myśli podczas procesu twórczego. W przeciwieństwie jednak do Kronik, czytelnicy znajdą tu również trochę utworów mających niewiele wspólnego science-fiction.

Autor także w tych zbiorach wielokrotnie daje upust swojemu pesymizmowi: raz jeszcze widzi ludzkość jako barbarzyńską hordę depczącą obce światy bez cienia chęci zrozumienia lokalnej kultury i historii, jako społeczność przepełnioną gniewem i rewanżyzmem, w której ofiara w kilka minut może stać się pozbawionym skrupułów katem. Również tutaj czytelnicy znajdą znajome już obawy względem wszechobecnej cenzury literackiej i obsesyjny strach przed nuklearną zagładą. Wszakże ledwie kilka lat przez premierą zbiorów Rosjanie przeprowadzili pierwszą, udaną próbę z bombą atomową i ta panika została bezbłędnie zobrazowana.

Z drugiej strony w obu zbiorach nie brakuje utworów mniej pesymistycznych, bardziej melancholijnym, traktujących o tak przyziemnych sprawach jak poczucie samotności czy zwyczajna potrzeba akceptacji lub miłości ze strony wybranka serca.

Z perspektywy czytelnika, ogólny poziom opowiadań jest dobry. W odróżnieniu od zbiorów firmowanych nazwiskiem Neila Gaimana, gdzie opublikowano cały śmietnik zrodzony w głowie autora, tutaj nie można utyskiwać na jakość zdecydowanej większości utworów. Widać, że każdy utwór został przemyślany, w każdym chodzi o coś ważnego i nawet jeśli wszystkie zostały jednakowo dobrze napisane – pośród kilkudziesięciu utworów siłą rzeczy kilka musi być słabszych – to jednak jakość ogółu zdecydowanie należy napisać na plus całemu wydaniu.

Pozostaje jeszcze zadać pytanie: w czym kryje się największy atut wszystkich trzech utworów? Jeśli odłożyć na bok nieco archaiczny styl literacki i pokrytą grubą warstwą kurzą wizję kosmicznych podróży oraz kolonizacji Marsa, wówczas pozostaje esencja wypełniająca każdą linijkę tekstu. A ta, pomimo upływu blisko siedemdziesięciu lat, nic nie straciła na swojej aktualności, chociaż w kilku przypadkach przydałoby się dodać jeszcze słowo "niestety". Bradbury dokonał fenomenalnej analizy ludzkich zachowań i postaw piętnując je niezależnie o pozycji społecznej, profesji czy koloru skóry. Ta właśnie niebywała zdolność wyłuskania i nazwania wszystkich słabości ludzkiej cywilizacji zapewniła Amerykaninowi miejsce pośród najlepszych pisarzy science-fiction. I jedyne co smuci, to fakt, że niekiedy nadal tkwimy w tym samym miejscu, co siedemdziesiąt lat wcześniej.

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Kroniki marsjańskie. Człowiek Ilustrowany. Złociste jabłka słońca
Autor: Ray Bradbury
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: MAG
Data wydania: 28 listopada 2018
Liczba stron: 640
Oprawa: twarda
Seria wydawnicza: Artefakty
ISBN-13: 978-83-7480-06-2
Cena: 49 zł



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.