» Król Snów

Król Snów

Dodał: Michał 'M.S.' Smętek

Król Snów
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Król Snów - Poltergeist patronem
Tytuł: Król Snów
Cykl: Kroniki Majipooru
Tom: 6
Autor: Robert Silverberg
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Autor okładki: Tomasz Maroński
Wydawca: Solaris
Miejsce wydania: Stawiguda
Data wydania: 7 grudnia 2010
Liczba stron: 600
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
ISBN-13: 978-83-7590-022-4

Szósty tom jednego z najsłynniejszych cykli fantasy/science fiction.

Król Snów kończy trylogię, opisującą dzieje Majipooru, tzw. "trylogię Prestimiona". Nazywanie jej od nazwiska władcy, którego historię do pewnego stopnia relacjonuje, jest nieco mylące, podobnie jak to było z "Trylogią Valentine'a" (której drugi tom w ogóle Valentine’a nie dotyczył). Bowiem to, co Roberta Silverberga interesuje, to idea władzy jako służby, a władcy jako wcielenia świata, nie dającego się od niego odróżnić i stanowiącego z nim jedność. Dlatego też jego fundamentalne trylogie, zapewne najbardziej niezrozumiane dzieła współczesnej fantastyki, dotyczą w tej samej mierze rozterek Koronalów, czynnych (w odróżnieniu od Pontifexów) władców Majipooru, co losów samej planety, do której ogromu i otwartej społeczności system władzy wydaje się nie przystawać.

Nie jest przypadkiem, że za czasów Koronala Lorda Dekkereta i Pontifexa Prestimiona wprowadzono w system czwartą potęgę: karzącego Króla Snów, a za czasów Hissune'a i Valentine'a piątą: reprezentację Piurivarów – Zmiennokształtnych. Treścią Króla... jest kontynuacja buntu Dantiryi Sambaila, zmierzającego do oderwania Zimroelu ze "wspólnoty kontynentów" i uczynienia z niego odrębnego, dziedzicznego królestwa. Sam ogrom planety sprawia, że taki bunt ma jakieś, bliżej nieokreślone, szanse powodzenia pod warunkiem przejęcia kontroli nad nadbrzeżnym terytorium kontynentu, bowiem sama logistyka interwencji przy ograniczonych możliwościach technicznych i niewyobrażalnych odległościach jest koszmarem.

Buntownicy mają zresztą podobny problem: bunt nie ma sensu, jeśli Koronal i Pontifex nie ugną się i nie zaakceptują żądań buntowników, a jak ich do tego zmusić? Pozostający w cieniu złowrogi przywódca buntu, Mandralisca, rządzący poprzez głupich jak but krewnych Dantiryi Sambaila, wykorzystuje pozostające w amoralnej rodzinie Barjazidów maszyny do wysyłania obrazów (snów, majaków), doprowadzając najbliższych władcom do szaleństwa, a nawet – jak w przypadku jednego z braci Prestimiona – do samobójstwa.

Prestimion, jak zwykle energiczny do przesady, choć już Pontifex, skłonny jest mimo wszystko rozpocząć wojnę. Wchodzi z konflikt ze swym Koronalem, Lordem Dekkeretem, z uporem dążącym do jak najbardziej pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu. Na służbie Dekkereta i w przyjaźni z nim pozostaje ostatni członek rodu Barjazidów, tak moralny i zasadniczy, jak niemoralni i pozbawieni zasad są jego bliscy. I on ma maszynę do wysyłania snów, i on potrafi z niej korzystać.

Bunt Mandraliski zostaje oczywiście stłumiony, zresztą niemal od początku wiadomo, że jest on raczej operetkowy, zawieszony w próżni i – odliczając jego ofiary, z których jedną jest najsympatyczniejszy z towarzyszy Prestimiona, Septach Melayn, a drugą sam godny w gruncie rzeczy pożalowania Mandralisca – właściwie śmieszny. Nie o suspens jednak Silverbergowi chodzi. I nawet nie, jak w Lordzie Prestimionie, o portret oszałamiającej ogromem i pięknem po równo planety. Tym razem Silverberg z właściwą sobie ciepłą pobłażliwością maluje żywych ludzi jako jednocześnie twórców okoliczności i ich ofiary.

Nad trzecim tomem "trylogii Prestimiona" znów unosi się duch nienarodzonego jeszcze Valentine'a, człowieka, który sam siebie zmusił do zrobienia tego, czego najbardziej w życiu nienawidził. Silverberg nie byłby sobą, gdyby nie pozostawił zamaskowanej, lecz otwartej furtki. Powołanie Króla Snów jako urzędu dziedzicznego stoi w rażącej sprzeczności do manifestowanej przez tego zakamieniałego "reaganowca" niechęci do demokracji z jednej strony, ale z drugiej i rządów dziedziczonych w rodzinie. Ród Barjazidów rządzi z dalekiego, niegościnnego Suvraelu, nie budzącego takich pokus jak żyzny i piękny Zimroel, to prawda. Moralna siła Barjazidów przetrwała, to już wiemy i mimo iż nie kochali oni Valentine'a, udzielili mu przecież pomocy, ale... żadna moralna siła nie trwa wiecznie. Wbrew pozorom o Majipoorze ciągle nie wiemy wszystkiego...
Tagi: Kroniki Majipooru | Król Snów | Robert Silverberg


Czytaj również

Valentine Pontifex - Robert Silverberg
Naiwnie, ale przyzwoicie
- recenzja
Valentine Pontifex - Robert Silverberg
Klasyczny znaczy dobry?
- recenzja
Kroniki Majipooru - Robert Silverberg
Więcej Majipooru, więcej akcji
- recenzja
W dół do ziemi
Podróż po swoją przyszłość
- recenzja
Skrzydła nocy
Cień dawnej chwały
- recenzja
Skrzydła nocy
- fragment

Komentarze

string(15) ""

~Jason

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wspaniała trylogia. Całość sześcioksiągu śmiało moźna zaliczyc do czołówki fantasy. Nie ma wielu książek, które tak bardzo wciagaja czytelnika. To jak sledzenie zapisu historycznego z alternatywnej rzeczywistosci.
29-11-2010 20:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.