» Recenzje » Krew świętego

Krew świętego


wersja do druku
Krew świętego
Falcio van Mond mierzył się już z tyranami, skrytobójcami i rycerzami. Tym razem przyjdzie mu zadrzeć z fanatykami religijnymi.

Mimo ciągłych trudności sprawianych przez książąt, osadzenie Aline na tronie Tristii przestało być jedynie mrzonką. Wtedy jednak pojawia się nowy problem. Ktoś schwytał i zakuł w dziwaczną, metalową maskę Birgid Co Wypłakuje Rzeki, a następnie torturował ją i ostatecznie doprowadził do jej śmierci. Co gorsza, nie jest to odosobniony przypadek – taki sam los spotyka świętych w całym kraju. Falcio musi jak najszybciej odkryć, kto wziął ich na cel i powstrzymać go jak najszybciej – ogarniający Tristię religijny fanatyzm grozi bowiem zburzeniem istniejącego porządku.

Fabuła Krwi świętego stoi na przyzwoitym, choć z pewnością nie wybitnym poziomie. Mimo że czytelnik nie ma szans na przedwczesne odgadnięcie tożsamość sprawcy, to już jego intencje są względnie oczywiste już jakiś czas przed tym, nim zostaną wyjaśnione przez autora. Zabrakło też odrobiny balansu miedzy scenami akcji i spokojniejszymi momentami, przez co lektura nieco się dłużyła. Finał również mógłby być lepszy, obecny bowiem sprawia wrażenie wysilonego – autor postawił przed Wielkimi Płaszczami przeciwnika, którego nie mieli szansy pokonać i musiał jakoś z tej sytuacji wybrnąć. Moje narzekania nie znaczą jednak, że intryga jest słaba – została dobrze pomyślana i sprawnie wykonana oraz okraszona odpowiednią ilością zwrotów akcji, by być nieoczywistą. Scen akcji jest dość dużo, by czytało się szybko, jednak nie dominują one opowieści. Słowem – porządna robota, choć nieco gorsza niż w przypadku poprzedzającego ten tom Cienia rycerza.

Podobnie ma się sprawa z kreacją postaci. Tym razem Falcio mniej czasu spędza samotnie, co zdecydowanie wychodzi powieści na korzyść. Dialogi są bez dwóch zdań jej najmocniejszą stroną – są żywe, wiarygodne i niezwykle barwne, pełne emocji i humoru. Nie sposób wszakże oprzeć się wrażeniu, że autor momentami wpada w rutynę – niektóre żarty są wysilone, po inne sięga zbyt często, by bawiły. Najbardziej jednak boli spłaszczenie charakterów bohaterów – Kest i Brastii, którzy do tej pory byli postaciami pełnowymiarowymi, tym razem wypadają nijako, ich rola ogranicza się niemal wyłącznie do sypania ciętymi kwestiami. Wielki Kantor dla odmiany wciąż jeszcze nie może się otrząsnąć po Lamencie, który przeżył poprzednio, toteż spędza wiele czasu użalając się nad sobą, co bywa męczące – nie jest to na szczęście skala czarnej desperacji porównywalna z Ostrzem zdrajcy, ale i tak potrafi dokuczyć. W ostatecznym rozrachunku bohaterowie i tak wypadają ponadprzeciętnie – jednak de Castell pokazał już, że stać go na więcej.

Krew świętego to przyzwoita powieść i warta uwagi kontynuacja serii. Choć nieco gorsza od tomu poprzedniego, potrafi bawić i wywoływać emocje. Z niecierpliwością czekam na tom czwarty.

7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Krew Świętego
Cykl: Wielkie Płaszcze
Tom: 3
Autor: Sebastien de Castell
Wydawca: Insignis
Data wydania: 13 marca 2019
Liczba stron: 140×210mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-65743-06-0
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Cień rycerza
Krok ku lepszemu
- recenzja
Ostrze zdrajcy
Płaszcz, szpada i utracone marzenia
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.