» Recenzje » Kostnica

Kostnica


wersja do druku

Masterton odnajduje styl, czyli makabryczne puzzle

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska

Kostnica
Graham Masterton słynie z zamiłowania do demonów z różnych mitologii, w szczególności indiańskiej. Niektórzy chwalą go za wierność tej tematyce, inni zaś zarzucają powielanie schematów. Kostnica, niedawno wznowiona przez Rebis, pokazuje jak eksploracja pradawnych wierzeń kształtowała się w jego twórczości pod koniec lat 70., gdy pisarz stawiał dopiero pierwsze kroki w dziedzinie horroru.

Stare domy niejednokrotnie skrzypią, trzeszczą i pojękują, ale jak często się zdarza, żeby domiszcze... oddychało? A z takim właśnie problemem zgłasza się do Johna Hyatta, inspektora wydziału sanitarno-epidemiologicznego, pewien wiekowy jegomość. Oczywiście, John początkowo nie wierzy w niedorzeczną historię, postanawia jednak z czystej formalności udać się pod wskazany adres. Na miejscu okazuje się, że w domu istotnie słychać głośny oddech, który w tajemniczy sposób wnika we współpracownika Johna. Lokal ma więcej tajemnic – w kominku da się wyczuć puls. On również, w krwawych okolicznościach, przenosi się na kolejną osobę. Obaj poszkodowani, sprawiający wrażenie opętanych przez coś dotychczas drzemiącego w ukryciu, trafiają do szpitala. Teraz wystarczy jedynie nie dopuścić do tego, by się ze sobą zetknęli. Zadanie pozornie proste… ale przeznaczenie może mieć inne plany.

Kostnicę czytałem drugi raz, po 22 latach przerwy. Wznowienie Rebisu skłania do zastanowienia się jak dobrze powieść sprawdza się po tak długim czasie. Na szczęście odpowiedź brzmi: całkiem dobrze. Może nie straszy już tak mocno jak wtedy, gdy byłem dzieckiem, ale konstrukcja fabuły i stopniowanie napięcia nadal w większości działają bez zarzutu. Owszem, można trochę pogrymasić, że pierwsza połowa powieści, kiedy co kilka stron w głowie czytelnika pojawiają się kolejne budzące trwogę pytania, ma znacznie więcej mrocznego nastroju. Druga zaś, dająca odpowiedzi, traci trochę subtelności, jest bowiem prościej skonstruowana. Wiadomo: tajemnica zawsze intryguje znacznie bardziej niż wyjaśnienie, choćby nie wiadomo jak pomysłowe. Niemniej ostatnie kilkadziesiąt stron to prawdziwy majstersztyk grozy w klasycznym stylu, do którego autor przyzwyczajał czytelników właściwie od samego początku kariery.

Właśnie tak prawidłowo konstruuje się horror: w pierwszych partiach czytelnik dostaje sygnały o nadchodzącym niebezpieczeństwie, w postaci pozornie pozbawionych znaczenia drobiazgów, które zasiewają niepokój. Rozwój fabuły, podobnie jak napięcia, jest przeprowadzony wzorcowo. Dlatego też książka jest krótka, acz treściwa: niespełna dwieście stron to niewiele, żeby się rozpędzić, ale prawie każdy rekwizyt w odpowiednim momencie odegra swoją niespodziewaną rolę. Na przykład już na początku, gdy bohaterowie wchodzą do dyszącego domu, dostrzegają na drzwiach zabytkową kołatkę z podobnym do wilkołaka pyskiem, opatrzoną nie wróżącym nic dobrego napisem "wróć" – i oto wraz z nimi przekraczamy próg koszmaru. W środku zauważają intrygującą figurkę niedźwiedzicy, a na ścianach dziesiątki początkowo niezrozumiałych landszaftów. Natomiast dach innego budynku zostaje pokryty tysiącami szarych ptaków, złowróżbnie milczących i czekających na coś cierpliwie. Z każdego z tych elementów w sposób zaskakujący wykiełkuje potem jakiś wątek lub straszna sekwencja.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Powieść nie robi wrażenia sztampy, gdyż był to okres, gdy Masterton tworzył zręby swojej formuły, którą latami udoskonalał. Dlatego przenikają ją charakterystyczne dla jego późniejszej bibliografii elementy. Najoczywistszy z nich to wykorzystanie demona z mitologii indiańskiej, co stało się wręcz wizytówką Brytyjczyka. A tam, gdzie grasują duchy pozornie zamierzchłej przeszłości, nie może zabraknąć doświadczonego szamana, w tym przypadku George'a o Tysiącu Imion, przywiezionego do San Francisco z rezerwatu. Także John Hyatt jest Mastertonowskim archetypem głównej postaci, choćby dlatego, że dostarcza powieści pierwszoosobowej narracji, swego czasu tak często używanej przez pisarza. Również wykonywany przez niego zawód jak zwykle idealnie pasuje do specyfiki początkowych wydarzeń. Jak to u pisarza bywa, nie jest też świętoszkiem: to rozwodnik, który zdradzał żonę, a w jego życiu były liczne kochanki. Sypie obficie zjadliwymi ripostami, a do kolejnych nieprawdopodobnych zdarzeń ma sarkastyczny stosunek. Dowcipu nie zabrakło również autorowi.

Poczucie humoru jest bowiem bardzo istotne w Kostnicy. Już w przedmowie Masterton puszcza oko do czytelnika, niby z powagą, a w gruncie rzeczy żartobliwie sugerując, że wszystkie demoniczne siły opisane w książce są autentyczne, a traktowanie ich pobłażliwie może się skończyć tragicznie. Zarzeka się również, że zarówno pisanie, jak i czytanie tej powieści przynosi pecha. Od pierwszej strony określa to autoironiczny styl, dzięki któremu cała historia, niekiedy mocno wydumana, staje się łatwiejsza do przełknięcia. Trudno się nie uśmiechnąć gdy George, dotychczas opisywany w sposób budzący wielki respekt jako wytrawny szaman, specjalista od najpotężniejszych zaklęć, zostaje przyłapany w trakcie wciągania bokserek w kwiatki.

Nie oznacza to jednak, że Kostnica nie zawiera głębszych refleksji. Pobrzmiewa w niej nieco dydaktyki, na szczęście niezbyt natrętnie podkreślającej kilka ponadczasowych spraw. Najważniejsza z nich to leitmotiv Mastertona, czyli krzywdy doznane przez prawowitych mieszkańców Ameryki. Symbolicznie i dosłownie zarazem opisano też, jak elementy indiańskiej przeszłości trwają we współczesnym świecie, niemal niezauważalnie w niego wplecione, a biały człowiek, jeśli będzie miał szeroko otwarte oczy, może je poskładać i zaczerpnąć z nich wskazówki.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Masterton jest świadom, że porusza się po obszarze dobrze znanym, wyznaczonym już dawno przez popkulturę, dlatego też bez wstydu się do tego przyznaje, umieszczając w dialogach i opisach liczne aluzje do klasyki grozy. A to John Hyatt słyszy od kogoś, że ogląda "za dużo starych horrorów" - swego czasu dziewczyna wyciągała go do kina na maratony czarno-białych filmów o Draculi z Belą Lugosim i o Frankensteinie z Borisem Karloffem, a to sam wspomina o twórczości Edgara Allana Poego. Także Potwór z Czarnej Laguny doczekuje się wzmianki. Nawet owe wytrwałe ptaki prowokują czyjeś trafne skojarzenie z klasycznym filmem Hitchcocka. Głowę bym dał, że w finale Masterton delikatnie nawiązuje do pierwszego King Konga.

Z drugiej strony, echa Kostnicy i pewnych innych jego wczesnych książek (w tym Manitou) zdają się pobrzmiewać w innych klasycznych filmach. Choćby motyw opętanych osób i kilka wydarzeń w drugiej połowie powieści (których nie zdradzę) mocno przypominają zasadnicze wątki z Pogromców Duchów, kreatywne wizje plastyczne mogą kojarzyć się z filmem Coś, zaś pewnego poręcznego gadżetu mogliby George'owi pozazdrościć sami Faceci w Czerni.

Pomimo 35 lat upływających od pierwszego światowego wydania, Kostnica nadal trzyma się krzepko. Bezpretensjonalna powieść, krótka, szybka i na temat, wciąż może zainteresować zblazowanego wielbiciela grozy, jak i przyciągnąć nowicjusza, dowodząc zarazem, że napisany z głową horror prędko się nie zestarzeje. Mam tylko jedno zastrzeżenie: choć przekład pani Elżbiety Krajewskiej jest przykładem fachowej roboty, nowe wydanie nie wyjaśnia pewnej zagadki. Tak jak przedtem nie byłem w stanie rozgryźć, co pobieżnie wspomniana w książce kostnica ma aż tyle wspólnego z fabułą, że zasłużyła na umieszczenie w tytule, tak nie rozumiem tego do tej pory. Występujące w oryginale Charnel House może mieć różne znaczenia, ale które z nich jest najbardziej adekwatne, to wiedzą chyba tylko najstarsi Indianie.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
7.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Kostnica (Charnel House)
Autor: Graham Masterton
Tłumaczenie: Elżbieta Krajewska
Wydawca: Rebis
Data wydania: 30 lipca 2013
Liczba stron: 196
Oprawa: miękka
Format: 128x197 mm
ISBN-13: 978-83-7818-450-8
Cena: 27,90 zł



Czytaj również

Tengu
Masterton (nieco) inaczej
- recenzja
Dziedzictwo
Masterton w branży meblarskiej, czyli siedzenie z piekła rodem
- recenzja
Panika
Masterton nostalgiczny, czyli powrót do korzeni
- recenzja
Ostatnia misja Asgarda
Nowy początek
- recenzja
Niemy strach
Cień nadziei
- recenzja
Rytuał
Średnio to widzę
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.