» Recenzje » Klęska Ważki - Adrian Tchaikovsky

Klęska Ważki - Adrian Tchaikovsky

Klęska Ważki - Adrian Tchaikovsky
Po przeczytaniu Imperium czerni i złota Adriana Tchaikovskyego, pierwszego tomu cyklu Cienie pojętnych, przewidywałem, że mamy do czynienia z jednym z lepszych cykli fantasy – teraz mogę jednak stwierdzić, iż nieco przesadziłem z huraoptymizmem. Klęska Ważki to książka wprawdzie lepsza od poprzedniczki, lecz pewnością nie na poziomie innych wydanych ostatnimi laty hitów, jak powieści Lyncha, Rothfussa czy Sandersona.

Wojna o Niziny rozpoczęła się na dobre wraz z atakiem Osowców na mrówcze miasto-państwo Tark. Wysłani tam na przeszpiegi Totho i Salma (uczniowie Stenwolda Makera, zadeklarowanego wroga Imperium Czerni i Złota) dość szybko wpadają w tarapaty i zostają uratowani tylko dzięki wstawiennictwu Nero, starego przyjaciela ich mistrza – to jednak nie koniec problemów, gdyż są uwięzieni w oblężonym mieście. Sam Stenwold przygotowuje Kolegium do odparcia zdradzieckiego ataku ze strony Mrówców z Veku, borykając się jednocześnie z zagrożeniem ze strony zakonspirowanych w mieście agentów Thalryka, trapionego własnymi zmartwieniami – jego tropem przez całe Niziny podąża tajemnicza Ważka, która nie cofnie się przed niczym, by go dopaść. Udział w intrygach między miastami-państwami mają też Tynisa z Tisamonem, pajęczy ambasador Teornis, Ciemiec Acaeos i parę innych postaci. Dzięki sporej objętości książki, autorowi udało się zmieścić więcej wątków niż w poprzedniczce, co zdecydowanie wyszło powieści na dobre.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Jak można zauważyć powyżej, nie wspomniałem nic o Cheerwell, najnudniejszej bohaterce pierwszego tomu. Jest tak dlatego, iż poświęcono jej niewiele miejsca – co okazuje się być zaletą, gdyż dzięki temu mamy okazję lepiej poznać innych, znacznie bardziej interesujących bohaterów, zarówno starych, jak i nowych. Co ciekawe, bardzo skorzystał na tym dotychczas nieciekawy Totho, który otrzymał od autora sporo miejsca na kartach powieści, co pozwoliło lepiej przedstawić jego charakter i dylematy. Jednak najbardziej interesującą postacią okazał się być bez wątpienia Drefos, pracujący dla Imperium Os genialny wynalazca – posunę się nawet do stwierdzenia, że gdy tylko wkracza do akcji, przyćmiewa wszystkich pozostałych bohaterów. Całkiem intrygujący jest też Uctebri, czarnoksiężnik Moskitowców, który zapewne zostanie jedną z ważniejszych fabularnie person. Niestety, przez skoncentrowanie się Tchaikovskiego na innych, mój ulubieniec z pierwszego tomu, Thalryk, otrzymał zauważalnie mniej okazji do wykazania się. Co więcej, Salma i Tynisa wciąż są drętwi (co gorsza, wątek tego pierwszego nie wnosi niemal nic do fabuły i wydaje się marnowaniem stron), Stenwold nie wygląda, ani nie zachowuje się jak mistrz szpiegostwa, a wątek jego miłości do pewnej Pajęczanki jest tak marnie opisany, że wygląda, jakby autor wprowadził go na siłę.

Chwalony przeze mnie w recenzji Imperium... świat powieści wciąż jest główną zaletą cyklu – przyjemność płynąca z obcowania z tak nietypowym uniwersum równoważy wadę, jaką są rozmaite niedociągnięcia fabularne. Widzę potencjał dla kolejnych tomów, zwłaszcza, że do gry wkracza uznawana za wymarłą rasa Moskitowców, królestwa pająków wydają się być świetnym miejscem na osadzenie akcji którejś z następnych książek, a lasy Darakyonu wciąż kryją w sobie mroczną tajemnicę o kluczowym znaczeniu. Szkoda tylko, że tak mało miejsca poświęcono imperatorowi Osowców, Aldvanowi II i intrygom politycznym na jego dworze – choć mam nadzieję, że i na to przyjdzie pora w dalszych częściach.

Co istotne, na niemal siedmiuset stronach autor zmieścił więcej interesujących wątków oraz momentów akcji niż w poprzednim tomie. Zdecydowanie mniej rozdziałów czyta się na siłę, by dotrzeć do ciekawszych fragmentów – choć nie oznacza to, że podczas lektury Klęski Ważki nie uświadczymy nudy. Niestety, fabuła czasami jest przewidywalna .- za to autorowi coraz sprawniej idzie rozwijanie poszczególnych wątków, choć wciąż wiele mu brakuje do poziomu konkurencji.

Klęska ważki to krok naprzód w stosunku do Imperium czerni i złota – nie wybija się jednak na tle wielu innych niezłych powieści fantasy pod względem fabuły (interesującej, ale nie świetnej), bohaterów (paru sympatycznych, ale nikogo nie zaliczyłbym do grona swoich ulubionych postaci książkowych), czy zwrotów akcji (praktycznie brak). Wciąż jednak warto się nią zainteresować, jeżeli lubicie dzieła osadzone w nietypowych uniwersach – zwłaszcza, gdy podobał się wam pierwszy tom cyklu. W skrócie – jest dobrze, ale mogło być znacznie lepiej.
7.5
Ocena recenzenta
8.07
Ocena użytkowników
Średnia z 15 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Klęska ważki (Dragonfly Falling)
Cykl: Cienie Pojętnych
Tom: 2
Autor: Adrian Tchaikovsky
Tłumaczenie: Andrzej Sawicki
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 26 stycznia 2010
Liczba stron: 680
Oprawa: miękka
Format: 132 x 202 mm
ISBN-13: 978-83-7510-419-6
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Pieczęć Robaka
Pożegnanie... lecz czy na pewno?
- recenzja
Wrota mistrza wojny
Koniec jest bliski
- recenzja
Spadkobiercy ostrza - Adrian Tchaikovsky
Cisza przed burzą
- recenzja
Morska straż - Adrian Tchaikovsky
Ahoj, podmorska przygodo!
- recenzja
Ścieżka skarabeusza - Adrian Tchaikovsky
Otwarcie nowego rozdziału Cieni Pojętnych
- recenzja
Krew modliszki - Adrian Tchaikovsky
Owadzich kronik część trzecia
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.