» Recenzje » Klątwa opali – Tamora Pierce

Klątwa opali – Tamora Pierce


wersja do druku

Pałką, rozumem i magią.

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło

Klątwa opali – Tamora Pierce
Na fali jakże ostatnio modnych fantasy łotrzykowskich musiał powstać podgatunek, przedstawiający działalność stróżów prawa egzystujących w różnorakich wyimaginowanych uniwersach. W ten nurt znakomicie wpisuje się Klątwa opali autorstwa Tamory Pierce. Wprawdzie książka owa nie dorównuje najsłynniejszemu chyba cyklowi "policyjnej fantastyki", czyli opowieściom o Straży Pratchetta jak również innemu odbiorcy jest dedykowana, ale jako na poły sensacyjna, na poły magiczna opowieść inicjacyjna sprawdza się bardzo dobrze.
________________________

Los stażysty, stawiającego pierwsze kroki w szeregach Gwardii Starościańskiej, do lekkich, łatwych i przyjemnych bynajmniej nie należy. Przekona się o tym nie raz Rebecca Cooper, młodziutka wychowanka Pana Starosty, pragnąca za wszelką cenę ziścić swe marzenia o działaniu w imię ładu i porządku. Przechodzi trudne szkolenie, począwszy od morderczych treningów, poprzez wiedzę teoretyczną, kończąc na znojnym poznawaniu arkanów działania Psów (tym mianem potocznie zwie się gwardzistów) w terenie. Becca, aby poznać smak służby w gwardii, zostaje przydzielona dwojgu starych wyjadaczy – pani kapral Goodwin i jej towarzyszowi Tunstallowi, którzy niezbyt chętnie biorą opiekę nad Szczenięciem, wizualizując sobie zawczasu ogrom problemów z takowym zajęciem związanych, a i sama protagonistka z lekkim przerażeniem myśli o swym ulicznym chrzcie. Początkowo współpraca tej trójki idzie dość opornie, lecz w miarę rozwoju wydarzeń zarówno Psy przekonują się, że ze stażystki może być jednak jakiś pożytek, a i sama Rebecca nie dość, że oswaja się z nowymi obowiązkami, to dodatkowo zaczyna darzyć swych opiekunów coraz to większą sympatią. A bez idealnego współdziałania się nie obędzie, gdyż w niższym Mieście – najbardziej plugawej z dzielnic Corusu, występków jest co niemiara, a prócz tych najbardziej pospolitych, jak kradzieże, bójki, czy rodzinne awantury, pojawiają się i takie, do których rozwiązania potrzebna będzie nie tylko sprawna pałka, lecz i spora inteligencja. Seria porwań i morderstw oraz tajemnicza sprawa zaginionych pracowników trudniących się wydobywaniem ognistych opali – kamieni o magicznych właściwościach, początkowo wydają się być kompletnie ze sobą niepowiązane, lecz w miarę rozwoju fabuły zaczynają się ze sobą zazębiać, a nietypowe zdolności panny Cooper okażą się w śledztwie wielce pomocne.

Tych to darów nasza protagonistka posiada całkiem sporo. Jest nim chociażby talent do bardzo logicznego rozumowania, gdy potrafi połączyć ze sobą na pozór odległe fakty, przeanalizować je i rozebrać na czynniki pierwsze, by na koniec z owego materiału stworzyć przekonujące wnioski. W sukurs jej tu idzie dogłębna znajomość realiów Niższego Miasta, gdyż, nim trafiła na dwór Pana Starosty, wychowywała się w owych slumsach. Dopiero po śmierci matki i pomocy, jakiej udzieliła w schwytaniu niesławnego Krwawego Jocka (notabene kochanka jej rodzicielki), trafiła pod dworską kuratelę. Pan Gershom doskonale bowiem wiedział, jaki nieoszlifowany diament spotkał i nie zamierzał puścić Bekki samopas. I tu przechodzimy do daru, który wykracza daleko poza naturalne przymioty ciała i ducha – czyli iście paranormalnych talentów panny Cooper. Rozmawia ona z gołębiami – a raczej duszami zmarłych, które skrzydlate tałatajstwo obrały sobie za mniej lub bardziej tymczasowe lokum. Wsłuchuje się w szepty pyłowych krętów, czyli unoszonych przez wiatr drobinek kurzu, które, niczym magiczny rodzaj dyktafonu rejestrują ludzkie rozmowy. Prowadzi gorące dyskusje z własnym kotem. A zwierzę to nie jest bynajmniej typowym dachowcem, Drapek patrzy bowiem na świat fioletowymi oczami (w zależności od punktu widzenia jest to cecha demoniczna lub boska) i potrafi celnie, acz złośliwie, komentować toczące się wydarzenia oraz pomagać Szczenięciu, gdy wpakuje się ono w tarapaty. A zdarza się to na tyle często, iż szukanie (a raczej – odnajdywanie) kłopotów można by było uznać za kolejny z talentów Bekki. Lecz poza tym jest ona dość typową nastolatką – nieco nieśmiałą, ze sporym bagażem kompleksów, nie zawsze potrafiącą podjąć trafną decyzję, lecz gdy to już nastąpi – z żelazną konsekwencją się jej trzymającą.

Klątwa opali pisana jest w formie pamiętnika protagonistki (wyjąwszy prolog opowieści ujęty jako nieco hagiograficzny rys przedstawiający dokonania Rebekki widziane oczyma innych osób), a narracja pierwszoosobowa narzuca dość specyficzny, jednocześnie wybiórczy, sposób postrzegania wydarzeń. Stan emocjonalny bohaterki rezonuje z treścią jej notek – mamy tu zatem zarówno w miarę konsekwentnie prowadzoną relację z kolejnych dni służby, jak i wtręty nacechowane ogromną dawką emocji. Szczenię jako nastoletnia dziewczyna zostało bardzo przekonująco przedstawione, zarówno pod względem emocjonalnym, jak i mentalnym. Reaguje zatem odruchowo i czasem jej wypowiedzi odznaczają się prostotą, w której próżno szukać filozoficznych wywodów, mądrych dygresji, czy też perspektywicznego postrzegania świata. Jednak w najmniejszym stopniu to nie razi, za to czyni postać Bekki bardziej realną i nieodparcie sympatyczną.

Nie sposób nie polubić także jej towarzyszy. Wizerunki Goodwin i Tunstalla opierają się na dość przejrzystych schematach – starych policyjnych wyjadaczy, którzy niejedno już w życiu przeszli i do świata nastawieni są zdecydowanie cynicznie, zaś problemy nauczyli się rozwiązywać idąc po najmniejszej linii oporu, czyli za pomocą pałki. Nie sposób im jednak odmówić inteligencji, w wersji co prawda typowo zdroworozsądkowej, oraz instynktu samozachowawczego pozwalającego odnajdywać wyjście z niemalże każdej sytuacji. Instynkt ten nakazuje im słychać swego Szczenięcia, zwłaszcza, kiedy okazuje się, iż ono całkiem mądrze prawi. Obok nich mamy ukazane całe panoptikum mieszkańców Niższego Miasta – złodziei wszelkiego autoramentu, paserów, żebraków, najemnych zbirów i zawodowych morderców. Oba te światy – Psów i Szczurów zazębiają się; rzec można, iż przedstawiciele prawa i ci, który je nagminnie łamią żyją w swoistej symbiozie.

Choć Klątwa opali to fantasy, bardzo mało w niej magii. Oprócz opisania paranormalnych zdolności Szczenięcia, które są jego naturalnym odruchem, nie zaś kwestią wyuczoną, rzucanie czarów pełni funkcję podrzędną, przypisaną głównie działalności śledczej. Pierce skupiła się przede wszystkim na opisaniu realiów Corusu, odmalowując w bardzo wyrazisty sposób blaski i cienie stolicy Tortallu. Czynić to może, gdyż jej powieść osadzona jest w świecie, który pisarka od dawna już eksploruje, zatem ogólny zarys historyczny i obyczajowy czytelnik śledzący jej inne cykle zdążył już poznać (lecz i bez ich znajomości można przystąpić do lektury przygód panny Cooper). Ta prostota wyszła książce na dobre, akcja biegnie bowiem praktycznie jednotorowo, zaś w miarę jej rozwoju poznajemy coraz lepiej ponure realia slumsów, gdzie dominuje gwałt i przemoc, a także mechanizmy rządzące Gwardią Starościańską. A nie jest to organizacja idealna – pod jej skrzydła trafiają różni ludzie, zaś bardzo często ich poczynania rozgrywają się na granicy prawa, gdy tylko mundur jest czynnikiem definiującym, kto dobrym jest, a kto złym. Pokątne interesy, alianse z przedstawicielami przestępczego światka, łapówkarstwo, brutalność, głupota i niekonsekwencja, ukazywane w krótkich przebłyskach, które odnotowuje początkowo przerażona Becca, kolejne ćwiczenia z utraty – złudzeń, zahamowań, czy też wreszcie – przyjaciół, będących nie raz bezsensownymi ofiarami przemocy, sprawiają, że Szczenię zaczyna wgryzać się w ponurą rzeczywistość. Niczym Terier – jak głosi zresztą tytuł angielskiego oryginału (kompletnie dla mnie niezrozumiałym zwyczajem jest uatrakcyjnianie na siłę nazw polskich przekładów).

Jak już wspomniałam na wstępie – Klątwa opali jest wariacją na temat powieści inicjacyjnej, w której bohater przechodzi kolejne próby mające na celu przygotowanie go do pełnienia konkretnej roli. Z tym, że Becca nie jest (przynajmniej na razie) predestynowana do ratowania świata, ale do czynów o znacznie mniejszej skali. Drugim szablonem, z którego Pierce korzysta, jest klasyczny kryminał sprzężony z elementami obyczajowymi. Mamy tu bowiem opis żmudnego śledztwa, zdobywanie informacji od mniej, czy bardziej chętnych do współpracy mieszkańców Niższego Miasta oraz innowacyjny sposób łączenia tych wszystkich informacji przez Rebekkę. Do tego autorka dodaje również dość popularny schemat zderzenia żółtodzioba ze starym wygą (w tym przypadku – dwoma), będącym jego mentorem. Całość okrasza odrobiną humoru – czy to sytuacyjnym, w postaci różnych pechowych przypadków Szczenięcia u zarania jej służby, czy też słownym, który przejawia się przede wszystkim w rozmowach panny Cooper z Drapkiem, tudzież trójką przestępców, z którymi mieszka w jednym domu.

Prócz dorastania emocjonalnego Becca dojrzewa również fizycznie, choć ów wątek potraktowany jest zdecydowanie pobocznie i momentami niezbyt zręcznie ubrany w słowa (jak chociażby nazywanie piersi brzoskwinkami, co brzmi moim zdaniem kuriozalnie). Pierce ustrzegła się od nachalnego wprowadzenia wątku miłosnego, poprzestając na bardzo delikatnych napomknięciach o sercowych dylematach Rebekki – bardziej sugestiach, niźli dosłownym ich potraktowaniu, choć wszystko wskazuje na to, iż w kolejnych tomach sympatia dziewczyny do pewnego zbira spod zdecydowanie ciemnej gwiazdy może się rozwinąć.

Klątwa opali stanowi przykład bardzo sprawnie poprowadzonej opowieści młodzieżowej, po którą bez oporu sięgną i dorośli czytelnicy, odnajdując w niej zarówno sympatycznych bohaterów, jak i wciągającą fabułę. Co prawda prowadzoną dość jednotorowo i w miarę przewidywalną – zamysłem pisarki nie było bowiem zaskoczenie czytelnika zagadkami (choć pewne finalne rozwiązanie oczywistym staje się w ostatnim dopiero momencie), lecz ukazanie sposobu dochodzenia do prawdy, które rozgrywa się wedle zasad typowych bardziej dla powieści kryminalnych, niźli tych spod znaku magii i miecza. To książka zaskakująco odświeżająca na tle jakże teraz popularnych romansów paranormalnych, która zapewni kilka godzin na prawdę dobrej rozrywki, idealna na leniwe, letnie popołudnie.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Klątwa opali (Terrier)
Cykl: Kroniki Tortallu
Tom: 1
Autor: Tamora Pierce
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawca: Jaguar
Data wydania: 17 kwietnia 2013
Liczba stron: 600
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7686-136-4
Cena: 43,90 zł



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.