Kaznodzieja - Camilla Läckberg

Kryminalnej archeologii ciąg dalszy

Autor: Michał 'von Trupka' Gola

Kaznodzieja - Camilla Läckberg
To zaskakujące, jak spokojne miejscowości przeradzają się w siedliska zbrodni i najgorszego zwyrodnienia, gdy tylko w okolicy pojawi się główny bohater serii kryminalnej. Nie inaczej jest z Fjällbacą, gdzie śledztwa prowadzą Patrik Hedstörm i Erika Falck. Tu jednak, oprócz nowych mordów, co i rusz wychodzą na jaw zbrodnie popełnione przed laty.

____________________________


W Wąwozie Królewskim położonym niedaleko Fjällbaci zostają odkryte zwłoki dziewczyny oraz dwa szkielety, prawdopodobnie szczątki ofiar dwóch zaginięć sprzed ćwierć wieku. Każda z osób była przed śmiercią torturowana. Nie wiadomo, dlaczego morderca umieścił tam zwłoki i czy planuje zabić po raz kolejny. Czasu ubywa, zagadki się mnożą, a wszystko wskazuje na to, że klucz do rozwiązania leży daleko w przeszłości.

Jeżeli ktoś oczekiwał po Kaznodziei rewolucyjnej zmiany względem Księżniczki z lodu, to się zawiedzie. W drugiej powieści z cyklu Läckberg poprawia wprawdzie kilka błędów i sprawniej operuje piórem, jednak poza tym książka stanowi niemal klon poprzedniej. Podobna intryga, dla rozwiązania której trzeba poznać mroczne sekrety sprzed wielu lat, uczestniczące w niej postaci splątane w znajomy galimatias wzajemnych relacji, zbliżony model prowadzenia śledztwa, a wszystko to okraszone żartami i wątkami rodzinnymi, w których również próżno dopatrywać się wielkiej oryginalności. Najważniejszą różnicą jest tu chyba zminimalizowanie roli Eriki, która ze względu na zaawansowaną ciążę nie bierze w śledztwie równie aktywnego udziału jak poprzednio.

Pomijając wtórność powieści, autorka robi krok we właściwym kierunku. Śledztwo rozwija się w dość przewidywalny sposób, ale tym razem zagadka została skonstruowana o wiele bardziej przemyślnie, choć niektóre zwroty akcji wciąż pozostawiają nieco do życzenia pod względem logiki. Fabuła zaskakuje do samego końca, a odgadnięcie tożsamości sprawcy jest trudne, co stanowi zdecydowany postęp względem poprzedniego tomu. Jednocześnie, pomimo wolnego toku dochodzenia, w powieści dzieje się bardzo dużo, co chwila poznajemy nowe fakty, a podejrzenie pada na inną osobę. Docenić należy również szybkość, z jaką pochłania się kolejne rozdziały, co jest w równej mierze zasługą nastroju, jak i sprawnej narracji. Wszystko to sprawia, że Kaznodzieja dostarcza dużo przyjemności, jednak jak w przypadku poprzedniczki, nie ma co liczyć na głębsze przemyślenia.

Choć bowiem ponownie napotykamy opisy mrocznych stron ludzkiego charakteru i wielokrotnie przyjdzie się nam mierzyć z rozmaitymi ludzkimi przywarami, mroczny klimat wciąż ani na moment nie gości na kartach powieści. Nawet pisane z perspektywy ofiar fragmenty, mimo że przekonywające, nie są w stanie przezwyciężyć lekko komediowych elementów, występujących głównie, gdy obserwujemy rodzinne i towarzyskie perypetie pary głównych bohaterów i pozostałych pracowników komisariatu. Dzieje się tak dlatego, że sporo w nich scen wywołujących uśmiech swą absurdalnością i życiowością jednocześnie – choć momentami autorka zaczyna zbaczać w przerysowaną krainę oper mydlanych.

Również bohaterowie niewiele się zmienili. Nawet nowe twarze, powiązane z aktualnym śledztwem, nie różnią się znacząco od tych, które napotykaliśmy w Księżniczce z lodu, stanowiąc te same stereotypy, z których autorka korzystała poprzednio. Trzeba zaznaczyć, że tym razem przybyło im nieco charakteru, wciąż jednak dzielą się na postacie nieodparcie sympatyczne oraz zupełnych drani. Tu i ówdzie widać starania, by pomiędzy czerń i biel upchnąć nieco szarości, ale nie wychodzi to najlepiej i kończy się zwykle na przesunięciu postaci z jednej kategorii do drugiej.

Jeżeli komuś spodobała się Księżniczka z lodu, to i Kaznodzieja zapewne przypadnie mu do gustu. Z jednej strony odczuwalna jest pewna powtarzalność, z drugiej intryga jest lepiej skonstruowana, a bohaterowie nieco bardziej doszlifowani, co pozwala cieszyć się lekturą w większym stopniu. Fani lekkiego, acz wciągającego kryminału powinni być zadowoleni, miłośnicy cięższych pozycji z tego gatunku, w rodzaju dzieł Håkana Nessera czy Monsa Kallentofta, powinni poszukać książki dla siebie gdzie indziej.