» Recenzje » Kamienny Wojownik

Kamienny Wojownik


wersja do druku

Powrót Powrotu Karmazynowej Gwardii

Redakcja: Tomasz 'Asthariel' Lisek, Daga 'Tiszka' Brzozowska

Kamienny Wojownik
Powrót Karmazynowej Gwardii, ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, okazał się lekturą wybitnie satysfakcjonującą: chaotyczną i momentami nużącą, ale w ostatecznym rozrachunku wartą kilkunastu długich godzin, jakie trzeba jej było poświęcić. Pewnie nie wszystkim przypadnie to do gustu, bo czytelnicy często pragną czegoś całkowicie nowego i świeżego, ale kolejny tom Imperium Malazańskiego, Kamiennego Wojownika, oferuje bardzo podobne doznania.  

Jeźdźcy Sztormu nie przestają atakować bronionego przez Sztormową Gwardię muru na wybrzeżu Korelu. Szybko okazuje się, że to nie jedyny problem mieszkańców kontynentu – nowy władca Malazańczyków planuje bowiem uczcić początek swych rządów podbojem, a ziemie od lat opierające się najeźdźcom wydają się wyjątkowo smakowitym kąskiem. Jakby tego było mało, w powietrzu czuć coraz wyraźniejsze napięcie religijne – kult Błogosławionej Pani po latach krycia się w cieniu zaczyna domagać się należnego szacunku. Wszystkie te problemy już niedługo staną się kluczowymi wątkami w życiu Szarej Grzywy, weterana, któremu błędnie wydawało się, że założenie szkoły szermierki oznaczać będzie spokojną emeryturę. 

Cóż nowego mógłbym napisać o kolejnej powieści z Malazem w tle? To dość zabawne, bo poza nielicznymi wyjątkami (co ciekawe, zaliczyłbym do nich zarówno początek Księgi Poległych, czyli Ogrody księżyca, jak i otwierającą Imperium Noc noży) teksty pisane w ramach tego uniwersum przez Eriksona i Esslemonta są do siebie bliźniaczo podobne. W wykreowanym przez nich świecie trwają niekończące się konwencjonalne wojny obfitujące w bitwy, podczas których armie stają naprzeciw siebie i walczą tak długo, aż jedna z nich zostanie zmuszona do poddania się lub wycięta w pień.

Pisarze konsekwentnie zabierają czytelnika na pola kolejnych konfliktów, opierają ciężar opowieści na barkach bliźniaczo podobnych bohaterów (czy istnieje miłośnik fantasy, który kojarzy pobliźnionych weteranów z ironicznymi uśmiechami i absurdalnym poczuciem humoru z jakimkolwiek innym cyklem?), a przerwy między niecodziennie brutalnymi i krwawymi walkami wypełniają politycznymi intrygami. O wpływy i władzę nad ziemiami podbitymi – lub podbijanymi – przez Imperium Malazańskie zabiegają także byty operujące na granicy naturalnego i nadnaturalnego, często wykorzystujące naiwnych śmiertelników do realizacji swoich zawiłych planów. 

Ta skrócona charakterystyka pisarstwa Esslemonta idealnie opisuje także Kamiennego Wojownika, co powinno czytelnikom zaznajomionym z wcześniejszymi dokonaniami tego pisarza sporo powiedzieć. Warto w związku z tym pochylić się nieco głębiej nad rzeczą, którą autor postanowił zaakcentować w tym tomie nieco mocniej: kultem Pani. Religia w malazańskich tekstach zawsze była kwestią specyficzną ze względu na minimalny dystans, jak dzielił ludzi od bogów (nie wspominając o tym, że niekiedy ci pierwsi stawali się drugimi). Tym razem jednak Esslemont opisuje temat z nieco innej perspektywy, przynajmniej w przeważającej części tekstu; bardziej niż sam nadnaturalny byt interesuje go wyrosły wokół niego ruch. Gdy bohaterowie odpoczywają po kolejnej morderczej bitwie, pisarz pochyla się nad kwestią fanatyzmu i zniszczeń, do których może doprowadzić. Czy to refleksje szczególnie głębokie? Raczej nie, ale wątek został dobrze wpasowany w całość i skutecznie przesuwa uwagę czytelnika z fizycznych walk, które w takiej ilości potrafią być nużące, na zmagania duchowe i ich skutki. Te chwile oddechu sprawiają, że powieść nie nuży – przynajmniej przez zdecydowaną większość czasu. 

Natomiast kiedy nie obozujemy z armią Pani, Kamienny Wojownik wręcz bliźniaczo przypomina Powrót Karmazynowej Gwardii. Czytelnik dostaje rozliczne powroty do wcześniej poznanych bohaterów (bardzo ciekawie w tym tomie wypadają Kyle i Szara Grzywa, choć i Kiska ma swoje momenty), bardzo chaotyczny i powolny początek, przez który musi się przebijać, zanim powieść rzeczywiście zdoła go wciągnąć. Są tu też po brzegi wypełniony akcją i spektakularny finał, garść nowych informacji w kontekście metawątku spajającego poszczególne części cyklu w jedną całość, oraz sporo ironicznego, absurdalnego humoru, który regularnie przebija balonik dmuchany przez niektóre szczególnie podniosłe sceny. Kto nie odbił się od poprzedniego tomu Imperium Malazańskiego i zwyczajnie chce więcej, ten może śmiało sięgać po Kamiennego Wojownika – jest to naprawdę smaczna dokładka udanego dania.  

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Kamienny wojownik
Cykl: Imperium Malazańskie
Tom: 3
Autor: Ian Cameron Esslemont
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: Mag
Data wydania: 19 kwietnia 2024
Liczba stron: 848
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-68069-01-3
Cena: 69 zł



Czytaj również

Powrót Karmazynowej Gwardii
Malazańska Wiosna Ludów
- recenzja
Jabłko. Berło. Tron
Genabackis znowu w ogniu
- recenzja
Noc noży
Wszystkie drogi prowadzą do Malazu
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.